..::Forum Animal Attack::.. Strona Główna
Animal Attack  FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Zaloguj



Poprzedni temat «» Następny temat
Wasze domowe animale
Autor Wiadomość
Slepy 
Redaktor



Wiek: 34
Dołączył: 14 Lis 2007
Posty: 4039
Wysłany: 2010-01-29, 22:41   Wasze domowe animale

Różne wiksy w tematach się robią, offtopy i inne, jeden z nich z tego co zauważyłem dotyczył ogólnie zwierzątek, jakie niektórzy z nas trzymają w domach zamiast jak jakieś eko-zgnioty zwrócić im wolność i w ogóle free hat! :lol: Także zakładam temacik, w którym będzie można sobie popisać o zwierzaczkach, które dzielą z nami kwadratury i które ogólnie bardzo lubimy. Ja ogólnie obecnie za dużo kreatur w domu nie mam, bo i warunki niezbyt sprzyjające, ale jeszcze kilka lat temu trochę tego całego towarzystwa było. Masa terrariów, akwariów i innych, a w nich około 10 gatunków węży, kilka gatunków jaszczurek, jakieś płazy, skorupiaki czy owady też były. Ogólnie hodowla była dosyć spora, jednak zmiana mieszkania z większego na mniejsze i mniej przyjazne tego typu wiksom wymusiła oddanie większości stworzonek w tzw. dobre ręce - niektóre trafiły do hodowli na Litwę, inne do różnych ogrodów zoologicznych w kraju - ogólnie szkoda było, bo np. taki pyton birmański trzymany od małego bardzo ładnie wyrósł (jakieś 3,5 metra długości i ponad 50 kg wagi) i wszyscy domownicy się do niego przyzwyczaili i jego przechadzek po podłodze, czy taki legwan zielony, któremu kilka razy zdarzyło się skoczyć z balkonu z 3 piętra na widok jakiegoś ptaszyska ;-)

Ogólnie wiks różnych było sporo - np. kiedyś pyton przedostał się do sąsiada na balkon i trochę wystraszył opalającą się sąsiadkę, ale w większości wspomnienia są miłe. Trochę się tych zwierzaków przez te kilkanaście lat przed dom przewinęło - wspomniany już pyton birmański, boa dusiciel, pyton królewski, boa tęczowy, wąż zbożowy, węże tajwańskie, połoz amurski, strzelce stepowe, legwan zielony, agama motylowa, scynk berberyjski, gekon toke, żaba rogata, jakieś kraby, kilka gatunków karaczanów (w tym 10 centymetrowe madagaskarskie często widywane w filmach czy inne, jeszcze większe, karaczany brazylijskie - Blaberus craniifer, wyglądające jak broszki), żółwie czerwonolice (te jeszcze z Niemiec), żółw pudełkowy i wiele, wiele innych, których nazw już nie pamiętam. Pomijam rzecz jasna różne ptaki typu sowy i inne, które miałem w domu na czas ich "leczenia" (złamane skrzydła np.) czy psy, które nie raz i nie dwa się nocowało.

Tzw. własne psy miałem dwa, pierwsza suczka Funia już sporo lat nie żyje, ale przygarnąłem ją na kwadrat jakoś na początku szkoły podstawowej, za to Żółty, znany też jako Zwierzę Pies jest ze mną do dziś, choć już bardzo wiekowy to zwierz. Znalazłem go jakieś 15 lat temu zimą nad rzeką w kartonie - wył i piszczał jak pojebany, w dodatku szczeniak - żal było go zostawić na pastwę losu. Przez jakiś czas przebywał u znajomych, ale że u nich działo się tak se to wrócił na należne mu miejsce na kwadraturze i jest ze mną do dziś. Z pyska jebie mu gorzej niż z dupy, jest kulawy i ogólnie często mocno mnie wkurwia, ale i tak tego starego dziada zajebiście lubię :-) Miałem też czarną kotkę, uratowaną przez zmieszaniem z cementem podczas wesołych zabaw panów budowlańców po pijaku, ale to było dawno i nieprawda, choć kotka była mega mądra i np. Funię i Żółtego nauczyła łapać muchy, kilka razy też wyczaiła, pod którą szafa skitrały się węże czy pająki, które uciekły z terrariów.


Żółty aka Zwierzę Pies

Obecnie z Tomusiem mamy na kwadraturze wspomnianego już Żółtego, no i Tomuś zajarał się pająkami, które jak pojebany skupuje. Sztuk obecnie 5, gatunków różnych 4, choć hodowla stale się powiększa (np. zamówiony jest ptasznik trynidadzki - Psalmopoeus cambridgei, ale póki co mrozy przeszkadzają w jego bezpiecznym dostarczeniu). Poniżej real foty tych włochatych "pieszczoszków":


Ptasznik olbrzymi "mniejszy" (Lasiodora parahybana)


Ptasznik olbrzymi "większy" (Lasiodora parahybana)

Swego czasu mieliśmy już jednego takiego pajączka, który kilka razy uciekał i w jego znalezieniu zawsze pomagała nam wspomniana już kotka ;-) Uciekał też mało popularny i ciężki do kupienia ptasznik kubański, który niestety zginął śmiercią tragiczną przygnieciony przez kamienie, które sam podkopał.


Ptasznik białokolanowy (Acanthoscurria geniculata)


Ptasznik tygrysi (Cyclosternum fasciatum)


Chromatopelma cyaneopubescens

Jakichś zwierzaczków typu chomiki (miałem masę różnych, większość kończyła jako pokarm dla węży czy pająków), szczury czy myszy różnego rodzaju wspominać raczej nie ma co, bo tyle tego się przewinęło przez moje dwie kwadratury, że zbrakło by miejsca by wszystko opisać. Były też jakieś papugi, w tym jedno naprawdę spore i cwane ptaszysko, ale to może przy innej okazji.


Chomik dżungarski (Phodopus sungorus) aka pokarm dla pająka


Starcie tytanów

A Wy macie w domach jakieś zwierzaki? Jak tak, to zapraszam do dyskusji.
_________________
That's some bad hat Harry.
 
 
 
Critters 
Administrator
I know this style. It's my style!



Dołączył: 15 Lis 2007
Posty: 6618
Skąd: Universal Studios
Wysłany: 2010-01-30, 02:02   

U mnie podobnie jak u Slepego zawsze w domu zwierzęta były. Mój ojciec w latach swej młodości jak pojebany hodował najpierw gady i płazy z (zaskrońce, padalce, zwinki, zielone, żyworodne, ropuchy, różne żaby, traszki i tego typu pierdoły.)
Swego czasu w domu gościły nawet grzechotniki, które do zoo przyjechały kilka dni wcześniej niż powinny i nie było ich jeszcze nawet gdzie wsadzić, więc skończyły u starszego w domu. Potem gady i płazy zastąpiły rybki i cały pokój przekształcony został w jedno wielkie pojebane akwarium.

Jak mnie się przyszło na świat, trzeba było kategorycznie zlikwidowac wszystkie stwory i dopiero po kilku latach wróciły na nowo (nie liczę dwóch świnek morskich, które dostałem jako szczyl, bo to pedalskie zwierzątka).

Gdy trochę mi się podrosło zaczęliśmy kupować i urządzać na nowo gady, głównie jaszczurki (dla mnie) i węże dla starszego. Przewinęło się sporo rzadkiego i często drogiego towaru, ale można rzec, że mieliśmy fioła. Od pospolitych agam brodatch, gekonów Toke, Czekoladowych, legwana zielonego, czarnego (mój ukochany zwierz ever), waranów (stepowy oraz mega rzadki szmaragdowy, który trzymał się bardzo dobrze), Teju, zonury Pancernej, Tarczołusków, szyszkowców, róznych mniej znanych legwanów i agam, które pamiętam jak przez mgłę, po węże, którym zajmował się ojciec od prostych dusicieli typ boa po kilka konkretnie jadowitych, kompletnie ode mnie odeseparowanych węży, których nazw wolę nawet nie wymieniać.

Wszystko z braku czasu powoli chyliło się ku upadkowi i od dobrych kilku lat nie mam już żadnych gadów. Przerzuciłem się na koty. Najpierw był Norweski, potem agresywny Maine Coon, którego trzeba się bylo pozbyć w mało elegancki sposób ze względu na terroryzowanie całego domu. Obecnie mam już od dłuższego czasu kota Tajskiego, ktory jest mega zajebistym zwierzem, nazywam go lafiryndą i szlaufem bo łasi się praktycznie do każdego, ale na ramieniu jak papuga siada, tylko mnie co często bardziej wkurwia niż cieszy :lol:
Od niedawna mam też drugiego Maine Coona, ale jakoś odnoszę wrażenie, że to mało kontaktowa rasa. Lubią się połasić, ale o głaskaniu dłuższym niż 30 sekund, nie ma nawet mowy.

Od kilku lat systematycznie tęsknię za gadami, ale nie wiem, czy kiedyś będę miał okazję do nich wrócić i na nowo rozpocząć hodowlę.
_________________
'Jestem pułkownik Hogan. Będziecie się do mnie zwracać Panie pułkowniku, nie inaczej!'
 
 
CzarnaPani 
Gawial gangesowy


Wiek: 39
Dołączyła: 15 Sie 2009
Posty: 150
Wysłany: 2010-01-30, 04:43   

U mnie, w domu rodzinnym też było sporo zwierzaków. Teraz żadnych nie posiadamy. Kocham koty, niestety mój luby ich nie znosi, za to woli psy, za którymi znowu ja nie przepadam... i nie możemy się dogadać w kwestii zwierzaka domowego. Niebawem zamierzamy kupić dzieciakom rybki, to ciche, nie liniejące stworzonka, nie brudzą, nie obwąchują sobie tyłków, nie liżą po twarzy i przede wszystkim nie trzeba tego wyprowadzać na spacer o nieludzkich porach...
 
 
 
Mesjasz 
Krokodyl różańcowy
better than Jesus



Wiek: 36
Dołączył: 17 Sie 2009
Posty: 2353
Skąd: Cywilizacja Śmierci
Wysłany: 2010-01-30, 14:44   

u mnie w ogole nie bylo zwierzat. no chyba ze w rodzinach rodzicow ktorzy z wiochy pochodza wiec tam mieli jakies kury, kaczki, swinie, gesi, krowy, konie, psy czy koty(obecnie u jednej babci zostaly sie tylko kury na jajka i z 3 stare krowy na mleko). ale z nimi nie mialem za duzo kontaktu bo jak przyjezdzalem na wioche to szedlem do ziomkow. raz tylko ges mnie gonila i atakowala, taki smieszny dziub ale potrafi bolec :-) .
zwierzeta uwielbiam od lat najmlodszych. chcialem nawet dawniej zostac zoologiem(jeszcze za podstawowki, ostalo mi sie nawet kilka encyklopedii zwierzat). ogolnie nie jestem wielbicielem trzymania zwierzat w domu, czy tez w formie maskotek, choc mialem dawniej inne przekonania wiec trafilo mi sie kilka zwierzow. rybki, na poczatku jakies glupoty w stylu weloki, mieczyki itd. pozniej, w miare doswiadczenia zaczynalem sie bawic w pielegnice i pyszczaki. mialem tego troche przez lata, ale nazw juz malo pamietam(w wiekszosci byly to lacinskie, a teraz nie chce mi sie szukac w niecie), ale kolorowe i grozne chujce to byly. karmione czasem szynka czy innymi rybami. najlepiej wspominam sobie zebry, ktore udalo sie rozmnozyc. dokupilem raz do nich 2 piranie, ktore dlugo nie pozyly bo mi je pielegnice zjadly. mialem jeszcze nadymke, piekna rybka, calkiem smieszna. ale miala niepohamowany ped do jedzenia, potrafila sie zajesc na smierc, wiec trzeba jej bylo odpowiednio dawkowac slimaki(ktorymi to sie zywila, niszczac swoim "dziobem" ich skorupy). tylko ze jak pojechalem na wakacje, matka wpieprzyla tam w chuj slimakow i rybka padla :( . mialem jeszcze zolwia czerwonolicego, nudny zwierzak. oddalem go kumplowi, chyba jeszcze zyje. rozdalem tez rybki i zajalem sie czym co mi sie bardziej podobalo, czyli piciem alkoholu z kumplami! pozniej dlugo nic nie mialem az do dnia kiedy matka moja zdobyla prace w szkole specjalnej prowadzonej przez zakonnice. tam, na terenie tej szkoly, zauwazyla ze swietojebliwe pingwiny topia koty ktore tam sie chowaja, albo daja je psu do jedzenia. z kolezanka zabraly ile mogly malych kotkow. 2 malutkie i oslabione trafily do mojego domu. jeszcze nawet nie widzialy, trzeba bylo je karmic strzykawka i glaskac po brzuszku zeby puscily mocz czy kupe. jeden zdechl po 2 dniach, ale byl skrajnie wyczerpany. drugi byl z nami kilka lat, super wesoly piekny kotek. ale spadl raz z balkonu na beton jak biegal za jakimis chrzaszczami latajacymi(10 pietro). pozniej matka skads sobie zalatwila kolejnego malego kotka(bo byla juz strasznie przyzwyczajona przez tamtego, i jej smutno bylo bez zwierzaka w domu). ten tez byl kilka lat ale z pol roku temu dostal zapalenia nerek czy cos takiego i padl w szpitalu dla zwierzat :-( ja osobicie nie planuje juz miec zwierzat zadnych(no chyba jak cos uratowanego przypadkiem wpadnie).
_________________
LOVE EARTH - HATE PEOPLE
 
 
Judith Myers 
Krokodyl nilowy



Dołączył: 18 Lis 2007
Posty: 312
Skąd: Haddonfield
Wysłany: 2010-01-30, 15:09   

Zacznijmy od tego, że dom bez zwierzaka to nie dom. U mnie odkąd sięgam pamięcią zawsze był psiak. Wpierw, kiedy byłem szczeniakiem mieliśmy jakiegoś tam kundla co się "Rocky" wabił, ale szwagier skurwiel go zabił. Pamiętam, że wiele nocy za tym sierściuchem przeryczłem, bo byłem do niego przyzwyczajony bardzo i generalnie był moim najwierniejszym towarzyszem zabaw. Później przygarnęliśmy błąkającego się wyżła - "Sare", ale prędko znaleźliśmy dla niego dom z ogrodem i go oddaliśmy. Po śmierci ojca, coś musiało pilnować domu, który otrzymaliśmy po nim w spadku i tak znalazła się "Maja" - najbrzydszy mieszaniec na świecie, ale za to prze kochany jak mało co. W konsekwencji ją również oddaliśmy, bo był to pies powiedzmy to sobie "wypożyczony". Szybko przeleciał ją jakiś okoliczny "lassie" i urodziła 5 szczeniąt, które też rozdaliśmy i wyrosły na wielkie psiska. W tym samym czasie mamuśka kupiła sobie innego pupila - pierdolonego pekińczyka "Gizma", który okazał się być kompletnie chybionym zakupem. Wszarz na wszystkich szczekał i gryzł. Kiedy zachorował na serce z radością pojechałem go uśpić i zakopałem u wujka za stodołom. Na dodatek płytko, żeby lisy go wyżarły. W konsekwencji kupiliśmy Golden Retrivera, "Kiare ", która jest najkochańszym i najbardziej przyjacielskim czworonogiem na świecie. Akurat jej tresurą zająłem się sam, stąd można swobodnie wychodzić z nią na spacery bez smyczy, bo reaguje na każde przywołanie i komendę "siad". Gdzieś tam po drodze miałem jeszcze chomiki, rybki, świnkę morską którą mamuśka przyniosła z przedszkola, a którą zagryzł ten chuj "Gizmo" (pamiętam, że nieźle mu wtedy dałem w kość, dziw, że przeżył takie butowanko :mrgreen: ).

Na studiach też miałem kota, który nazywał się błyskotliwie "Pan Kot", ale przypuszczam, że właściciel cham wyrzucił go pod moją nieobecność. Kiedy pojechałem sobie do kina na "Gabinet dr Caligari" Pan Kot spał na fotelu. Gdy wróciłem, już go nie było. Właściciel powiedział, że jak wszedł, to kot mu uciekł za drzwi, tyle tylko, że on nie uciekał nigdy za ogrodzenie. Nauczyłem go załatwiać się na dworze i wracał na każde zawołanie. Nawet kupiłem mu obrożę z dzwoneczkiem, żebym wiedział, kiedy biegnie bo wiadomo, że kocury bo myszołowy na cichych łapach... Cóż... Kilka zdjęć:


Pierdole, nie robię.


Pan Kot [*]


yyyy... :lol:
_________________
I LOVE YOU, Judith Myers!
Ostatnio zmieniony przez Judith Myers 2010-01-30, 20:18, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Mesjasz 
Krokodyl różańcowy
better than Jesus



Wiek: 36
Dołączył: 17 Sie 2009
Posty: 2353
Skąd: Cywilizacja Śmierci
Wysłany: 2010-01-30, 19:01   

Judith Myers napisał/a:
Zacznijmy od tego, że dom bez zwierzaka to nie dom

mow za siebie. nie kazdy potrzebuje zniewalac zwierze aby byc szczesliwy ;-)
_________________
LOVE EARTH - HATE PEOPLE
 
 
Critters 
Administrator
I know this style. It's my style!



Dołączył: 15 Lis 2007
Posty: 6618
Skąd: Universal Studios
Wysłany: 2010-01-30, 19:34   

To raczej te zwierzęta zniewalają człowieka a nie na odwrót :lol:
_________________
'Jestem pułkownik Hogan. Będziecie się do mnie zwracać Panie pułkowniku, nie inaczej!'
 
 
Mesjasz 
Krokodyl różańcowy
better than Jesus



Wiek: 36
Dołączył: 17 Sie 2009
Posty: 2353
Skąd: Cywilizacja Śmierci
Wysłany: 2010-01-30, 21:15   

jesli chodzi o koty to tak :lol:
_________________
LOVE EARTH - HATE PEOPLE
 
 
Judith Myers 
Krokodyl nilowy



Dołączył: 18 Lis 2007
Posty: 312
Skąd: Haddonfield
Wysłany: 2010-01-31, 13:36   

Uważam, że w każdym domu powinien być jakiś zwierzak. Mam tutaj na myśli kompletną rodzinę, czyli rodzice + dzieci. Prawda jest taka, że sierściuchy są potrzebne dzieciom. Dorastają z nimi, stają się towarzyszami zabaw a w konsekwencji w jakimś stopniu oswajają z pojęciem śmierci. Dorosłym z kolei mogą pomóc rozładować stres. Na mnie szczególnie uspokajająco działają spacery po wałach z moją suką:



Pobiegam sobie z nią, porzucam jej patyk, zawsze spotkam jakąś miłą laskę, która też wychodzi ze swoim czworonogiem, popluskam się w pobliskiej rzece, posłucham moich ulubionych płyt w ciszy i spokoju, a raz nawet zdarzyło mi się uczyć na egzamin z zaskakująco dobrym rezultatem (zdałem na 4 :mrgreen: ) Kilka zalet posiadania czworonoga opisuje w swoim artykule Magda Szczypiorska:

Uczy, czym jest przyjaźń - kontaktowy, wierny zwierzak jest dla dziecka wspaniałym towarzyszem. Można się z nim bawić, turlać, biegać. Można go przytulać, wypłakać mu się w ciepłe futro, powierzyć zmartwienia kudłatym uszom, ukoić smutek i poczucie samotności.

Uspokaja - kontakt ze zwierzęciem pomaga rozładować stres, zmniejsza napięcie, obniża ciśnienie krwi, poprawia samopoczucie. Nie bez powodu dogoterapia to coraz popularniejsza metoda wspomagająca rehabilitację dzieci z porażeniami i problemami emocjonalnymi (m.in. nadpobudliwością).

Rozwija empatię - obcując ze zwierzakiem, który jednoznacznie wyraża emocje, dziecko uczy się rozumieć jego uczucia i reagować na nie. Można zresztą w tym dziecku pomagać ("Ależ on się cieszy, jak go głaszczesz, spójrz tylko na jego minę!"). Dzięki temu dziecko będzie bardziej otwarte, czułe i spontaniczne, łatwiej będzie brało pod uwagę uczucia innych.

Edukuje - dziecko zaprzyjaźnione ze zwierzakiem ma bardzo dużo okazji do ciekawych obserwacji, a my - pretekst do rozmów rozwijających dziecięcą wyobraźnię i spostrzegawczość (Co robi pies, kiedy się cieszy? A kot? Kto jest podobny do tygrysa? Dlaczego świnki są morskie? Jak pies pije wodę? Czy my potrafimy tak pić?). Z czasem zainteresowanie domowymi czworonogami może się zmienić w prawdziwą przyrodniczą pasję.

Rozwija wrażliwość - dzieci wychowywane ze zwierzakami wykazują większą wrażliwość w sytuacjach, kiedy zwierzęta cierpią, są krzywdzone, trzeba stanąć w ich obronie, udzielić pomocy. Warto przygotować się na to, że w przyszłości czeka nas zajmowanie się znalezionym na ulicy psem, wygłodzonym kotem i gołębiem z przetrąconym skrzydłem.

Uczy tolerancji - dla innych, mniejszych, słabszych. Pies ma inteligencję dwulatka, więc tylko przez krótki czas jest "starszy" od dziecka. Z czasem maluch przejmuje inicjatywę i to on gra w tym duecie rolę dorosłego. Uczy się liczyć z tym, że pies jest inny, nie wszystko rozumie, nie umie jeździć na rowerze, nie wdrapie się na drzewo. Taki trening wyrozumiałości bardzo przyda się w kontaktach z rówieśnikami.

Wyrabia systematyczność i odpowiedzialność - wyznaczenie dziecku prostych obowiązków związanych z opieką nad zwierzakami nauczy je, że zwierzę nie jest zabawką, którą można odłożyć, kiedy się znudzi. Codzienne karmienie świnki pietruszką z czasem staje się mniej ekscytujące niż na początku, ale na szczęście zwierzak głośnym kwikiem zadba o swój interes, a potem nagrodzi malucha radosnym gruchaniem.


Co prawda to ostatnie nie wydaje się być dość przekonujące, bo wiadomo - w zdecydowanej większości bywa, że dzieciaki się nudzą swoimi pupilami:



:lol: :mrgreen:
_________________
I LOVE YOU, Judith Myers!
 
 
Mesjasz 
Krokodyl różańcowy
better than Jesus



Wiek: 36
Dołączył: 17 Sie 2009
Posty: 2353
Skąd: Cywilizacja Śmierci
Wysłany: 2010-01-31, 17:44   

ale pierdolisz :lol:
_________________
LOVE EARTH - HATE PEOPLE
 
 
MauZ 
Krokodyl różańcowy


Dołączył: 05 Sty 2008
Posty: 854
Wysłany: 2010-01-31, 18:24   

haha no smuty w chuj :lol:
ani w mojej rodzinie, ani u krewnych nie było zwierząt i jakoś nikt nie wyrósł na skurwiela bez emocji i patologicznego wyrzutka ;-)
_________________
 
 
 
Judith Myers 
Krokodyl nilowy



Dołączył: 18 Lis 2007
Posty: 312
Skąd: Haddonfield
Wysłany: 2010-02-01, 18:26   

_________________
I LOVE YOU, Judith Myers!
 
 
Critters 
Administrator
I know this style. It's my style!



Dołączył: 15 Lis 2007
Posty: 6618
Skąd: Universal Studios
Wysłany: 2010-02-01, 21:59   

No Mauz, ale ty wyrosłes na gika, także nie wiadomo do końca :lol: :mrgreen:

Mesjasz napisał/a:
jesli chodzi o koty to tak


Nie tylko. Oczywiście piszę o zwierzętach raczej rasowych, nie o dachowcach. Zdziwić się można ile napotyka się psów - pizd, które bez pomocy czlowieka kompletnie sobie nie radzą.
Oczywiście człowiek je kiedyś do tego zmusił krzyżując, udomawiając etc, ale to już inna historia.

A odnośnie zwierzęcia w każdej rodzinie - to wali ostrym pedalstwem. Fajnie jest mieć zwierzę, ale bez przesady. Nie każdy lubi i nie na każdego to działa.
_________________
'Jestem pułkownik Hogan. Będziecie się do mnie zwracać Panie pułkowniku, nie inaczej!'
 
 
MauZ 
Krokodyl różańcowy


Dołączył: 05 Sty 2008
Posty: 854
Wysłany: 2010-02-01, 22:09   

ja nie miałem zwierzęcia w domu i wyrosłem na gika... Ty i Slepy mieliście/macie i wyrośliście na otylców. niech każdy sam zadecyduje przed przygarnięciem zwierza kim chce być w przyszłości :lol:
_________________
Ostatnio zmieniony przez MauZ 2010-02-02, 12:46, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Slepy 
Redaktor



Wiek: 34
Dołączył: 14 Lis 2007
Posty: 4039
Wysłany: 2010-02-01, 22:29   

MauZ napisał/a:
ja nie miałem zwierzęcia w domu i wyrosłem na gika... Ty i Slepy mieliście/macie i wyrośliście na otylców. niech każdy sam zadecyduje przed przygarnięciem zwierza kim chce być w przyszłości

Dokładnie. Drogie dzieci, zastanówcie się i to zastanówcie się dobrze, czy wolicie nie mieć w domu zwierząt i wyglądać tak:



czy może je mieć i wyglądać tak:



Decyzja należy tylko i wyłącznie do was :lol:
_________________
That's some bad hat Harry.
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group