..::Forum Animal Attack::.. Strona Główna
Animal Attack  FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Zaloguj



Poprzedni temat «» Następny temat
Wspomnienia Starego Nekrofila
Autor Wiadomość
Król Zombich 
Krokodyl różańcowy


Dołączył: 05 Cze 2008
Posty: 888
Wysłany: 2015-11-05, 22:32   

Critters napisał/a:

Chyba na wiejskim weselu.

Stenzel niewątpliwie zna warsztat operatorski (przynajmniej w takim zakresie, na jaki pozwala amatorskie zaplecze). Wiele ujęć z jego filmów to niemal profeska. Tyle że kino to coś więcej niż pokaz ruchomych slajdów i tego czegoś u Stenzla nie ma. Efekt taki, że po pokazie zamiast o treść pytanie pada o nasycenie kolorów. Z całego filmu zapamiętuje się tylko kolory podrasowane nie wiadomo po co.
A potem leci "Nekrofil" Freda kręcony kozikiem w gównie czyli lustrzanką, z kontrastem czerni i bieli podkręconym tak oczojebnie, że stenzlowskie kolory to mały chuj przy tym, i nikt nie zadaje pytań czemu to jest tak podbite bowiem przyczyna wynika z samej fabuły i natury filmu, która jest cmentarna i upiorna. Od razu widać kto tu myśli filmowo, a kto tylko fotograficznie.

Fred K napisał/a:
Nie no a serio jezeli chodzi o ten scenariusz, to chyba inny czytales? mowisz o szczesciwych ludziach?

Już nie pamiętam tytułów ale czytałem chyba ze 3 scenariusze z tymi samymi patentami (kurafońskie wiksy w zatłoczonym tramwaju i na ulicy, smarowanie wydzielinami itp.).

BTW. Obejrzałem "Blasfemię". Z opóźnieniem, bo po półgodzinnym filmie składającym się z monologów jednego kolesia spodziewałem się raczej nudy, a tymczasem zajebiście to wyszło. W dużej mierze dzięki Gryzowskiemu który nieźle przekazał zawarte w tekście treści i emocje. Gość potrafi wytworzyć napięcie, gra z bogatą skalą ekspresji (to na kurwie, to znów w iście religijnym błogostanie) i generalnie pasuje do roli takiego niepozornego everymana miotającego się w życiu jak mucha w pajęczynie, zdanego nieustannie na czyjąś łaskę (Boga bądź szefa z pracy). Co najważniejsze pokazał, że te Twoje kilometrowe "okrągłe" monologi da się mówić naturalnie i bez kartki przed nosem ;-) Warto go brać do filmów.
 
 
Fred K 
Krokodyl różańcowy
Kurafon P



Wiek: 29
Dołączył: 13 Maj 2011
Posty: 1051
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2015-11-06, 07:57   

Król Zombich napisał/a:
Z całego filmu zapamiętuje się tylko kolory podrasowane nie wiadomo po co.
A potem leci "Nekrofil" Freda kręcony kozikiem w gównie czyli lustrzanką, z kontrastem czerni i bieli podkręconym tak oczojebnie, że stenzlowskie kolory to mały chuj przy tym, i nikt nie zadaje pytań czemu to jest tak podbite bowiem przyczyna wynika z samej fabuły i natury filmu, która jest cmentarna i upiorna. Od razu widać kto tu myśli filmowo, a kto tylko fotograficznie.

no wlasnie, a ze ja uwazam sie w tym za rezysera, scenarzyste ale operatorem nigdy nie byłem i nie będę, podobnie jak gosciem od efektow czy udzwiekowienia, montazu etc. (podobnie jak stenzel nigdy nie byl i nie bedzie scenarzystą ani reżyserem).
w sumie moja glowna rola zaczyna sie i konczy na opowiesci, ktora przekazuje film, cala reszta robie z musu by przekazac ja jak chce i przede wszystkim zrobic taki film w weekend, albo kiedy się chce.
no ale niestety warsztat filmowy się liczy w polaczeniu z tym by sprzedac np jakas lepsza fabule więc predzej czy pozniej bedzie trzeba przestac byc autonomicznym i z ekipa robic normalnie te filmy, zwlaszcza ze zmontowac taka ekipę wcale ciezko nie jest ale na pewno tworzenie jednoweekendowe odpada. samemu na pewno najszybciej, z ekipa, najlepiej i profesjonalnie.

Król Zombich napisał/a:
Już nie pamiętam tytułów ale czytałem chyba ze 3 scenariusze z tymi samymi patentami (kurafońskie wiksy w zatłoczonym tramwaju i na ulicy, smarowanie wydzielinami itp.).

Tak, były z dwa- trzy motywy przejawiające się w kilku podobnych scenariuszach. dlaczego? bo pasują po prostu do fabuly :lol: ale później jak już powstaje jakiś film z użytym danym motywem to w kolejnym następuje zmiana tych motywów na inny.

Król Zombich napisał/a:
BTW. Obejrzałem "Blasfemię". Z opóźnieniem, bo po półgodzinnym filmie składającym się z monologów jednego kolesia spodziewałem się raczej nudy, a tymczasem zajebiście to wyszło. W dużej mierze dzięki Gryzowskiemu który nieźle przekazał zawarte w tekście treści i emocje. Gość potrafi wytworzyć napięcie, gra z bogatą skalą ekspresji (to na kurwie, to znów w iście religijnym błogostanie) i generalnie pasuje do roli takiego niepozornego everymana miotającego się w życiu jak mucha w pajęczynie, zdanego nieustannie na czyjąś łaskę (Boga bądź szefa z pracy). Co najważniejsze pokazał, że te Twoje kilometrowe "okrągłe" monologi da się mówić naturalnie i bez kartki przed nosem Warto go brać do filmów.

no fajnie zagrał całkiem, jednak z tego samego względu o ktorym mowisz wydawaje się na pierwszy rzut oka, ze film może odrzucać tym ile trwa kiedy się spojrzy na to, ze wlasciwie to film jednego aktora. planuje przykrocic trochę film, by był na pewno nie dłuższy niz 20 minut. cos miedzy 15 a 20.

edit: byc moze film poleci wraz z dendrofilem na festiwalu zwierciadla filmowe w grudniu, jezeli nikomu nie beda przeszkadzac obecne tam motywy oczywiscie.
_________________
how much can you know about yourself, you've never been in a fight?
Ostatnio zmieniony przez Fred K 2015-11-06, 09:27, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Critters 
Administrator
I know this style. It's my style!



Dołączył: 15 Lis 2007
Posty: 6616
Skąd: Universal Studios
Wysłany: 2015-11-06, 08:48   

Król Zombich napisał/a:
Stenzel niewątpliwie zna warsztat operatorski (przynajmniej w takim zakresie, na jaki pozwala amatorskie zaplecze).


Nie wiem co rozumiesz przez 'amatorskie zaplecze' bo warsztatu kogoś po filmówce(kto też może mieć 'amatorskie zaplecze' z braku pieniędzy) to on nie ma. Jego styl to styl kręcenia - wesele/wywiady/Trudne Sprawy/Jakiś paradokument. To, że gość wie, gdzie postawić kamerę i jakie ujęcie zrobić nie czyni z niego operatora, szanujmy się. Poza tym nie wiem, czy on jest w ogóle kamerzystą w swoich filmach bo w tych, które widziałem - nie był.

Król Zombich napisał/a:
Gość potrafi wytworzyć napięcie, gra z bogatą skalą ekspresji (to na kurwie, to znów w iście religijnym błogostanie) i generalnie pasuje do roli takiego niepozornego everymana miotającego się w życiu jak mucha w pajęczynie, zdanego nieustannie na czyjąś łaskę (Boga bądź szefa z pracy).


Błagam cię, odłóż to co wziąłeś i przestań pisać takie głupoty. Obejrzałem wczoraj 'Blasfemię' - powiedzieć, że ten gość ma bogatą skalę ekspresji to nawet nie jest śmieszne. Film ogląda się całkiem dobrze, ale akurat jego gra to główna rzecz do zmiany. Profesjonalny aktor wiele by tu wniósł bo montaż i zdjęcia są spoko, muza świetnie dobrana do danych scen i generalnie wszystko git. Często zmieniane ujęcia sprawiają, że film nie nudzi i nie ma feelingu typowego dla studenckiej etiudy o niczym, gdzie koleś napierdala 10 minut dialogu w jednym ujęciu.
_________________
'Jestem pułkownik Hogan. Będziecie się do mnie zwracać Panie pułkowniku, nie inaczej!'
 
 
Fred K 
Krokodyl różańcowy
Kurafon P



Wiek: 29
Dołączył: 13 Maj 2011
Posty: 1051
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2015-11-06, 09:38   

Critters napisał/a:
akurat jego gra to główna rzecz do zmiany. Profesjonalny aktor wiele by tu wniósł bo montaż i zdjęcia są spoko

Wiadomo, imo zagral jednak naprawdę fajnie jak na amatora, dialogi mowione naturalnie i poprawnie. ale i rola na pewno lepsza niz w jego miałkich filmach. jednak do dobrego profesjonalnego aktora startu nie ma, to nie ma co ukrywac, ale dobry profesjonalny aktor to mus wyłożenia juz niestety na ogół kasy. sam film powstawal w ciągu pięciu godzin, więc też ekspresowo zdecydowanie.

Critters napisał/a:
Poza tym nie wiem, czy on jest w ogóle kamerzystą w swoich filmach bo w tych, które widziałem - nie był.

nie no jezeli to nie on te swoje filmy kameruje, to chyba ostatnie złudne nadzieje padają, bo jezeli nie on to co on wlasciwie wowczas w tych filmach swoich robi? wali konia na planie? skoro fabuly i scenariusza nie ma prawdopodobnie wcale a operatorem nie jest on to to jest beztalencie jak cholera. zywie jednak nadzieję, ze to on kreci chociaz wiekszosc swoich filmow.
_________________
how much can you know about yourself, you've never been in a fight?
 
 
 
Critters 
Administrator
I know this style. It's my style!



Dołączył: 15 Lis 2007
Posty: 6616
Skąd: Universal Studios
Wysłany: 2015-11-06, 10:24   

Fred K napisał/a:
dialogi mowione naturalnie i poprawnie


W scenach 'podniety' widać nadmierną ekspresyjność. Sztucznie to wygląda. Sceny 'rozpaczy' sztuczne. Sceny mówione normalnie nawet ok. Generalnie to dobrze zrobiłeś podkładając muzę w niektórych jego mówionych scenach bo łagodzi ona trochę tę sztuczność wypowiedzi.

W sumie zwykły gość, więc gada jak zwykły gość, ale w sumie w aktorstwie chodzi o to żeby grając zwykłego gościa, sprawiać wrażenie, że się nim jest, ale bez przeginania. To cienka granica i wbrew pozorom wielu profesjonalnych aktorów ma z tym problem, np. w takim 'Klanie'.

Fred K napisał/a:
sam film powstawal w ciągu pięciu godzin, więc też ekspresowo zdecydowanie


Nie mam pojęcia jak Ty to robisz przy tylu ujęciach i różnych lokalizacjach na mieście.

Fred K napisał/a:
zywie jednak nadzieję, ze to on kreci chociaz wiekszosc swoich filmow.


Może mówi kamerzyście jak ma kręcić, szczerze to nie mam pojęcia i w sumie nic mnie to nie obchodzi.

Jak wejdziesz na jego stronę, to możesz zobaczyć co kręcił i to są właśnie takie rzeczy jak mówiłem - jakieś promo, wywiad. Rzeczy, które nie wymagają bycia operatorem filmowym i może je robić w zasadzie każdy, kto potrafi się posłużyć kamerą.

Jego największa rzecz do tej pory czyli etiuda 'Pomiędzy' gdzie można powiedzieć, że zdarzają się dobre ujęcia, to zdjęcia jakiegoś innego typa. Nie tylko zdjęcia zresztą bo reżyserią podzielił się z jakąś babką, a i scenariusz(kurwa, jaki scenariusz?) w trójkę pisali :lol:

Dlatego śmiem powątpiewać w jego zmysł kamerzysty. Te krótkie metraże, które kręci w Europie to produkcje nie tak amatorskie i sponsorowane, więc moim zdaniem za zdjęcia też tam odpowiada kto inny.
_________________
'Jestem pułkownik Hogan. Będziecie się do mnie zwracać Panie pułkowniku, nie inaczej!'
 
 
Król Zombich 
Krokodyl różańcowy


Dołączył: 05 Cze 2008
Posty: 888
Wysłany: 2015-11-06, 14:50   

Fred K napisał/a:

no wlasnie, a ze ja uwazam sie w tym za rezysera, scenarzyste ale operatorem nigdy nie byłem i nie będę, podobnie jak gosciem od efektow czy udzwiekowienia, montazu etc.

Operatorka w filmie ma być imho przede wszystkim taka, by dobrze oddawała intencję zawartą w scenariuszu. W związku z tym prosty chwyt, taki jak np. światło na oczy w scenie iluminacji pod koniec "Blasfemii", o wiele lepszą robi robotę niż "dofinansowane przez UE" wydmuszki Stenzla.


Fred K napisał/a:
no fajnie zagrał całkiem, jednak z tego samego względu o ktorym mowisz wydawaje się na pierwszy rzut oka, ze film może odrzucać tym ile trwa kiedy się spojrzy na to, ze wlasciwie to film jednego aktora. planuje przykrocic trochę film, by był na pewno nie dłuższy niz 20 minut. cos miedzy 15 a 20.

Jak dla mnie jest w sam raz, nie ma sensu ciąć.

Fred K napisał/a:
edit: byc moze film poleci wraz z dendrofilem na festiwalu zwierciadla filmowe w grudniu, jezeli nikomu nie beda przeszkadzac obecne tam motywy oczywiscie.

A co to za festiwal?

Critters napisał/a:
Nie wiem co rozumiesz przez 'amatorskie zaplecze'

W sumie dobre pytanie. Rzuciłem okiem na "listę płac" jednego z jego filmów, a tam cały team od operatorki figuruje (osobno autor zdjęć, operator kamery, asystent kamery, operator steadycamu, wózkarz, dwóch oświetleniowców). Trudno nazwać to "amatorskim zapleczem", w takich warunkach każdy se może zrobić profesjonalnie wyglądające zdjęcia. Cóż, zmieniam zdanie na temat Stenzla :lol:


Critters napisał/a:
Błagam cię, odłóż to co wziąłeś i przestań pisać takie głupoty. Obejrzałem wczoraj 'Blasfemię' - powiedzieć, że ten gość ma bogatą skalę ekspresji to nawet nie jest śmieszne. Film ogląda się całkiem dobrze, ale akurat jego gra to główna rzecz do zmiany. Profesjonalny aktor wiele by tu wniósł

A co to jest profesjonalny aktor? Taki, który profesjonalnie gra w "Klanie"?
Aktor ma mieć gębę pasującą do roli, dykcję pozwalającą na wyraźne mówienie tekstu i umiejętność emocjonalnego przekazania zawartych w nim treści. Tutaj te wymogi spełniono, jak bohater się wkurwia to się wkurwia, jak się miota to się miota, jak doznaje iluminacji to doznaje iluminacji - wszystko na miarę szarego człowieczka z tłumu, którym jest, i na miarę amatorskiego profilu filmu.

Critters napisał/a:
muza świetnie dobrana do danych scen i generalnie wszystko git. Często zmieniane ujęcia sprawiają, że film nie nudzi i nie ma feelingu typowego dla studenckiej etiudy o niczym, gdzie koleś napierdala 10 minut dialogu w jednym ujęciu.

Zgadza się ale dalej solistą jest tu Gryzowski. Gdyby dla odmiany przed obiektywem stał Rafał Christ czy któryś z naszych "profesjonalistów" (jak Tomasz Karolak tudzież Michał Żebrowski) to nawet zmienne ujęcia do spółki z muzą Griega nie uczyniłby tego oglądalnym ;-)

Critters napisał/a:
W scenach 'podniety' widać nadmierną ekspresyjność. Sztucznie to wygląda. Sceny 'rozpaczy' sztuczne.

A tam. Sztuka od zawsze była "sztuczna", dopiero stosunkowo niedawno wymyślono, że ma odzwierciedlać rzeczywistość. Można się kłócić czy słusznie. Popatrz na Cybulskiego - czy to zły aktor bo grał z egzaltacją, a nie jak uczą teraz w Actor's Studio? Poza tym wielkie sprawy wymagają nieraz wysokiej ekspresji. Bohater "Blasfemii" miota się w stanie religijnego zatracenia, gada z samym Bogiem i rzuca literackimi tekstami, które aż proszą się o zagranie z emfazą a'la Konrad z "Dziadów". Nie jest to napisane jak potoczny dialog więc czemu miałoby być grane jak potoczny dialog? Gdzie sztuczność nie jest pożądana, tam jej nie ma. Podoba mi się moment jak telefon od szefa wyrywa bohatera z transu; wtedy staje się na chwilę normalnym kolesiem, na którego jakby wylano kubeł wody.
 
 
Fred K 
Krokodyl różańcowy
Kurafon P



Wiek: 29
Dołączył: 13 Maj 2011
Posty: 1051
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2015-11-06, 19:52   

Critters napisał/a:
W scenach 'podniety' widać nadmierną ekspresyjność. Sztucznie to wygląda. Sceny 'rozpaczy' sztuczne. Sceny mówione normalnie nawet ok. Generalnie to dobrze zrobiłeś podkładając muzę w niektórych jego mówionych scenach bo łagodzi ona trochę tę sztuczność wypowiedzi.

Król Zombich napisał/a:
A tam. Sztuka od zawsze była "sztuczna", dopiero stosunkowo niedawno wymyślono, że ma odzwierciedlać rzeczywistość. Można się kłócić czy słusznie. Popatrz na Cybulskiego - czy to zły aktor bo grał z egzaltacją, a nie jak uczą teraz w Actor's Studio? Poza tym wielkie sprawy wymagają nieraz wysokiej ekspresji. Bohater "Blasfemii" miota się w stanie religijnego zatracenia, gada z samym Bogiem i rzuca literackimi tekstami, które aż proszą się o zagranie z emfazą a'la Konrad z "Dziadów". Nie jest to napisane jak potoczny dialog więc czemu miałoby być grane jak potoczny dialog? Gdzie sztuczność nie jest pożądana, tam jej nie ma. Podoba mi się moment jak telefon od szefa wyrywa bohatera z transu; wtedy staje się na chwilę normalnym kolesiem, na którego jakby wylano kubeł wody.


No właśnie, pod względem ekspresji w sumie własnie miało być przerysowanie bo i same sceny można rozumieć symbolicznie niejako, w sumie są takie jakby przedstawiające ogół pewnych zachowań w przerysowanym tonie i krzywym zwierciadle plus przekształcenie bohatera z niewolnika-buntownika-iluminatę. właśnie, sam chciałem, zeby było mocno ekspresywnie, więc imo jest nieźle pod tym względem.

Critters napisał/a:
Nie mam pojęcia jak Ty to robisz przy tylu ujęciach i różnych lokalizacjach na mieście.

wychodzilem zawsze z założenia zeby się z tym nie pierdolic :lol:
wiekszosci dobrze nagranych ujeć nie powtarzam w ogole, np w Blasfemii moze z 2-3 powtórki były, reszta co ujęcie wyszło - było gotowe. materialu tez było więcej, z czego czesc w ogole odrzucilem np
https://www.youtube.com/watch?v=ecdXlLayQa0 (mozna tez zobaczyc jak wygladalo z poczatku owe "oko" :lol: )

swoja droga co do braku powtorek to nawet profesjonalni i genialni tworcy wychodzili czasem z podobnych zalozen, np warner herzog.
Critters napisał/a:
Dlatego śmiem powątpiewać w jego zmysł kamerzysty. Te krótkie metraże, które kręci w Europie to produkcje nie tak amatorskie i sponsorowane, więc moim zdaniem za zdjęcia też tam odpowiada kto inny.


Król Zombich napisał/a:
W sumie dobre pytanie. Rzuciłem okiem na "listę płac" jednego z jego filmów, a tam cały team od operatorki figuruje (osobno autor zdjęć, operator kamery, asystent kamery, operator steadycamu, wózkarz, dwóch oświetleniowców). Trudno nazwać to "amatorskim zapleczem", w takich warunkach każdy se może zrobić profesjonalnie wyglądające zdjęcia. Cóż, zmieniam zdanie na temat Stenzla


Hehe no i pojawia się tutaj pytanie, kto i za co mu to dofinansowuje? w sumie to nie wiem, czy skonczyl jakas szkole filmową czy jak, ale ciekaw jestem, czy na serio tak łatwo dostać dofinansowanie po przedstawieniu fabuły "gościu przebiera się za goryla i wydaje mu się że rozmawia z kimś na plaży. film kończy sie ukazaniem leżącego "goryla" w letargu na ulicy." albo "gościu chce się powiesić ale mu nie wychodzi.". chyba jakis wujek z komisji mu to dofinansowuje, bo inaczej ki kurwa diabeł?

Król Zombich napisał/a:
Operatorka w filmie ma być imho przede wszystkim taka, by dobrze oddawała intencję zawartą w scenariuszu. W związku z tym prosty chwyt, taki jak np. światło na oczy w scenie iluminacji pod koniec "Blasfemii", o wiele lepszą robi robotę niż "dofinansowane przez UE" wydmuszki Stenzla.

Wiadomo, w Blasfemii jest dobrze, bo i film minimalistyczny, ale w przypadku bardziej złożonych rzeczy juz jest gorzej i wtedy im lepszy operator tym lepiej. czesto niestety bywa niezbędny.

Król Zombich napisał/a:
A co to za festiwal?

http://www.akfjantar.pl/zwierciadla/
w sumie to przyszło mi na maila pare dni temu, chyba najblizszy festiwal filmow amatorskich jaki leci w najblizszym czasie to zdazylem to zglosic, moze się pojawi zwlaszcza ze obczajajac ramowki poprzednich lat, widzialem ze lecialy rzeczy rozne - od filmow nakreconych z widocznym budzetem po totalną amatorke kręconą w jednym pokoju etc.

Król Zombich napisał/a:
Zgadza się ale dalej solistą jest tu Gryzowski. Gdyby dla odmiany przed obiektywem stał Rafał Christ czy któryś z naszych "profesjonalistów" (jak Tomasz Karolak tudzież Michał Żebrowski) to nawet zmienne ujęcia do spółki z muzą Griega nie uczyniłby tego oglądalnym

Karolaki itd są wprawdzie profesjonalnymi aktorami, ale czy są dobrzy? imo brakuje im sporo do dobrych i faktycznie nie pasowali by akurat do tego.
_________________
how much can you know about yourself, you've never been in a fight?
 
 
 
Critters 
Administrator
I know this style. It's my style!



Dołączył: 15 Lis 2007
Posty: 6616
Skąd: Universal Studios
Wysłany: 2015-11-06, 22:20   

Król Zombich napisał/a:
W sumie dobre pytanie. Rzuciłem okiem na "listę płac" jednego z jego filmów,


Nie wiem, czy to 'lista płac' bo w tych filmach wszyscy robią za darmo, a cała idea finansowania polega na tym, że mogą wypożyczyć sprzęt i to niewątpliwie jest atut bo nawet jeżeli nie mają profesjonalnych zdjęciowców i ogólnie ekipa jest filmowa z zamiłowania, a nie z wykształcenia to z takim sprzętem ktoś w miarę ogarnięty ma szansę cokolwiek zdziałać. Mówię cokolwiek bo wizualnie to ten film mi nie wygląda na film, a bardziej na dokument w stylu 'dzieci z blokowiska' ;)

Król Zombich napisał/a:
Jak dla mnie jest w sam raz, nie ma sensu ciąć.


Moim zdaniem też ok. Nie specjalnie dłużyzn.

Król Zombich napisał/a:
A co to jest profesjonalny aktor? Taki, który profesjonalnie gra w "Klanie"?


Aktor, który jest profesjonalistą i wie jak podejść do roli bo nauczono go tego w szkole filmowej. 'Klan' to źródło zarobku, ale tam też przewijają się bardzo zdolni ludzie. Kurwa, jakby mi dali szansę to też bym sobie chętnie za 5tysięcy dziennie pokaleczył aktorstwo.

Król Zombich napisał/a:
Aktor ma mieć gębę pasującą do roli, dykcję pozwalającą na wyraźne mówienie tekstu i umiejętność emocjonalnego przekazania zawartych w nim treści. Tutaj te wymogi spełniono, jak bohater się wkurwia to się wkurwia, jak się miota to się miota, jak doznaje iluminacji to doznaje iluminacji - wszystko na miarę szarego człowieczka z tłumu, którym jest, i na miarę amatorskiego profilu filmu.


Wybacz, bredzisz. Twarz może i ma pasującą do roli, ale nie ma dobrej dykcji, odpowiednio wiarygodnego głosu i zero mimiki. Samo darcie mordy i przeklinanie też trzeba umiejętnie zagrać. Tu jest ewidentnie przeszarżowane. Widać Ty tego nie dostrzegasz, ja tak.

A odnośnie tego amatorskiego profilu to kurwa...ręce mi opadają. Amatorskie to są produkcje Lobotomii bo porywają się na tematykę, której nie da się ładnie i poważnie nakręcić bez pieniędzy. Tutaj mamy etiudę z jedną osobą. Fred skręcił to tak, że wcale nie wieje biedą i amatorką. Film jest ascetyczny i taki miał być. Brakuje tylko aktora, który by to uwiarygodnił. Wiadomo, że wiąże się to z wydatkiem, choć trafiają się zawodowi aktorzy po szkole, którzy są chętni do zagrania za darmo, w zamian za materiał do demo reel. Wiadomo, że do filmów wulgarnych nikogo takiego się nie ogarnie, ale 'Blasfemia', choć wulgarna, to tematykę ma dość konkretną :-)

Król Zombich napisał/a:
Gdyby dla odmiany przed obiektywem stał Rafał Christ czy któryś z naszych "profesjonalistów" (jak Tomasz Karolak tudzież Michał Żebrowski) to nawet zmienne ujęcia do spółki z muzą Griega nie uczyniłby tego oglądalnym


Christa nie traktuję poważnie bo to jakiś zjebany ćpun, a nie normalny człowiek. Natomiast porównywanie do mimo wszystko dość zdolnego aktora jakim jest Żebrowski uznam za ostateczny dowód na to, że albo sobie jaja robisz albo odleciałeś bardzo daleko. Zresztą ten Płoszajski co z Christem kręcił mógłby się nawet nadać do tej roli, gdyby mu tylko zmienić uczesanie na mniej gejowskie.

Król Zombich napisał/a:
A tam. Sztuka od zawsze była "sztuczna", dopiero stosunkowo niedawno wymyślono, że ma odzwierciedlać rzeczywistość. Można się kłócić czy słusznie. Popatrz na Cybulskiego - czy to zły aktor bo grał z egzaltacją, a nie jak uczą teraz w Actor's Studio?


Nie żadne 'A tam'. Takie są fakty. Owszem, Cybulski na dzisiejsze czasy pewnie jest chujowy. Piszę 'pewnie' bo nie kojarzę żebym go w czymś oglądał. Jak oglądam stare polskie filmy to słabo mi się robi od tej sztuczności. Taki Gajos np. ewoluował z wiekiem. Na jego rolę Janka patrzeć nie potrafię, a potem stał się aktorem nowoczesnym, klasą samą w sobie. W tamtych czasach też byli zdolni aktorzy, którzy niekoniecznie musieli grać jakby kij połknęli. Mikulski był tragicznie drętwy, ale np. Karewicz - na odwrót. Wilhelmi - super.

Król Zombich napisał/a:
Nie jest to napisane jak potoczny dialog więc czemu miałoby być grane jak potoczny dialog?


A kto mówi, że ma być grane jak potoczny dialog? Ale nie musi być grane sztucznie.

Król Zombich napisał/a:
Poza tym wielkie sprawy wymagają nieraz wysokiej ekspresji. Bohater "Blasfemii" miota się w stanie religijnego zatracenia, gada z samym Bogiem i rzuca literackimi tekstami,


Ta, tylko, że ja tego nie kupuję ani przez sekundę bo nie widzę bohatera, tylko kolesia, który sobie gada. Tak jak mówię, wydzierać się i przeklinać w sposób wiarygodny też trzeba umieć.

Fred K napisał/a:
Hehe no i pojawia się tutaj pytanie, kto i za co mu to dofinansowuje?


Nie skończył. Z tego co widziałem w necie to skończył kulturoznawstwo. To są takie akcje dla filmowców amatorów. Takie 24 godzinne shorty. Często jest tak, że dostajesz jakąś tematykę i masz zrobić z tego film. Tak robiono w Lublinie na ten przykład. Dostawałeś temat, ekipę i sprzęt i 24 godziny żeby z tego tematu/hasła zrobić film.

Fred K napisał/a:
chyba jakis wujek z komisji mu to dofinansowuje, bo inaczej ki kurwa diabeł?


Moim zdaniem chujnia. Takie coś żeby tylko kręcić. Jeżeli tematyka nie jest Twoja to ja nie widzę sensu, ale instytucje wychodzą z założenia, że należy szerzyć wśród ludzi chęć do tworzenia i stawiać im nowe wyzwania :lol: Wbrew pozorom to są grosze, więc łatwo mogą sobie pozwolić żeby wyrzucić je w błoto na jakieś gówno.


Fred K napisał/a:
Karolaki itd są wprawdzie profesjonalnymi aktorami, ale czy są dobrzy? imo brakuje im sporo do dobrych i faktycznie nie pasowali by akurat do tego


Karolak się do tej(jeżeli do jakiejkolwiek) roli ewidentnie nie nadaje, ale Żebrowski uważam mógłby być dobry gdyby mu się chciało, tylko trzeba by mieć furę kasy i cierpliwości i uprosić żeby grał pod film, a nie jak na scenie teatralnej bo często zdarzają mu się też takie ciągoty i wtedy jest chujnia.

BTW, we Wrocławiu chyba mieszka naprawdę świetny aktor starszej daty - Andrzej Gałła. Regularnie grywa u Matwiejczyka.
_________________
'Jestem pułkownik Hogan. Będziecie się do mnie zwracać Panie pułkowniku, nie inaczej!'
 
 
Król Zombich 
Krokodyl różańcowy


Dołączył: 05 Cze 2008
Posty: 888
Wysłany: 2015-11-08, 22:29   

Fred K napisał/a:

swoja droga co do braku powtorek to nawet profesjonalni i genialni tworcy wychodzili czasem z podobnych zalozen, np warner herzog.

U Herzoga to wynikało nie tyle z "założeń" co z ekstremalnie trudnych warunków, w jakich zwykle kręcił. Jak robisz film w miejscu odciętym od cywilizacji, w nieprzewidywalnych okolicznościach przyrody, dysponując ograniczoną ilością taśmy i bandą źle opłacanych, w każdej chwili gotowych cię pożreć dzikusów, to nie ma się co w duble bawić tylko kręcić jak najszybciej i wypierdalać ;-)


Fred K napisał/a:
Hehe no i pojawia się tutaj pytanie, kto i za co mu to dofinansowuje? w sumie to nie wiem, czy skonczyl jakas szkole filmową czy jak, ale ciekaw jestem, czy na serio tak łatwo dostać dofinansowanie po przedstawieniu fabuły "gościu przebiera się za goryla i wydaje mu się że rozmawia z kimś na plaży.

Skoro goryle są na propsie to sam już wiesz jaki swój projekt możesz przedstawić by postarać się o dofinansowanie :lol:


Critters napisał/a:
Nie wiem, czy to 'lista płac' bo w tych filmach wszyscy robią za darmo

Dlatego napisałem w cudzysłowie ;-)

Critters napisał/a:
Aktor, który jest profesjonalistą i wie jak podejść do roli bo nauczono go tego w szkole filmowej.

Jak już to raczej w teatralnej bo większość polskich aktorów wywodzi się z różnych PWST. Przy czym tam nie uczą "jak podejść do roli" bo nie są jasnowidzami i nie wiedzą, jakie role aktor będzie w przyszłości grywał, a już z całą pewnością nie zakładają, że przyjdzie mu grać powiedzmy w "Blasfemii". Co aktor to inne predyspozycje, co reżyser to inne wymagania, a co rola to inne wyzwanie, bo inaczej przecież gra się Makbeta, Stanleya Kowalskiego i Dziadka Mroza. W szkole nie nauczą jak sprostać każdej roli i oczekiwaniom każdego reżysera, bo to zwyczajnie niemożliwe. Uczą za to, jak panować nad ciałem, mimiką i głosem; uczą technik pamięciowych i zwalczania tremy; uczą pracy w zespole; niekiedy też - jak w szkole Stanisławskiego i pokrewnych - uczą poskramiania własnego "ja" na rzecz dokładniejszego psychologicznego asymilowania się z rolą. Są to umiejętności absolutnie niezbędne w teatrze, w filmie już mniej niezbędne (bo tu zawsze można "oszukać" mikrofonem, dublem, kadrowaniem, montażem) ale oczywiście też bardzo przydatne i ogólnie czynią aktora technicznie przygotowanym do "grania". Reszta zależy od tego, jak to przygotowanie wykorzysta reżyser, w jaki sposób pociągnie za sznurki profesjonalizmu aktora i co z tego wyniknie. Ostatecznie może wyjść przecież to co w "Mrocznym widmie", gdzie nawet z Neesona i McGregora udało się zrobić drewniaków, albo to co widziałem kiedyś w teatrze na przedstawieniu "Doktora Faustusa" w reż. Jarzyny, gdzie zdolny reżyser i wybitni aktorzy położyli spektakl bo nie ogarnęli intelektualnie tekstu.
Więc - wracając już do skromnej etiudy Freda - nie ma pewności, że "zawodowiec" zagrałby to lepiej lub gorzej, zwłaszcza że lepiej lub gorzej to pojęcia relatywne wobec abstrakcyjnego charakteru roli.

Critters napisał/a:
ale nie ma dobrej dykcji, odpowiednio wiarygodnego głosu

No nie jest to może dykcja aktorska ale na tyle dobra żeby dało się w całości zrozumieć tekst. Wiarygodny głos - jakiś mało precyzyjny ten zarzut. Jaki głos ma mieć koleś co kurwi na Boga by brzmiał wiarygodnie (zważywszy że Orson Welles, który taki głos niewątpliwie posiadał, dawno nie żyje)?
Mimika? Jednak bogatsza niż u Żebrowskiego ;-)

Critters napisał/a:
Natomiast porównywanie do mimo wszystko dość zdolnego aktora jakim jest Żebrowski uznam za ostateczny dowód na to, że albo sobie jaja robisz albo odleciałeś bardzo daleko.

Bynajmniej nie robię sobie jaj a odleciałem tylko na moment, by spróbować wyobrazić sobie Żebrowskiego w "Blasfemii". Z tą jego smętną, usypiającą ekspresją Frankensteina i monotonnym głosem Kaszpirowskiego (ajdin, dwa, tri). Próbowałem wyobrazić sobie jak drze kartki, kurwi, rzuca biblią i psychicznie wychodzi z siebie, jak ponownie "wchodzi w siebie" gdy dzwoni telefon, i jak popada w religijną ekstazę pod sam koniec. No i jakoś nie mogłem :) To tak, jakby najbardziej drętwego kujona z podstawówki próbować sobie wyobrazić najebanym - trudna sprawa.
Żebrowski to taki recytujący model: dobrze wygląda i ma dobry głos. Ale żeby czymś kiedykolwiek zabłysnął to nie pamiętam, choć paradoksalnie grywał postacie ciekawe, dające pole do popisu. Pan Tadeusz, Skrzetuski, Wiedźmin, Sucharski, Ziemowit ze "Starej baśni", "Pręgi". I wszystko grał tak samo, wszędzie była biedna, nudna smęcizna od początku do końca.
Polski Bruce Willis? :lol:

Critters napisał/a:
Nie żadne 'A tam'. Takie są fakty. Owszem, Cybulski na dzisiejsze czasy pewnie jest chujowy.

To raczej dzisiejsze filmy i standardy są chujowe, bo stawiają na miernotę i najbardziej perfidną komercję. Główne role w filmach dostają jakieś patałachy, które w "Ziemi obiecanej" nie załapały by się nawet na statystów. Cybulski jest ponadczasowy, jego gra nie mieściła się zresztą także w normach ówczesnego aktorstwa (o ile w ogóle takie istniały). Na ekranie wybijał się spontanicznością, nutą romantyzmu, i tym potrafił oczarować publiczność. Że nadekspresja? Dla Słowian nadekspresja nie jest problemem ;)

Critters napisał/a:
Taki Gajos np. ewoluował z wiekiem. Na jego rolę Janka patrzeć nie potrafię, a potem stał się aktorem nowoczesnym, klasą samą w sobie.

Moja ulubiona rola Gajosa to młody akowiec ze "Stajni na Salwatorze", filmu pochodzącego właśnie z tych "jankowych" czasów (1967). Dowód, że już wtedy był znakomitym aktorem. "Czterej pancerni" to inna bajka, film młodzieżowy i takaż rola. Potem dojrzał, zmienił się też fizycznie (dzięki czemu raz na zawsze mógł uwolnić się od "piętna Janka"), więc ta jego ewolucja przebiegała w sposób zgoła naturalny: dyktowała ją biologia.

Critters napisał/a:
Mikulski był tragicznie drętwy

Postać Klossa ogólnie była dość drętwa, a tragiczne jest że Mikulski nigdy już się od niej nie uwolnił ("w odróżnieniu od Gajosa moja gęba przez te pół wieku wcale się nie zmieniła" - narzekał gdzieś w wywiadzie). Jak dostawał inne role to albo jak w "Dziewczynach do wzięcia", gdzie grał samego siebie ("patrzcie, Kloss idzie") albo jako jakiś Wujek Dobra Rada w "Misiu" - i wszystko musiało być grane wg tego samego drętwego klucza, który przyniósł mu popularność. Największego aktorskiego marzenia (zagrania alkoholika, wariata, skurwysyna) nie spełnił i już nie spełni.

Critters napisał/a:
A kto mówi, że ma być grane jak potoczny dialog? Ale nie musi być grane sztucznie.

Czyli z założenia nienaturalne zachowanie ma wyglądać naturalnie? Jak naturalnie zachowuje się ktoś, kto w stanie religijnego afektu rozmawia z Bogiem używając pokręconych konstrukcji zdaniowych, na granicy języka poetyckiego (bo nie tylko bluzgi tam lecą)? Gdyby wszedł do sklepu i wykrzyczał w ten sposób że chce bułki to by było sztuczne (choć pewnie mieściłoby się w normie zachowań bohaterów Freda ;-) ) ale tutaj sytuacja jest zbyt oderwana od rzeczywistości by konsekwentnie przykładać do niej wyznaczniki realizmu.
 
 
Critters 
Administrator
I know this style. It's my style!



Dołączył: 15 Lis 2007
Posty: 6616
Skąd: Universal Studios
Wysłany: 2015-11-09, 14:49   

Król Zombich napisał/a:
Jak już to raczej w teatralnej bo większość polskich aktorów wywodzi się z różnych PWST.


Bez znaczenia bo PWST kształcą dziś nie tylko do gry w teatrze, ale i filmach/telewizji/reklamach. Świat poszedł do przodu. Nazwa szkoły nie ma znaczenia. Jedyna różnica jest taka, że klasyczne filmówki oferują szerszą gamę kierunków.

Król Zombich napisał/a:
Przy czym tam nie uczą "jak podejść do roli" bo nie są jasnowidzami i nie wiedzą, jakie role aktor będzie w przyszłości grywał, a już z całą pewnością nie zakładają, że przyjdzie mu grać powiedzmy w "Blasfemii".


Oczywiście, że uczą. W każdej szkole aktorzy ćwiczą różne role z różnych gatunków i to do upadłego. Wiadomo, że nie przygotują cię do każdej konkretnej roli, ale typów charakteru nie ma wcale aż tak wielu, więc aktor powinien być ogólnie przygotowany do grania niemalże wszystkiego. Przynajmniej w teorii.

Król Zombich napisał/a:
Więc - wracając już do skromnej etiudy Freda - nie ma pewności, że "zawodowiec" zagrałby to lepiej lub gorzej, zwłaszcza że lepiej lub gorzej to pojęcia relatywne wobec abstrakcyjnego charakteru roli.


Oczywiście, że taka pewność jest. Dobrego aktorstwa nie da się zastąpić dobrymi chęciami.

Król Zombich napisał/a:
Ostatecznie może wyjść przecież to co w "Mrocznym widmie", gdzie nawet z Neesona i McGregora udało się zrobić drewniaków,


W tego typu filmach dość trudno o wybitne kreacje. Słowo 'drewniak' zdecydowanie na wyrost.

Król Zombich napisał/a:
Wiarygodny głos - jakiś mało precyzyjny ten zarzut. Jaki głos ma mieć koleś co kurwi na Boga by brzmiał wiarygodnie (zważywszy że Orson Welles, który taki głos niewątpliwie posiadał, dawno nie żyje)?


Wiarygodny czyli taki, który sprawia, że 'kupuję' postać i widzę postać, a nie kolesia, który przed chwilą nerwowo wertował scenariusz. Głos to jedna z najważniejszych rzeczy dla aktora, trenowana latami. W przypadku amatora tego brakuje i dlatego ja nie widzę szaleńca, który kurwi na Boga, tylko gościa, który zapamiętał sobie tekst i teraz go recytuje. Ani jego mimika, ani jego głos nie są dla mnie autentyczne, gdy to oglądam. To zaprzeczenie dobrego aktorstwa.

Król Zombich napisał/a:
No i jakoś nie mogłem :) To tak, jakby najbardziej drętwego kujona z podstawówki próbować sobie wyobrazić najebanym - trudna sprawa.


A ja mogłem, bez problemu. Oczywiście wiadomo, że wszystko zaczyna się w głowie i jeżeli Żebrowski by do tej roli nie był przekonany mentalnie to pewnie by dał dupy, ale ja potrafię sobie go w takiej roli wyobrazić z tym jego pogardliwym głosem. Widziałem go na scenie i potrafi przekonać bo robi to co lubi. W 'Na Dobre i na Złe' nie za bardzo potrafi bo ma wyjebane na rolę, gra dla pieniędzy. To jest ogólnie spory problem polskich aktorów, że gdy grają tylko dla kasy, ciężko im przeskoczyć pewien pułap przeciętności. Głównie właśnie dlatego, że na kierunkach aktorskich wbija im się do głowy, że 'teatr to najważniejsza sztuka', a wszystko inne jest poniżej. Później takiemu aktorowi ciężko jest się zmotywować do zagrania czegoś, do czego nie jest przekonany, co uważa za głupie.

Tomasz Kot bardzo zainteresował się rolą Religi i poświęcił wiele czasu żeby się do niej odpowiednio przygotować. Podobno rola świetna, a mnie Kot póki co kojarzy się głównie z taśmowymi serialami i właśnie tym, że nie przekonuje mnie na ekranie.

Król Zombich napisał/a:
postacie ciekawe, dające pole do popisu. Pan Tadeusz, Skrzetuski, Wiedźmin, Sucharski, Ziemowit ze "Starej baśni", "Pręgi". I wszystko grał tak samo, wszędzie była biedna, nudna smęcizna od początku do końca.

Polski Bruce Willis?


Moim zdaniem jego rola w 'Wiedźminie' była dobra. Ciężko mi sobie wyobrazić w niej kogoś innego z naszych aktorów. Skrzetuskiego i 'Janosika' w jego wykonaniu też dobrze wspominam. Po prostu on się do pewnych ról nadaje, a do pewnych - nie. Tacy 'smętni' ludzie, którzy mówią zawsze jednym tonem głosu też istnieją. Do pewnych postaci to pasuje.

Żeby nie było. Nie uważam go za świetnego aktora, ale do pewnych ról się nadaje.

Król Zombich napisał/a:
To raczej dzisiejsze filmy i standardy są chujowe, bo stawiają na miernotę i najbardziej perfidną komercję. Główne role w filmach dostają jakieś patałachy, które w "Ziemi obiecanej" nie załapały by się nawet na statystów. Cybulski jest ponadczasowy, jego gra nie mieściła się zresztą także w normach ówczesnego aktorstwa (o ile w ogóle takie istniały). Na ekranie wybijał się spontanicznością, nutą romantyzmu, i tym potrafił oczarować publiczność


Idiotyczne generalizowanie. Są patałachy i są świetni aktorzy. Nie kojarzę ról Cybulskiego, ale jestem pewien, że ponadczasowy nie jest bo tak naprawdę nikt w tamtych latach nie był, a szkoły kształciły wówczas wybitnie pod teatr i przez to większość aktorów grała jak na scenie z XIX wieku - sztucznie i archaicznie. Widzę to za każdym razem, gdy oglądam te naprawdę stare filmy z czasów, gdy nasz przemysł w tej branży dopiero raczkował.

Większość ludzi ceni Cybulskiego tak jak Mikulskiego - z sentymentu. W dzisiejszych czasach ich aktorstwo jest po prostu archaiczne, sztuczne. Zagranicznym odpowiednikiem tego był chociażby Christopher Lee. Człowiek, który nigdy nie grał w sposób nowoczesny i nie potrafił przełamać takiej dystynkcji wyniesionej z teatru, która sprawiała, że do ról nowoczesnych za bardzo nie pasował i oferowano mu raczej takie role do których się nadawał.

Król Zombich napisał/a:
Potem dojrzał, zmienił się też fizycznie (dzięki czemu raz na zawsze mógł uwolnić się od "piętna Janka"), więc ta jego ewolucja przebiegała w sposób zgoła naturalny: dyktowała ją biologia.


Gajos po prostu jest świetnym aktorem i dostosował się do zmian i nowoczesnych ról. Biologia mogła mu pomóc zerwać z wizerunkiem Janka, ale starzeją i zmieniają się wszyscy. Mikulski grywał też w serialu 'Kryminalni' i tam też wypadał słabo. W nowym Klossie też wypadł blado na tle Karewicza.

Król Zombich napisał/a:
Czyli z założenia nienaturalne zachowanie ma wyglądać naturalnie? Jak naturalnie zachowuje się ktoś, kto w stanie religijnego afektu rozmawia z Bogiem używając pokręconych konstrukcji zdaniowych, na granicy języka poetyckiego (bo nie tylko bluzgi tam lecą)? Gdyby wszedł do sklepu i wykrzyczał w ten sposób że chce bułki to by było sztuczne (choć pewnie mieściłoby się w normie zachowań bohaterów Freda ) ale tutaj sytuacja jest zbyt oderwana od rzeczywistości by konsekwentnie przykładać do niej wyznaczniki realizmu.


Nienaturalne zachowanie(wedle przyjętych norm) powinno być zagrane tak aby widz widział, że dla tej postaci jest to naturalne, że dla niego to norma. W tym przypadku widzę gościa, który wykrzykuje różne frazy, ale kompletnie mnie tym nie przekonuje. Nie czuję, że jest psychicznie chory, że to prawdziwa postać. Widzę zwykłego gościa z ulicy, który wykrzykuje to co mu napisali, a jego 'chwila trzeźwości' to dla mnie jedna z najgorszych scen. Na papierze wygląda zapewne spoko, ale właśnie wtedy daje o sobie brak aktorskiego głosu.

Najkrócej mówiąc - kompletnie mnie to nie przekonuje. Kiedy oglądam 'Klan' to kompletnie nie kupuję, że Stockinger jest lekarzem. Kiedy oglądam 'Na Dobre i na Złe' - w 100% wierzę, że Garlicki nim jest. I o to mi właśnie chodzi. Tak samo oglądając wczoraj 'Ziarno Prawdy' miałem nieodparte wrażenie, że Lenkovsky to dziwny pojeb.
_________________
'Jestem pułkownik Hogan. Będziecie się do mnie zwracać Panie pułkowniku, nie inaczej!'
 
 
Król Zombich 
Krokodyl różańcowy


Dołączył: 05 Cze 2008
Posty: 888
Wysłany: 2015-11-11, 00:38   

Critters napisał/a:

Oczywiście, że uczą. W każdej szkole aktorzy ćwiczą różne role z różnych gatunków i to do upadłego. Wiadomo, że nie przygotują cię do każdej konkretnej roli, ale typów charakteru nie ma wcale aż tak wielu, więc aktor powinien być ogólnie przygotowany do grania niemalże wszystkiego. Przynajmniej w teorii.

Przygotowany technicznie nie oznacza, że mający w głowie gotową interpretację roli. Aktor ma być gotowy aby sprostać wymogom interpretacji jakiej oczekuje od niego reżyser - to rozumiem jako profesjonalne przygotowanie, i temu służy ocieranie się o najróżniejszy repertuar podczas studiów. Aby aktor był świadom swych możliwości i ograniczeń i dysponował jak najszerszą gamą możliwości, ale to od reżysera zależy co z tymi możliwościami uczyni budując postać. Nie każdy ma intuicję Roberta DeNiro (z czasów gdy jeszcze mu się chciało).


Król Zombich napisał/a:

W tego typu filmach dość trudno o wybitne kreacje. Słowo 'drewniak' zdecydowanie na wyrost.

Po co zaraz wybitne? Wystarczyłyby normalne, żywe, dające się lubić postacie, jakie w starej trylogii SW stworzyli Harrison Ford i Mark Hamill. Tylko tamci wiedzieli, że grają w filmie rozrywkowym, a na planie "Widma" panowała atmosfera "bierzemy udział w legendzie, tworzymy najbardziej oczekiwany film wszechczasów" i to niestety wyczuwa się w aktorstwie, którego zadęcie nie przystaje do infantylizmu scenariusza. Paradoksalnie najlepszą rolę zagrał tam kaskader, Ray Park.

Critters napisał/a:

A ja mogłem, bez problemu. Oczywiście wiadomo, że wszystko zaczyna się w głowie i jeżeli Żebrowski by do tej roli nie był przekonany mentalnie to pewnie by dał dupy, ale ja potrafię sobie go w takiej roli wyobrazić z tym jego pogardliwym głosem. Widziałem go na scenie i potrafi przekonać bo robi to co lubi. W 'Na Dobre i na Złe' nie za bardzo potrafi bo ma wyjebane na rolę, gra dla pieniędzy. To jest ogólnie spory problem polskich aktorów, że gdy grają tylko dla kasy, ciężko im przeskoczyć pewien pułap przeciętności.

To jest bardziej problem roli, która nie daje zbytnio pola do popisu. Gdybym był aktorem i dostał scenariusz jakiejś telenoweli albo "Kac Wawy", też nie wiedziałbym jak to ugryźć. Chujowo napisana postać, gadająca marnymi dialogami, takaż pozostanie i nawet Marek Kondrat, choćby chciał, tego nie zmieni.
A wyjebane to miał Marlon Brando, który nawet w wywiadach pomijał temat aktorstwa, tak go ono absorbowało. Grał wyłącznie dla kasy, a i to niezbyt chętnie bo musiał wtedy opuszczać swoją wysepkę. O jego rolach można mówić wszystko, ale nie pamiętam żeby któraś z nich była płaska, nudna, na odpierdol. Widać "wyjebane" nie musi być problemem.

Critters napisał/a:
Głównie właśnie dlatego, że na kierunkach aktorskich wbija im się do głowy, że 'teatr to najważniejsza sztuka', a wszystko inne jest poniżej.

Myślę, że tego nie trzeba wbijać do głowy. Dla wielu aktorów to oczywiste, jako że teatr jest najtrudniejszym sprawdzianem ich umiejętności. O ile w filmie i naturszczyk może świetnie zagrać, to scena jest dla zawodowców.

Critters napisał/a:
Później takiemu aktorowi ciężko jest się zmotywować do zagrania czegoś, do czego nie jest przekonany, co uważa za głupie.

Jak nie jest przekonany to nie powinien się w ogóle za to brać, tylko zrobić jak Krzysztof Majchrzak i powiedzieć "dziękuję, nie chałturzę". A nie szarpać ciężką kasę za coś, czego nawet nie zamierza się zrobić dobrze.

Critters napisał/a:
Tomasz Kot bardzo zainteresował się rolą Religi i poświęcił wiele czasu żeby się do niej odpowiednio przygotować. Podobno rola świetna, a mnie Kot póki co kojarzy się głównie z taśmowymi serialami i właśnie tym, że nie przekonuje mnie na ekranie.

Taki już urok bycia gwiazdą taśmowych seriali. Jak raz dasz się wrobić w Rysia z "Klanu" to nim zostaniesz.

Critters napisał/a:
Moim zdaniem jego rola w 'Wiedźminie' była dobra. Ciężko mi sobie wyobrazić w niej kogoś innego z naszych aktorów. Skrzetuskiego i 'Janosika' w jego wykonaniu też dobrze wspominam. Po prostu on się do pewnych ról nadaje, a do pewnych - nie. Tacy 'smętni' ludzie, którzy mówią zawsze jednym tonem głosu też istnieją. Do pewnych postaci to pasuje.

Żeby nie było. Nie uważam go za świetnego aktora, ale do pewnych ról się nadaje.

Wygląda na tyle dobrze, że można go w zasadzie postawić wszędzie i będzie jako tako pasował. Tyle wystarczy by nazwać go gadającym modelem ale na aktora to mało. Aktor powinien coś zrobić z postacią, sprzedać jakąś jej wizję. Szczególnie bohaterowie literaccy stwarzają tutaj wyzwanie: pojawia się przed aktorem szansa wyjścia na przeciw wyobrażeniom czytelników, dokonania reinterpretacji tych wyobrażeń. Tak kiedyś zrobił Olbrychski w "Potopie", ale nie Żebrowski. On wyszedł, wycedził tekst i poszedł.
W "Wiedźminie", na tle chujowości całego filmu, można powiedzieć że nawet błyszczał i był chyba jedynym akceptowalnym elementem tego poronionego widowiska.

Critters napisał/a:

Idiotyczne generalizowanie. Są patałachy i są świetni aktorzy.

Wiem że są ale kiedyś nie było tylu patałachów, którzy katastrofalnie zaniżali ogólny poziom. Więc i ów poziom generalnie był wyższy. Nie było zjawiska celebrytów, bardziej liczył się talent niż medialność. Nawet telewizja dawała pole do popisu bo seriale były na poziomie.

Critters napisał/a:
Nie kojarzę ról Cybulskiego, ale jestem pewien, że ponadczasowy nie jest

Ponadczasowy to nie znaczy współczesny. Trendy się zmieniają, dziś są takie a za 20 lat będą inne, ale wartość pewnych rzeczy nie przemija. Cybulski jest ponadczasowy jak "Trzej muszkieterowie" i Chopin. Jest chyba jedyną rozpoznawalną w świecie ikoną, jaką zostawiło po sobie polskie kino (zgadnij w hołdzie komu DeNiro w "Taksówkarzu" zakłada przyciemniane okulary).
Poza tym, w odróżnieniu od większości aktorów dzisiejszych, miał okazję grać w wybitnych (i ponadczasowych) filmach.

Critters napisał/a:
bo tak naprawdę nikt w tamtych latach nie był

Prócz Cybulskiego, Łomnickiego (zapewne najwybitniejszy polski aktor w ogóle), Karewicza, Kłosowskiego, Holoubka, Voita, Janczara, Niemczyka, Maklakiewicza, Fijewskiego, Jasiukiewicza, Tuszyńskiej, Winnickiej, Ciepielewskiej, Kraftówny, Raksy, Czyżewskiej, Śląskiej... Polskich reżyserów, których filmy tworzą dziś kanon światowej kinematografii, nie chce mi się wymieniać.

Critters napisał/a:
a szkoły kształciły wówczas wybitnie pod teatr i przez to większość aktorów grała jak na scenie z XIX wieku - sztucznie i archaicznie. Widzę to za każdym razem, gdy oglądam te naprawdę stare filmy z czasów, gdy nasz przemysł w tej branży dopiero raczkował.

To nie wiem jak bardzo stare musiały być te filmy, może sprzed II lub nawet I WŚ, bo w czasach o których ja piszę polskie kino miało za sobą jakieś pół wieku, trudno więc mówić o "raczkowaniu". Od połowy lat 50. (za moment graniczny uznaje się narodziny "szkoły polskiej" i premierę "Pokolenia" Wajdy) zaczął się właśnie stanowczy odwrót od anachronicznej estetyki filmowej międzywojnia, z jej teatralnością, zaściankowością i infantylizmem. Wystarczy porównać jak grają aktorzy w "Skarbie" Buczkowskiego, a jak w "Pokoleniu", "Pociągu" czy "Bazie ludzi umarłych". To był ten etap, gdy kino polskie zaczęło zwracać się ku naturalizmowi (wzorem były wówczas neorealistyczne filmy włoskie) oraz nowym poszukiwaniom estetycznym, i w każdym aspekcie dynamicznie kwitnąć. Większość aktorów, którzy wtedy zaczynali, towarzyszyło nam przez dekady po czasy współczesne, a niektórzy żyją i graja do dziś (np. Kotys).
Trzeba mieć poprawkę na jedną rzecz; wtedy większość filmów była adaptacjami literatury, a scenopisarstwem parali się beletryści (Stawiński, Konwicki). Język w tych filmach jest więc niekiedy bardziej "literacki" niż we współczesnych, polszczyzna jest piękna i nikt nie rzuca kurwam (pomijam to, że ogólnie ludzie bardziej wtedy dbali o język). To może wpływać na pewien teatralny "feeling", choć z pewnością nie XIX-wieczny ;)

Critters napisał/a:
Większość ludzi ceni Cybulskiego tak jak Mikulskiego - z sentymentu.

Trudno zestawić obok siebie bardziej różnych aktorów więc nie wiem co ma piernik do wiatraka.
Mikulski jest lubiany bo zagrał główną rolę w kultowym serialu, który ciągle przyjemnie się ogląda. Z sentymentu mogą oglądać dziadkowie bo to ich młodość, ale oglądają również ludzie młodzi. Tak jak oglądają akcyjniaki z lat 80. Chuck Norris nie jest przecież mniej drewniany niż Mikulski, ale to też ma swój urok i to też jest część kultu; poza tym to także inna, "szlachetniejsza" rozrywka od tego co się oferuje dzisiaj.

Critters napisał/a:
W dzisiejszych czasach ich aktorstwo jest po prostu archaiczne, sztuczne.

Mikulski grał postać, która sama w sobie była psychologicznie płaska, niewiele tam było do grania. To czasem spotyka aktorów grających postacie pozytywne, że cały dalszy plan wypada dobrze a oni nie. Nie sądzę, żeby jego gra się jakość szczególnie postarzała, ona już wtedy była jaka była i nikt się nie łudził że to wybitna kreacja. A że właśnie takim widzowie Mikulskiego polubili, to taki pozostał - na dobre i na złe.
Cybulski to zupełnie co innego, bo on grał jednak ambitniejsze role w ambitniejszych filmach i nie da się patrzeć na niego przez ten sam pryzmat co na Mikulskiego (albo Norrisa). Trzeba by spytać Scorsese czemu go ceni, ale myślę że jednak nie z sentymentu ;) Co do aktorstwa Cybulskiego to w życiu zachowywał się on ponoć tak jak na ekranie, przynajmniej w licznych wspomnieniach tych co go znali. Taką miał osobowość romantyczną, "ułańską" i nieokrzesaną, dlatego uchodził w świecie za archetypiczne ekranowe uosobienie polskości. Nazywać to sztucznym to jakby określić tym epitetem aktorstwo Jamesa Deana - on też wyrażał naturę postaci poprzez własną osobowość (nazywano zresztą Cybulskiego "polskim Deanem", także niestety z racji przedwczesnej śmierci). Generalnie uważam, że jak aktor jest w stanie coś bez wysiłku i spontanicznie pokazać, to nie może to być sztuczne bo wchodzi w zakres jego normalnych zachowań. O "sztuczności" w przypadku aktorstwa można mówić, gdy ekspresja aktora nie pasuje do kontekstu, np. kiedy ktoś z zestawem min Jima Carreya próbuje grać poważnego profesora wdającego się w dyskusje o literaturze, albo kiedy Arnold wchodzi w interakcję z laską w "Raw Deal". Samo w sobie aktorstwo nie może być sztuczne.

Critters napisał/a:
Zagranicznym odpowiednikiem tego był chociażby Christopher Lee. Człowiek, który nigdy nie grał w sposób nowoczesny i nie potrafił przełamać takiej dystynkcji wyniesionej z teatru, która sprawiała, że do ról nowoczesnych za bardzo nie pasował i oferowano mu raczej takie role do których się nadawał.

To nie była dystynkcja wyniesiona z teatru, to była dystynkcja wyniesiona z domu. Lee pochodził z rodziny arystokratów, myślisz że nie miało to wpływu na jego sposób bycia, nienaganną mowę języka i ciała, a w konsekwencji grę aktorską? Ze względu na to, jaki był, nie nadawał się do grania prostaczków i innych szarych mietków, to prawda. Ale za to dystyngowane postacie hrabiów, wampirów i czarowników grywał zawsze na medal, widać było że to jego żywioł. Był jednym z dwóch aktorów którzy nie dali dupy w nowej trylogii SW (drugi to Ian McDiarmind) i jednym z dwóch, którzy nie dali dupy w trylogii LOTR. A nie dać dupy w owych trylogiach to wielka sztuka :)

Critters napisał/a:

Gajos po prostu jest świetnym aktorem i dostosował się do zmian i nowoczesnych ról. Biologia mogła mu pomóc zerwać z wizerunkiem Janka, ale starzeją i zmieniają się wszyscy.

W przypadku Gajosa ta zmiana była tak duża, że patrząc na jego zdjęcia zrobione przed i po 40-ce i nie wiedząc kto to możesz się nie zorientować, że to ta sama osoba. Zmieniła mu się ekspresja twarzy, z wdzięcznego ładnego chłopca stał się kolesiem gotowym użyczyć ryja postaci tak antypatycznej i obskurnej jak Gross z "Psów". Natomiast patrząc na stare i nowsze zdjęcia Mikulskiego widzisz dokładnie tą samą twarz, tylko zmarszczek więcej.
 
 
Critters 
Administrator
I know this style. It's my style!



Dołączył: 15 Lis 2007
Posty: 6616
Skąd: Universal Studios
Wysłany: 2015-11-11, 07:03   

Król Zombich napisał/a:
Przygotowany technicznie nie oznacza, że mający w głowie gotową interpretację roli. Aktor ma być gotowy aby sprostać wymogom interpretacji jakiej oczekuje od niego reżyser - to rozumiem jako profesjonalne przygotowanie, i temu służy ocieranie się o najróżniejszy repertuar podczas studiów. Aby aktor był świadom swych możliwości i ograniczeń i dysponował jak najszerszą gamą możliwości, ale to od reżysera zależy co z tymi możliwościami uczyni budując postać. Nie każdy ma intuicję Roberta DeNiro (z czasów gdy jeszcze mu się chciało).


Mam podejście amerykańsko-brytyjsko-australijskie. Aktor ma umieć zagrać daną postać nawet jeżeli reżysera nie ma na planie, nawet jeżeli nikt nie da mu żadnych wskazówek. To jest profesjonalizm. Wkurwia mnie strasznie to gadanie o 'wyciąganiu z aktora umiejętności przez reżysera'. Reżyser może mieć swoją wizję, dawać wskazówki, ale nie przesadzajmy. W tej branży każdy ma swoje zadanie. Zadaniem aktora jest umieć grać. Po to dostaje wcześniej scenariusz żeby umieć sobie stworzyć postać i być gotowym do grania. Jeżeli reżyser chce żeby coś zostało zagrane inaczej, to zagra inaczej. Typowo polskie jest natomiast przeczytanie scenariusza, chuja z niego zrozumienie i czekanie aż ktoś poprowadzi za rączkę. Mamy jednak zdolnych aktorów, którzy potrafią.

Pomijając jednak tę dygresję, to nie do końca rozumiem sens Twojej wypowiedzi. Skoro Fred dał radę ogarnąć totalnego amatora, którego Ty gloryfikujesz, to analogicznie z zawodowym aktorem byłoby chyba jednak jeszcze prościej, nie?

Król Zombich napisał/a:
Po co zaraz wybitne? Wystarczyłyby normalne, żywe, dające się lubić postacie, jakie w starej trylogii SW stworzyli Harrison Ford i Mark Hamill. Tylko tamci wiedzieli, że grają w filmie rozrywkowym, a na planie "Widma" panowała atmosfera "bierzemy udział w legendzie, tworzymy najbardziej oczekiwany film wszechczasów" i to niestety wyczuwa się w aktorstwie, którego zadęcie nie przystaje do infantylizmu scenariusza. Paradoksalnie najlepszą rolę zagrał tam kaskader, Ray Park.


Może dlatego, że Park kolorowo wyglądał i dobrze się napierdalał, a zarówno Neeson i McGregor grali nudziarzy do potęgi. Moim zdaniem to wina scenariusza bo zwyczajnie nie było w ich postaciach nic ciekawego. Porównywanie ich do Forda trochę nie ma miejscu bo on grał dość rubaszną, nie jednowymiarową postać. McGregor to młody jedi nudny do porzygania, Neeson to stary jedi też nudny do porzygania.

Król Zombich napisał/a:
chętnie bo musiał wtedy opuszczać swoją wysepkę. O jego rolach można mówić wszystko, ale nie pamiętam żeby któraś z nich była płaska, nudna, na odpierdol. Widać "wyjebane" nie musi być problemem


Polecam zatem 'Czas Apokalipsy' :lol:

Poza tym celowo napisałem 'polskich aktorów', a nie aktorów ogółem. W USA jest profesjonalizm. Nawet jeżeli lejemy na rolę i gramy dla pieniędzy to nie robimy fuszerki, nie mamy wyjebane bo to praca, bo może nas zaprowadzić do innej lepszej roli. Oczywiście, marnie rozpisana postać w marnym filmie zawsze ograniczy pole do popisu dla aktora.

Król Zombich napisał/a:
Myślę, że tego nie trzeba wbijać do głowy. Dla wielu aktorów to oczywiste, jako że teatr jest najtrudniejszym sprawdzianem ich umiejętności. O ile w filmie i naturszczyk może świetnie zagrać, to scena jest dla zawodowców.


Zanim się pójdzie na studia, to nie jest takie oczywiste. Poza tym nie zgadzam się, że teatr jest większym wyzwaniem od filmu. Kwestia tego jakim ktoś jest aktorem bo jak marnym, to nie da rady ani tu ani tu. W filmach, czy serialach(pomijam 'Klany' i tego typu rzeczy dla plebsu) nikt nie chce sztucznego aktorstwa, a i nie ma czasu żeby robić dubel za dublem bo naturszczyk sobie nie radzi.

W teatrze najtrudniejsze jest to żeby potrafić zapamiętać długie kwestie i to dla wielu aktorów jest problemem. Nawet gdy zapomni się słowa/zdania, znając jego ogólny kontekst można improwizować. W filmie/serialu zaraz ktoś z produkcji wydrze na Ciebie mordę, że pomyliłeś kwestię :-)

Pomijam już fakt specyfiki technicznej, ustawiania się przed kamerą/oświetleniem żeby wyglądać jak najlepiej(kobiety) podczas, gdy na scenie ten problem nie istnieje.

Jedno i drugie jest ważne, ale pierdolenie, że teatr A, a wszystko inne B to zwykły bullshit ;)

Król Zombich napisał/a:
Jak nie jest przekonany to nie powinien się w ogóle za to brać, tylko zrobić jak Krzysztof Majchrzak i powiedzieć "dziękuję, nie chałturzę". A nie szarpać ciężką kasę za coś, czego nawet nie zamierza się zrobić dobrze.


Ten sam Majchrzak z reklamy siko-piwa? :lol:

Temat na inną dyskusję. Ludzie muszą mieć co do garnka włożyć i z czego żyć. Aktor to zawód niestabilny, a z teatru ciężko/nie da się wyżyć. Dlatego często aktorzy łapią się czegoś, do czego nie są mentalnie przekonani. Bo to źródło dochodu. Z jednej strony to ze szkodą dla roli, ale z drugiej trudno ich nie zrozumieć.

Król Zombich napisał/a:
Ponadczasowy to nie znaczy współczesny


Ponadczasowy w kontekście aktora, to dla mnie taki, który odnajdował się świetnie w starym stylu aktorstwa i świetnie odnajduje się w nowym. Taki, który z odpowiednią manierą zagra świetnie w teatrze i pozbawi się tej maniery by zagrać w filmie. Uniwersalny. Ciężko oceniać Cybulskiego bo nie żyje, ale jest wielu aktorów, którzy wedle starych standardów byli dobrzy, a w nowych się nie odnaleźli.

Król Zombich napisał/a:
Nie było zjawiska celebrytów, bardziej liczył się talent niż medialność. Nawet telewizja dawała pole do popisu bo seriale były na poziomie.


Cały czas mówię o aktorach, nie o celebrytach, którzy grają w filmach bo są medialni.

Król Zombich napisał/a:
Prócz Cybulskiego, Łomnickiego (zapewne najwybitniejszy polski aktor w ogóle), Karewicza, Kłosowskiego, Holoubka, Voita, Janczara, Niemczyka, Maklakiewicza, Fijewskiego, Jasiukiewicza, Tuszyńskiej, Winnickiej, Ciepielewskiej, Kraftówny, Raksy, Czyżewskiej, Śląskiej... Polskich reżyserów, których filmy tworzą dziś kanon światowej kinematografii, nie chce mi się wymieniać.


Nawet nie chce mi się tych nazwisk komentować :lol:

Król Zombich napisał/a:
To nie wiem jak bardzo stare musiały być te filmy, może sprzed II lub nawet I WŚ, bo w czasach o których ja piszę polskie kino miało za sobą jakieś pół wieku, trudno więc mówić o "raczkowaniu".



Różnie. Lata 50, 60. Pisząc o raczkowaniu mam na myśli to, że niewiele się tego kręciło w porównaniu do dziś, teatr nadal był bardziej modny(dziś upada) niż filmy.
Oglądając te kreacje widzę ich archaiczność i sztuczność. Nie kupuję tego, choć są oczywiście wyjątki. Język faktycznie ma z tym trochę wspólnego no i nie ukrywam, że jak się w tamtych czasach nie żyło to nie jest tak łatwo się do nich odnieść ;)

Poziom grania np. w '4 Pancernych', czy w 'Stawce Większej niż Życie' to dla mnie poziom mniej więcej dzisiejszego 'M jak Miłość'. Wszystko takie wymuszone, nieprawdziwe. Nie widzę postaci, widzę aktora.

Król Zombich napisał/a:
Trudno zestawić obok siebie bardziej różnych aktorów więc nie wiem co ma piernik do wiatraka


To, że poprzez uznanie dla jakiegoś filmu/filmów, które później urastają do miana klasyki, winduje się też aktorów, którzy w tych filmach grali i przez dziesięciolecia powtarza, że byli wybitni, choć większość ludzi uważa ich za wybitnych bo im się film/serial podobał. Dorociński w 'Pitbulu' jest dla mnie wybitny. 'Stawkę Większą niż Życie' sam bardzo lubię, ale Mikulski jest bardzo drewniany. Nie brakuje natomiast ludzi, którzy uważają go za świetnego aktora, któremu popularność roli nie pozwoliła zerwać z wizerunkiem. Nie porównuję stylu grania, tylko mówię, że jest sporo takich aktorów, których się tak gloryfikuje, niekoniecznie słusznie.

Król Zombich napisał/a:
Generalnie uważam, że jak aktor jest w stanie coś bez wysiłku i spontanicznie pokazać, to nie może to być sztuczne bo wchodzi w zakres jego normalnych zachowań. O "sztuczności" w przypadku aktorstwa można mówić, gdy ekspresja aktora nie pasuje do kontekstu, np. kiedy ktoś z zestawem min Jima Carreya próbuje grać poważnego profesora wdającego się w dyskusje o literaturze, albo kiedy Arnold wchodzi w interakcję z laską w "Raw Deal". Samo w sobie aktorstwo nie może być sztuczne.


Nie oglądałem filmów z Cybulskim, więc na razie ten temat zostawię. Natomiast granie samego siebie jest właśnie zaprzeczeniem wybitnego aktorstwa. Możesz pisać, że gość jest uosobieniem romantycznego, ułańskiego bohatera, że wprowadza swoją osobowość do roli i że dla Ciebie to fajne. Dla mnie niefajne bo aktor ma kreować kogoś kim nie jest, to największa sztuka w tym zawodzie. No chyba, że wybitnie do takiej roli pasuje, ale mam wrażenie, że gdyby np. taki Cybulski żył dzisiaj i był młody to by podzielił los tych wszystkich Szyców, Więckiewiczów, Żebrowskich, czy Chyr, którzy potrafią się sprawdzić w pewnych rolach, a do innych się nie nadają, ale przy statusie 'gwiazdy' oferuje im się każdy typ roli.


Król Zombich napisał/a:
To nie była dystynkcja wyniesiona z teatru, to była dystynkcja wyniesiona z domu. Lee pochodził z rodziny arystokratów, myślisz że nie miało to wpływu na jego sposób bycia, nienaganną mowę języka i ciała, a w konsekwencji grę aktorską?


Oczywiście, że miało, ale co to zmienia? Nie był uniwersalnym aktorem. Sprawdzał się właśnie w rolach dystyngowanych i chwała mu za to, ale sam kiedyś mówił, że grania uczył się w teatrze i popularność oraz wyniosłość teatru w tamtych czasach z pewnością nie pomogła mu oduczyć się pewnych przyzwyczajeń. Dlatego pozostał archaiczny, nie próbował/nie umiał się zmienić mimo, że grał niemalże do śmierci.

Król Zombich napisał/a:
Był jednym z dwóch aktorów którzy nie dali dupy w nowej trylogii SW (drugi to Ian McDiarmind)


Wiadomo :-)

Król Zombich napisał/a:
W przypadku Gajosa ta zmiana była tak duża, że patrząc na jego zdjęcia zrobione przed i po 40-ce i nie wiedząc kto to możesz się nie zorientować, że to ta sama osoba. Zmieniła mu się ekspresja twarzy, z wdzięcznego ładnego chłopca stał się kolesiem gotowym użyczyć ryja postaci tak antypatycznej i obskurnej jak Gross z "Psów". Natomiast patrząc na stare i nowsze zdjęcia Mikulskiego widzisz dokładnie tą samą twarz, tylko zmarszczek więcej.


Ok, ale nie sugerujmy, że to wyłącznie zasługa zmiany wyglądu bo Gajos to po prostu fantastyczny aktor. Karewicz jest dziś mimo wszystko dość archaiczny. Gajos, czy Dziędziel doskonale wpasowali się do 'nowego' stylu grania.
_________________
'Jestem pułkownik Hogan. Będziecie się do mnie zwracać Panie pułkowniku, nie inaczej!'
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group