..::Forum Animal Attack::.. Strona Główna
Animal Attack  FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Zaloguj



Poprzedni temat «» Następny temat
Alien 3 - David Fincher - 1992 (Special Edition)
Autor Wiadomość
Król Zombich 
Krokodyl różańcowy


Dołączył: 05 Cze 2008
Posty: 888
Wysłany: 2012-08-16, 11:49   

X-Tech napisał/a:
Obejrzałem wersję rozszerzoną. Film jest lepszy od podstawowej. 10/10
Wolałem jednak psa jako hosta.

Też wolałem psa - bo po prostu dynamiczniej to wygląda kiedy burek kwili, miota się na wszystkie strony i wije, a na koniec eksploduje i z wielkim impetem wyłazi z niego obcy. Po prostu jak dla mnie lepiej to wypada z filmowego punktu widzenia, agonalna dynamika tej sceny świetnie kontrastuje ze spokojną sekwencją pogrzebu, z którą jest przeplatana, a ja, jako fan Eisensteina, Kurosawy i Peckinpaha, lubię takie ostre montażowe zderzenia.
Poza tym wygląd i sposób poruszania się aliena w filmie bardziej przypomina mi psa niż woła ;)
W SE brakuje mi też mimo wszystko tego małego czerwia wyskakującego z brzucha Ripley tuż przed jej śmiercią, bo to genialna scena była.
Urok wersji kinowej i reżyserskiej "Obcego 3" jest taki, że to w zasadzie dwa osobne filmy, dwie różne wersje tej samej historii, a nie, jak to przeważnie bywa z dir-cutami, że coś tam dodali, coś wycięli. Oglądać więc należy jedną i drugą, na przemian, w zależności od tego czy danego dnia bardziej lubi się akurat woły czy pieski ;)
 
 
X-Tech
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-16, 22:02   

Pies przede wszystkim uświadamiał nam, że w tym miejscu mogło wcale nie być żadnych zwierząt co jeszcze bardziej potęgowało surowość tego więzienia. Wół zwierzę hodowlane... + czemu nie wykorzystali stadka jako przynętę na obcego ? Gdzie scena, w której obcy je dorwał ?




Natomiast co do sceny z wyskakującym przed śmiercią Ripley Obcym to się nie zgadzam. Po prostu Bishop dawał jej nadzieję na odratowanie, więc w tym obrazie okazało się, że jednak mógł mówić prawdę. W oryginale okazało się, że to co mówił było ściemą, a więc zależało mu tylko na obcym.
 
 
Król Zombich 
Krokodyl różańcowy


Dołączył: 05 Cze 2008
Posty: 888
Wysłany: 2012-08-19, 00:40   

X-Tech napisał/a:

Natomiast co do sceny z wyskakującym przed śmiercią Ripley Obcym to się nie zgadzam. Po prostu Bishop dawał jej nadzieję na odratowanie, więc w tym obrazie okazało się, że jednak mógł mówić prawdę. W oryginale okazało się, że to co mówił było ściemą, a więc zależało mu tylko na obcym.

Ale co się okazało? Przecież już wcześniej badanie tomograficzne (czy chuj wie jakie) wykazało, że Ripley ma w sobie tego małego robala, i że to tylko kwestia czasu kiedy on z niej wyskoczy. A Ripley zależało nie tyle na ratowaniu własnego tyłka, co na zniszczeniu obcego, którego korporacja chciała za wszelką cenę pozyskać ("Jaką mam gwarancję, że po wydobyciu zniszczycie go natychmiast?"). Bishop coś tam obiecuje ale Ripley wie swoje więc dla 100% pewności, że Obcy zginie woli sama się z nim rozprawić w jedyny sposób jaki ma do dyspozycji, czyli dokonując samozniszczenia. W obu wersjach sens sceny jest więc ten sam, ale w oryginalnej bardziej wymownie i dramatycznie ona wygląda, dlatego też robię ukłon właśnie ku oryginałowi.
 
 
Król Zombich 
Krokodyl różańcowy


Dołączył: 05 Cze 2008
Posty: 888
Wysłany: 2012-08-19, 01:19   

A tak w ogóle to w Esensji, zapewne z okazji premiery "Prometeusza", zrobili cały blok tematyczny poświęcony serii "Alien". Są redakcyjne dyskusje o każdej części, jest ranking najlepszych podróbek, najlepszych scen, najlepszych śmierci plus jeszcze od zajebania i trochę cudów. No i spoko, do pewnego momentu bardzo przyjemnie się czytało, ale jak zobaczyłem co te głąby wygadują o trójce to podziękowałem. http://esensja.pl/film/pu...t.html?id=14518


Podsumowanie bloku tutaj: http://esensja.pl/film/pu...t.html?id=14612
 
 
Critters 
Administrator
I know this style. It's my style!



Dołączył: 15 Lis 2007
Posty: 6616
Skąd: Universal Studios
Wysłany: 2013-01-08, 22:19   

Oglądałem z vhsa niedawno. Strasznie nudny i gejowski film, którego nigdy w życiu więcej nie obejrze. Obejrzałem póki co pierwsze trzy party i zdecydowanie najbardziej lubię 'Aliens' Camerona. Oryginał też nie jest zły, natomiast trójka to już dla mnie porażka. Nie dość, że Sigourney brzydka jak noc, to jeszcze ją na łyso ogolii - a ić pan w pizdu.
_________________
'Jestem pułkownik Hogan. Będziecie się do mnie zwracać Panie pułkowniku, nie inaczej!'
 
 
eNeR 
Krokodyl różańcowy
VHSowy fetyszysta



Wiek: 34
Dołączył: 20 Sty 2010
Posty: 1695
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2013-01-08, 23:04   

Nooo..oglądałem kiedyś z pirackiego VHSa spod lady i do dziś mi się śni ta łysa pała i tak nie grzeszącej urodą Weaver..już wolę królową Obcych :lol:
_________________
.::[o.o][VHS]:::Jason Voorhees:::ITALIAN HORROR:::Living Dead:::[VHS][o.o]::.
 
 
Mapinguari 
Krokodyl różańcowy
Pan Ninja



Wiek: 36
Dołączył: 22 Lis 2007
Posty: 1320
Wysłany: 2013-01-08, 23:12   

Niestety faktycznie masa długich ujęć ze zbliżeniem na zdegenerowane twarze więźniów i łysej, pozbawionej makijażu Ripley. W zamierzeniu miało tworzyć odpychający klimat, w rezultacie odpycha od filmu
 
 
Critters 
Administrator
I know this style. It's my style!



Dołączył: 15 Lis 2007
Posty: 6616
Skąd: Universal Studios
Wysłany: 2013-01-08, 23:27   

Dokładnie. Przykry i męczący widok. No i nie ma komandosów na misji - też mi film ;)
_________________
'Jestem pułkownik Hogan. Będziecie się do mnie zwracać Panie pułkowniku, nie inaczej!'
 
 
Król Zombich 
Krokodyl różańcowy


Dołączył: 05 Cze 2008
Posty: 888
Wysłany: 2013-01-16, 15:17   

Porównanie pierwszych postów w tym temacie z ostatnimi dowodzi, że 20 lat po premierze "Obcy 3" nadal zbiera bardzo skrajne opinie :-o
 
 
Król Zombich 
Krokodyl różańcowy


Dołączył: 05 Cze 2008
Posty: 888
Wysłany: 2013-01-21, 13:26   

Obejrzałem wczoraj po raz drugi w życiu (pierwszy raz miał miejsce gdzieś w 2005 roku) SE "Obcego 3" i po prostu wyjebała mnie ona z fotela. Wersję kinową znam na pamięć, uważam za bardzo dobry film i jak najgodniejsze zwieńczenie serii, oceniałem ją jednak niżej (minimalnie) od poprzednich. Wersję specjalną tego samego filmu uważam za mocnego kandydata do miana najlepszej odsłony cyklu. Tak jak już Ślepy pisał - więcej w niej syfu niż w oryginal cut; już pierwsza scena znalezienia Ripley przez Clemensa na plaży daje nam tego syfu posmakować, ponieważ nasza zahibernowana bohaterka jest niemal stoczona przez robaki, które odpadają z jej ciała wielkimi strupami. Później pod tym względem jest jeszcze lepiej (patrz - cały gnój z hodowlą bydła i padniętym wołem, który posłużył za inkubator obcego).
Ale to nie wszystko. Chociaż film w tej wersji jest aż pół godziny dłuższy i ma zdecydowanie wolniejsze tempo, to jednak lepiej się go ogląda, bo rozbudowanie niektórych wątków daje całość spójniejszą, o bardziej angażującej historii. I tak jak część pierwsza była klaustrofobicznym gotyckim horrorem, część druga widowiskowym, pełnym epy filmem akcji, tak w SE trójki najważniejsza jest chemia między postaciami i psychologiczne wizerunki spisanych na straty degeneratów z Fioriny. Pięknie został na przykład rozwinięty wątek schizola Golica (tego, którego oskarżono o pierwszą masakrę dokonaną przez Obcego i zakuto w kaftan), zaprzepaszczony gdzieś w połowie oryginalnej wersji. W SE scena gdy Golic, po tym jak zobaczył rzeź swoich kolegów, udaje jakby nigdy nic do stołówki gdzie nerwowo zajada zupę - bezcenna. Późniejsza gdy, już po uwolnieniu się z kaftanu, idzie sobie popatrzyć na uwięzionego obcego - jeszcze lepsza.
Poza tym, dzięki rozbudowaniu wielu scen, dłużej możemy cieszyć oko kapitalnymi ujęciami Alexa Thomsona, a film staje się po kubrickowsku hipnotyczny. Do tego sceny ataków obcego (śmierć Clemensa) lepiej zmontowane niż w wersji oryginalnej, chociaż poklatkowe animacje biegów monstrum po korytarzach dalej słabują. Sumą jest horror totalny, przepełniony brudem i beznadzieją, gdzie za źródło niebezpieczeństwa robi właściwie wszystko, od myśli lęgnących się w głowach więźniów z podwójnym igrekiem, przez panujące na Fiorinie kurewskie warunki, aż po zbliżającą się "ekipę ratunkową", o dwóch potworach - jednym polującym na bohaterów, drugim dojrzewającym w ciele Ripley - nie wspominając. Super film.
 
 
Mapinguari 
Krokodyl różańcowy
Pan Ninja



Wiek: 36
Dołączył: 22 Lis 2007
Posty: 1320
Wysłany: 2013-01-22, 16:28   

Król Zombich napisał/a:
Wersję specjalną tego samego filmu uważam za mocnego kandydata do miana najlepszej odsłony cyklu.


Nie widziałem wersji specjalnej, ale i tak uważam, że bluźnisz. :lol: Swoją drogą nie oglądałem jeszcze w tym roku Obcego ani jedynki ani dwójki, może sobie walnę seans razem z trójką, którą oglądałem wieeele lat temu. Najbardziej pamiętam wkurw na kadrowanie w dialogach na twarze na takich zbliżeniach, że mogłem podziwiać włosy w nosie bohaterów (ale może to urok oglądania w formacie 4:3, tak trójkę widziałem jedynie w TV) i drugie to osadzenie tego w kolonii karnej dałnów, normalnych więźniów bym zdzierżył ale oni wszyscy się zachowywali jak upośledzeni. Od razu napięcie siada bo nam nie zależy wcale na tych dałnach może jedynie na pastorze i tym Golicu, a reszta do kasacji. Sama atmosfera ok, Fincher miał wprawkę w teledyskach to wiedział jak to się robi, ale jeśli film pretenduje do widowiska horror/sci fi musi dobrze budować napięcie, jakiś rdzeń emocjonalny musi być, jakiś kierunkowskaz gdzie ulokować swoje uczucia bo inaczej to wychodzi, że chciałoby się całą tą planętę spuścić do klopa. Podobne odczucia miałem do nowego filmu Divide z weteranem Michaelem Biehnem.
 
 
Król Zombich 
Krokodyl różańcowy


Dołączył: 05 Cze 2008
Posty: 888
Wysłany: 2013-01-22, 19:32   

Mapinguari napisał/a:

Nie widziałem wersji specjalnej, ale i tak uważam, że bluźnisz. :lol: Swoją drogą nie oglądałem jeszcze w tym roku Obcego ani jedynki ani dwójki, może sobie walnę seans razem z trójką, którą oglądałem wieeele lat temu. Najbardziej pamiętam wkurw na kadrowanie w dialogach na twarze na takich zbliżeniach, że mogłem podziwiać włosy w nosie bohaterów (ale może to urok oglądania w formacie 4:3, tak trójkę widziałem jedynie w TV)

Format panoramiczny to jedyny format, w jakim powinno się ten film oglądać, bo zdjęcia Thomsona to prawdziwe perełki jeśli chodzi o kompozycję kadru. A w zbliżeniach nie widzę nic złego, każdy reżyser by je z chęcią stosował gdyby miał do dyspozycji taką galerię ryjów ;)

Mapinguari napisał/a:
i drugie to osadzenie tego w kolonii karnej dałnów, normalnych więźniów bym zdzierżył ale oni wszyscy się zachowywali jak upośledzeni. Od razu napięcie siada bo nam nie zależy wcale na tych dałnach może jedynie na pastorze i tym Golicu, a reszta do kasacji.

Statystyczny "normalny więzień" o nisko ustawionym progu agresji (bo tacy właśnie zamieszkują Fiorinę) głową raczej nie myśli, więc nie wiem czemu wymagasz od takich inteligencji. Fakt, trudno do nich czuć empatię, ale przecież jest jeszcze Ripley ze swoim wielkim dramatem, jest doktor Clemens, jest Dillon, jest świetna postać Aarona z którego niskiego IQ wszyscy cisną łacha choć wyraźnie widać, że ma więcej rozumu niż oni razem wzięci itp. W ogóle jeśli chodzi o stopień identyfikacji z bohaterami to myślę, że w "trójce" jest on wyższy niż w części pierwszej, gdzie o załodze "Nostromo" wiedzieliśmy tyle co nic (dopiero w sequelu dowiadujemy się więcej na temat Ripley, np. że miała córkę). Tutaj poznajemy przeszłość Clemensa i paru innych osadzonych, znamy już dobrze panią Ellen, mówiąc prosto - wiemy z kim mamy do czynienia i postacie nie są dla nas tak anonimowe, jak w filmie Ridleya Scotta.

Mapinguari napisał/a:
Sama atmosfera ok, Fincher miał wprawkę w teledyskach to wiedział jak to się robi, ale jeśli film pretenduje do widowiska horror/sci fi musi dobrze budować napięcie, jakiś rdzeń emocjonalny musi być, jakiś kierunkowskaz gdzie ulokować swoje uczucia bo inaczej to wychodzi, że chciałoby się całą tą planętę spuścić do klopa.

Bo to jest właśnie planeta skazana na spuszczenie do klopa. To główny motor fatalizmu i beznadziei które przenikają "Obcego 3". Zobacz wersję specjalną bo tam typologia postaci jest lepiej pociągnięta, a co za tym idzie łatwiej jest się zaangażować w ich losy. Banda nawróconych grzeszników pozostawiona samym sobie w kupie gnoju gdzieś na zadupiu wszechświata, szukająca wybawienia w Bogu (który też ma ich w dupie) - u Finchera horror s.f. wchodzi niemal w egzystencjalną problematykę filmów Bergmana o milczeniu Boga (a w tych wystudiowanych "bergmanowskich" zbliżeniach twarzy widać, że Fincher mógł mieć takie ambicje). Różnica jest taka, że Szwed nigdy nie miał okazji ukazać eskalacji ludzkich lęków pod postacią takiej koszmarnej kreatury jak obcy. Fincher, kręcąc horror sf za duże pieniądze, był w stanie pojęcia opuszczenia, strachu, bycia spisanym na straty itp. bardzo zintensyfikować.
 
 
Mapinguari 
Krokodyl różańcowy
Pan Ninja



Wiek: 36
Dołączył: 22 Lis 2007
Posty: 1320
Wysłany: 2013-01-25, 15:40   

Król Zombich napisał/a:
Format panoramiczny to jedyny format, w jakim powinno się ten film oglądać, bo zdjęcia Thomsona to prawdziwe perełki jeśli chodzi o kompozycję kadru. A w zbliżeniach nie widzę nic złego, każdy reżyser by je z chęcią stosował gdyby miał do dyspozycji taką galerię ryjów ;)


http://www.doblu.com/2010/11/06/alien-3-review/

To jest właśnie to o czym mówiłem, zobacz sam na dole kadry których WIĘKSZOŚĆ to te irytujące mnie zbliżenia na twarz, nawet nie na głowę, bo często już nawet czoło jest poza kadrem. Rzadko się trafia, żeby jakiś twórca świadomie tak wiele czasu ekranowego poświęcał na silne zbliżenia twarzy. Podobny zabieg widziałem ostatnio w polskim serialu Paradoks (emitowany o i le pamiętam w 16/9) i tam nie zdzierżyłem, wyłączyłem w środku pierwszego odcinka. Nawet nie jestem w stanie określić dlaczego mnie taki zabieg odrzuca od ekranu, czy to dotyczy tylko twarzy o szczególnych rysach, albo użycie specyficznych filtrów ? W Paradoksie wszystko było niebiesko-szare. W Alienie widzę, że to samo na zmianę z ochrą/pomarańczowym i teraz tak na to spoglądam i widzę, że przy tej drugiej kolorystyce już mnie to mniej irytuje. Dziwna sprawa.

Dla porównania kadr z Paradoksu.



Król Zombich napisał/a:
Statystyczny "normalny więzień" o nisko ustawionym progu agresji (bo tacy właśnie zamieszkują Fiorinę) głową raczej nie myśli, więc nie wiem czemu wymagasz od takich inteligencji. Fakt, trudno do nich czuć empatię, ale przecież jest jeszcze Ripley ze swoim wielkim dramatem, jest doktor Clemens, jest Dillon, jest świetna postać Aarona z którego niskiego IQ wszyscy cisną łacha choć wyraźnie widać, że ma więcej rozumu niż oni razem wzięci itp. W ogóle jeśli chodzi o stopień identyfikacji z bohaterami to myślę, że w "trójce" jest on wyższy niż w części pierwszej, gdzie o załodze "Nostromo" wiedzieliśmy tyle co nic (dopiero w sequelu dowiadujemy się więcej na temat Ripley, np. że miała córkę). Tutaj poznajemy przeszłość Clemensa i paru innych osadzonych, znamy już dobrze panią Ellen, mówiąc prosto - wiemy z kim mamy do czynienia i postacie nie są dla nas tak anonimowe, jak w filmie Ridleya Scotta.


Czytam i oczom nie wierzę, identyfikacja z bohaterami Aliena 3 większa niż z ludźmi z jedynki ?!?! W jedynce to byli zwyczajni ludzie z krwii i kości (wyłączając jednego syntetyka), opowiadali nieśmieszne dowcipy, każdy miał wąską specjalizację i uważał, że to co on robi jest najważniejsze dla statku. Trochę jak koledzy z pracy, więc nie chcemy żeby ginęli, odrażający godny pogardy i w ogóle be jest tu obcy-drakula. A w trójce bohaterowie to bandyci-niedorozwoje nawracani ciężkim kluczem przez czarnego kaznodzieję i przez to średnio mi się z nimi chce identyfikować. W scenie zastawiania pułapki pod koniec gdzie ginęli po kolei było mi to zupełnie obojętne. Dziwna rzecz, ale ja najbardziej emocjonalnie angażuję w dwójkę, tylko czy to więcej mówi o mnie czy o filmie - nie wiadomo. Jeśli sprowadzimy te trzy filmy do tego kto jest żerem obcych mamy 1 - zwykłych ludzi, cywili, 2 - żołnierzy, 3 - autystycznych obszarpanych więźniów i dodatkowo Ellen jako protagonista, a w 2 i 3 jako outsider. Tylko w 2 dano sensowne możliwości obrony, ba a nawet ataku ofiarom więc mamy akcję uda im się czy nie uda, a w 1 i 3 horror, walkę z fatum. I tutaj bardziej sprzyjam prawdziwym ludziom z jedynki, niż karykaturom z 3.

Król Zombich napisał/a:
Bo to jest właśnie planeta skazana na spuszczenie do klopa. To główny motor fatalizmu i beznadziei które przenikają "Obcego 3". Zobacz wersję specjalną bo tam typologia postaci jest lepiej pociągnięta, a co za tym idzie łatwiej jest się zaangażować w ich losy. Banda nawróconych grzeszników pozostawiona samym sobie w kupie gnoju gdzieś na zadupiu wszechświata, szukająca wybawienia w Bogu (który też ma ich w dupie) - u Finchera horror s.f. wchodzi niemal w egzystencjalną problematykę filmów Bergmana o milczeniu Boga (a w tych wystudiowanych "bergmanowskich" zbliżeniach twarzy widać, że Fincher mógł mieć takie ambicje). Różnica jest taka, że Szwed nigdy nie miał okazji ukazać eskalacji ludzkich lęków pod postacią takiej koszmarnej kreatury jak obcy. Fincher, kręcąc horror sf za duże pieniądze, był w stanie pojęcia opuszczenia, strachu, bycia spisanym na straty itp. bardzo zintensyfikować.


Cóż trzeba będzie obejrzeć w końcu tę wersję i reżyserską jedynki (czego trochę się boję). Co do atmosfery to ja się zgadzam, Fincher wie co robi i robi to bardzo dobrze. Co do problematyki, to czy horror może być naprawdę egzystencjalny, gdy zagrożeniem jest postać rzeczywista - obcy, którego można zniszczyć, nawet jeśli można to zrobić tylko przez samozagładę? Jeśli symbolizuje śmierć (chyba w to celowali, z wszystkich części ten najbardziej przypomina ludzkie wysuszone/rozłożone zwłoki) to trochę krucho, bo tą śmierć przecież zajebali.
 
 
Król Zombich 
Krokodyl różańcowy


Dołączył: 05 Cze 2008
Posty: 888
Wysłany: 2013-01-28, 02:41   

Mapinguari napisał/a:

To jest właśnie to o czym mówiłem, zobacz sam na dole kadry których WIĘKSZOŚĆ to te irytujące mnie zbliżenia na twarz, nawet nie na głowę, bo często już nawet czoło jest poza kadrem. Rzadko się trafia, żeby jakiś twórca świadomie tak wiele czasu ekranowego poświęcał na silne zbliżenia twarzy. Podobny zabieg widziałem ostatnio w polskim serialu Paradoks (emitowany o i le pamiętam w 16/9) i tam nie zdzierżyłem, wyłączyłem w środku pierwszego odcinka. Nawet nie jestem w stanie określić dlaczego mnie taki zabieg odrzuca od ekranu, czy to dotyczy tylko twarzy o szczególnych rysach, albo użycie specyficznych filtrów ? W Paradoksie wszystko było niebiesko-szare. W Alienie widzę, że to samo na zmianę z ochrą/pomarańczowym i teraz tak na to spoglądam i widzę, że przy tej drugiej kolorystyce już mnie to mniej irytuje. Dziwna sprawa.


W pierwszym "Alienie" też było dużo tego typu zbliżeń. Tam miały one za zadanie pomagać w kreowaniu wrażenia ciasnoty pomieszczeń i klaustrofobii. To co robi Fincher przypomina mi chwyty Sergio Leone: z jednej strony kadru wielkie zbliżenie twarzy osoby mówiącej, z drugiej, w skrajnie odległym planie, pozostałe postacie. Dużo jest też detali na oczy, krew płynącą z nosa itp. No ale w końcu to film, w którym dużą rolę odgrywają różne rozterki duszy, a te najlepiej w kinie zwizualizować poprzez uważne studium twarzy.


Mapinguari napisał/a:
Czytam i oczom nie wierzę, identyfikacja z bohaterami Aliena 3 większa niż z ludźmi z jedynki ?!?! W jedynce to byli zwyczajni ludzie z krwii i kości (wyłączając jednego syntetyka), opowiadali nieśmieszne dowcipy, każdy miał wąską specjalizację i uważał, że to co on robi jest najważniejsze dla statku.

No jak roboty - ograniczeni do pewnych zadań i bardzo słabo scharakteryzowani w scenariuszu. Dlatego tak łatwo było wrzucić w ich towarzystwo androida. Mi tam wszystko jedno czy postacią jest astronauta, żołnierz czy nawrócony kryminalista, jednak im więcej o nim wiem, tym bardziej interesują mnie jego losy. O bohaterach pierwszego "Aliena" wiem bardzo mało, co jest zresztą plusem filmu (oglądając film po raz pierwszy długo nie można ustalić kto jest głównym bohaterem, a tym samym prawie do końca nie wiemy kto przeżyje). Sama Ripley jest po prostu jedną z wielu, ani mniej ani bardziej ważną dla nas niż reszta. Gdyby zamiast niej Obcego pokonał Dallas lub Lambert, widz byłby tak samo usatysfakcjonowany.
W sequelach charaktery postaci są już spolaryzowane, pojawia się element większej "sprawy", o którą walczy Ripley (życie dziecka w "Aliens", niedopuszczenie do przekazania obcego korporacji w "Alien 3"). Clemensa i Aarona z trójki polubiłem bardziej niż którąkolwiek postać z jedynki i nie chciałem żeby zginęli, a Ripley to w ogóle staje się w tej części postacią tak tragiczną, jak mało która w jakimkolwiek horrorze. Owszem, w tle przewijają się również typy mało przyjemne i takie, które nic nas nie obchodzą, i one również giną, jednak najważniejsze jest kilka postaci wyizolowanych z tłumu, a te są świetnie rozrysowane.

Mapinguari napisał/a:

[Cóż trzeba będzie obejrzeć w końcu tę wersję i reżyserską jedynki (czego trochę się boję).

Bać się nie ma czego; z ciekawości można obejrzeć, a potem wrócić do wersji oryginalnej, jako że dir cut jedynki niczego ciekawego nie wnosi. To nie to samo, co rozszerzone wersje dwójki i trójki, które właściwie na nowo zdefiniowały oba filmy.

Mapinguari napisał/a:
Co do atmosfery to ja się zgadzam, Fincher wie co robi i robi to bardzo dobrze. Co do problematyki, to czy horror może być naprawdę egzystencjalny, gdy zagrożeniem jest postać rzeczywista - obcy, którego można zniszczyć, nawet jeśli można to zrobić tylko przez samozagładę? Jeśli symbolizuje śmierć (chyba w to celowali, z wszystkich części ten najbardziej przypomina ludzkie wysuszone/rozłożone zwłoki) to trochę krucho, bo tą śmierć przecież zajebali.

Po czym sami prawdopodobnie zginęli, bo firma nie pozwoliłaby, aby historie o Obcym przedostały się na zewnątrz (o czym mówi Ripley w jednej scenie). Podoba mi się u Finchera ten fatalizm: każdy, kogo losy zetkną z obcym, musi zginąć, jak nie zabity bezpośrednio przez monstrum, to przez inne okoliczności (Newt, Hicks, a według logiki akcji również niedobitki z Fioriny).
 
 
Matsunaga 
Gawial gangesowy



Wiek: 29
Dołączył: 07 Cze 2008
Posty: 150
Wysłany: 2013-01-29, 12:26   

Mapinguari napisał/a:
To jest właśnie to o czym mówiłem, zobacz sam na dole kadry których WIĘKSZOŚĆ to te irytujące mnie zbliżenia na twarz, nawet nie na głowę, bo często już nawet czoło jest poza kadrem. Rzadko się trafia, żeby jakiś twórca świadomie tak wiele czasu ekranowego poświęcał na silne zbliżenia twarzy. Nawet nie jestem w stanie określić dlaczego mnie taki zabieg odrzuca od ekranu, czy to dotyczy tylko twarzy o szczególnych rysach, albo użycie specyficznych filtrów?


Myślę, że może chodzić o swoisty głód przestrzeni. Na przykład ja jako kinoman uwielbiam podpatrywać sfilmowany świat, w którym dużo się dzieje i który angażuje wyobraźnię poprzez dostarczanie wielu detali, zatopionych na różnych poziomach przestrzeni. Spora liczba pomysłowo zakomponowanych dalszych planów przekłada się na wrażenie bogactwa obserwowanego życia, wpływa na satysfakcję czysto estetyczną. Pełniejsze doznania wtedy są, ot co. A jak reżyser serwuje bezmyślnie i niemal wyłącznie zbliżenia na gadające głowy, czuję się nie tyle nieswojo, co diabelnie się wkurwiam, obserwując ciasnotę - ekran staje się polem słuchowiska radiowo-teatralnego. Tyle można pokazać, tyle zdarzeń umyka, a mnie się zmusza do oglądania pysków kadrowanych jak w telenoweli. I zaczynam nienawidzić ekranowych gaduł. Dziś jest to niestety maniera nagminna, wymuszona po części przez zmianę nawyków odbiorczych - stopniowe odejście od wielkich ekranów sal kinowych w kierunku korzystania z mniejszych ekranów TV i komputerowych, które nie sprzyjają przesycaniu kadrów drobiazgami (bo te i tak zaginą, a wszelkie treści najłatwiej wyrazić za pomocą dialogu sprzężonego ze zbliżeniem toking heda). Podobne doświadczenia co Ty przy "Alienie 3" miałem podczas oglądania "Batman Begins" Nolana - nie zdzierżyłem, musiałem rozbić seans na dwie części, w odstępach 24 godzinnych. Duszno było, tak się filmów akcji po prostu nie robi.

Król Zombich napisał/a:
No ale w końcu to film, w którym dużą rolę odgrywają różne rozterki duszy, a te najlepiej w kinie zwizualizować poprzez uważne studium twarzy.


Tak kuźwa, "Męczeństwo Joanny d'Arc" Dreyera w kostiumie sf. Mistrzowski opis filmu, jaki ukazał się mym oczom, prowokuje do ponownego seansu i podjęcia zasugerowanych tropów, bo w moim przypadku pierwsze wrażenia dalekie były od rewelacyjnego oszołomienia. W każdym razie nie dostrzegłem w obrazie Finchera dylematów na miarę Dostojewskiego czy Bergmana - głupota nie boli, więc trzeba wziąć "kontrowersyjny" film na celownik. Jakkolwiek zbliżenia wykorzystane rozmyślnie, zgadzam się bez bicia.
_________________

Syf, kiła, mogiła, pałka, zapałka i dwa kije.
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group