..::Forum Animal Attack::.. Strona Główna
Animal Attack  FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Zaloguj



Poprzedni temat «» Następny temat
Miasto 44 (2014)
Autor Wiadomość
Król Zombich 
Krokodyl różańcowy


Dołączył: 05 Cze 2008
Posty: 876
Wysłany: 2014-10-10, 11:08   

Critters napisał/a:
Służby Specjalne - Dobre kino, kilka świetnych kreacji (Bołądź, Chabior, Machnicki), kilka super patentów, ale też kolejny dowód na to, że Polacy nadal nie potrafią nakręcić sceny napierdalanki

Już potrafią :) Mam na myśli "Miasto 44", gdzie sceny walk dorównują a może i przewyższają większość tego, co ogląda się dziś w zagranicznych filmach "strzelanych".
O filmach Lobotomii nie wspomnę ;)
 
 
Critters 
Administrator
I know this style. It's my style!



Dołączył: 15 Lis 2007
Posty: 6558
Skąd: Universal Studios
Wysłany: 2014-10-10, 13:03   

Król Zombich napisał/a:
Już potrafią :) Mam na myśli "Miasto 44", gdzie sceny walk dorównują a może i przewyższają większość tego, co ogląda się dziś w zagranicznych filmach "strzelanych".


Aż pójdę zobaczyć bo nie wierzę, no kurwa nie wierzę :lol: To ten film by musiał być arcydziełem jakim bo ponoć i efekty specjalne nie chujowe i gore jest :lol:
_________________
'Jestem pułkownik Hogan. Będziecie się do mnie zwracać Panie pułkowniku, nie inaczej!'
 
 
Król Zombich 
Krokodyl różańcowy


Dołączył: 05 Cze 2008
Posty: 876
Wysłany: 2014-10-10, 13:48   

Critters napisał/a:

Aż pójdę zobaczyć bo nie wierzę, no kurwa nie wierzę :lol: To ten film by musiał być arcydziełem jakim bo ponoć i efekty specjalne nie chujowe i gore jest :lol:

Film jest zajebisty. Po seansie stwierdziłem, że arcydzieło, a czy zdanie podtrzymam, okaże się po kolejnych seansikach w domowym zaciszu (będzie to pierwszy polski film nakręcony po roku 1989 jaki zamierzam mieć na oryginalnym nośniku). Mnie tam powaliło prawie wszystko: zdjęcia, dbałość o detale, gra nieznanych w większości aktorów, batalistyka, gore, koncertowo oddany klimacik piekła na ziemi. Przygotowania do filmu trwały 8 lat a lista sponsorów na początku leci chyba ze 3 minuty, ale widać że było warto, i że przeznaczona na film kasa nie rozlazła się po kieszeniach Szyców, Więckiewiczów czy kumpli Rywina, jak to zwykle bywa w przypadku polskich "superprodukcji". Nawet slow-mo w dwóch scenkach wstawione jest z wyczuciem, a nie na chama jak u np. Snydera. Tu i ówdzie można się przyczepić do scenariusza, że niektóre ważne epizody z PW pokazane są zbyt wyrywkowo, że psychologia postaci szkicowa itp., ale technicznie i reżysersko film jest najwyższej próby i tego nawet najbardziej zgryźliwi krytycy filmu nie kwestionują. No i co ważne - szczęśliwie można zapomnieć o gównianej bogoojczyźnianej retoryce znanej z "Biwy Warszawskiej", "Bitwy pod Wiedniem" itp. Komasa nie pierdoli się w takie rzeczy, jego zamiarem było pokazanie umierającego miasta i udało się, choć gdyby filmik potrwał nieco dłużej by pokazać np. rzeź Ochoty byłoby jeszcze lepiej.
Zobaczyć z pewnością warto, a nawet trzeba, bo to po prostu świetne kino, dynamiczne, emocjonujące i nakręcone z pazurem. Czy to aby poczuć klimat tamtych czasów, czy aby ujrzeć koncertowy filmowy rozpierdol, warto się do kina wybrać.
 
 
Critters 
Administrator
I know this style. It's my style!



Dołączył: 15 Lis 2007
Posty: 6558
Skąd: Universal Studios
Wysłany: 2014-10-17, 04:03   

Król Zombich napisał/a:
Już potrafią :) Mam na myśli "Miasto 44", gdzie sceny walk dorównują a może i przewyższają większość tego, co ogląda się dziś w zagranicznych filmach "strzelanych".


Albo się nie zrozumieliśmy albo inne filmy oglądaliśmy bo wróciłem właśnie z seansu i poza slow-mo sceny ataku na Niemca z łopatą to ja się w tym filmie żadnej napierdalanki(czytaj: walki wręcz) nie dopatrzyłem. Zatem podtrzymuję, że nadal nie umiemy ;)

Miasto 44 - Duże rozczarowanie. Przeczytałem w zasadzie wszędzie i od każdego(każdego kto oglądał, that is ), że cuda na kiju, że Hollywood pełną gębą, że geniusz itp. itd.

Po obejrzeniu wniosek jest jeden - film jest w najlepszym wypadku średni, momentami(a może przez większość seans) wręcz słaby. Oglądając go miałem wrażenie, że oglądam 'Avatar'. Jest to oczywiście skrót myślowy, zamiast filmiku Camerona można wsadzić każdą inną hollywoodzką papkę za duże pieniądze. Mianowicie - efekty specjalne. Mam wrażenie, że Komasa i spółka, za punkt honoru obrali sobie aby film wizualnie robił wrażenie, zapominając kompletnie o scenariuszu, o grze aktorskiej i zwykłej logice. Z pozytywów można niewątpliwie wymienić kurewską dbałość o szczegóły, scenografia, kostiumy, samochody itd. wszystko jest na poziomie naprawdę wysokim. Przez pierwsze 20 minut można naprawdę poczuć się jak w latach 40stych, po ulicach żwawo jeżdżą auta z epoki i nie ograniczono się do jednego citroena wynajętego z muzeum w Otrębusach :lol:

Tu wszystko jest tip top. Kolejnym plusem są efekty specjalne. Nie, nie jest to żadne Hollywood, bądźmy poważni. Robotę robią bardziej zagruzowane ulice, płonące wraki i budynki niż same eksplozje, czy sceny strzelanin. Efekty pirotechniczne/specjalne, na podobnym poziomie(prawdopodobnie lepszym) są w telewizyjnej produkcji z 2001 roku 'Uprising' (niestety o tym żydowskim powstaniu, a nie tym właściwym ;) Nie powiem, jest dobrze i jak na polski film to wręcz niespotykanie, ale nie ma urwania dupy. Naczytałem się o gore i flakach, ale takowych nie otrzymałem. Jest mega śmieszny(tak, wiem, że taka akcja była naprawdę, ale chodzi o samo jej pokazanie w filmie) deszcz ochłapów, które sam nie wiedziałem skąd się wzięły i co to w ogóle było, jest kilka ran postrzałowych, w tym jedna twarzy, ale to żadne gore - bez przesady. Film jest brutalny, ale nieszczególnie krwawy, a w każdym razie nie jest gorowy. Aktorsko jest różnie. Cieszy brak Kotów, Adamczyków, Szyców, Karolaków i innych kutasińskich, ale brak znanych aktorów charakterystycznych. W niewielkiej roli pojawia się Krzysztof Stelmaszyk i jest to chyba najlepsza kreacja, co smuci o tyle, że na ekranie jest z 5 minut i chuja ma do grania. Z głównych bohaterów zapamiętałem śliczną blondynkę. Głównie dlatego, że była śliczną blondynką. Oczywiście nie jest źle, mamy do czynienia z fachowcami, ale brak tu wyrazistości. Nie przywiązałem się do żadnego z bohaterów, w sumie interesowała mnie jedynie wspomniana blondynka(ze względów powyższych), główny bohater już za sam ryj powinien dostać kulkę i scena, gdy dostał w ryj szpicrutą od oficera niemieckiego automatycznie stała się jedną z moich ulubionych. Po prostu mnie wkurwiał. Inni nie wkurwiali, ale kompletnie nie zapadali w pamięć. Brak też oprawców. To fabuła, nie dokument i skoro już z Niemców robi się potworów gorszych od Kruegera to fajnie żeby chociaż jakoś zarysować te postacie, a nie idziemy na zasadzie - spotykamy Niemca - Niemiec jest skończonym chujem. Grafomaństwo osiągnęło już taki poziom, że nawet żołnierz, którego wzięto do niewoli i oczywiście traktowano mega zajebiście(wiadomo - Polacy nie ruszają jeńców, tylko Niemcy gwałcą i mordują i chuj wie co jeszcze, może i w czarną magię się bawią?!), ale zły niemiaszek nie będzie trzymał mordy na kłódkę, o nie - on będzie cały czas cisnął 'pieprzone Polaki' - wszystkich was zajebiemy, wszystkich was podfrajerzę. Wszystko to jest tak kurewsko infantylne i głupie, że słów szkoda. Potem natomiast ten sam Niemiec przechodzi sobie metamorfozę i już nagle nie jest złym Niemcem. W sumie chuj wie dlaczego i co niby to spowodowało, jeżeli chcieli pokazać, że Niemiec też człowiek to już mogli wykreować taką postać, zamiast na siłę zmieniać kogoś kto od początku był chujem i do tego podwalin tej rzekomej przemiany kompletnie nie ukazać. W sumie to nie chce mi się dalej pisać bo oczy się już kleją, a narzekać jest na co - te wszystkie jebane slow motion, momentami naprawdę chujowa muza. Nie jest to zły film, ale jak na 8, czy nawet 12 lat przygotowań i mega budżet to jest po prostu średnio. Przy 'Służbach Specjalnych' Vegi, czy Jacku Strongu wypada słabo. Ba, 'Demony Wojny' Pasikowskiego miażdżą go na każdym kroku i pozostają najlepszym polskim filmem wojennym.

Smutne bo nie sądziłem, że to napiszę, ale oprócz efektów to 'Czas Honoru' kładzie film Komasy na łopatki.
_________________
'Jestem pułkownik Hogan. Będziecie się do mnie zwracać Panie pułkowniku, nie inaczej!'
 
 
Król Zombich 
Krokodyl różańcowy


Dołączył: 05 Cze 2008
Posty: 876
Wysłany: 2014-10-19, 02:41   

Critters napisał/a:

Albo się nie zrozumieliśmy albo inne filmy oglądaliśmy bo wróciłem właśnie z seansu i poza slow-mo sceny ataku na Niemca z łopatą to ja się w tym filmie żadnej napierdalanki(czytaj: walki wręcz) nie dopatrzyłem. Zatem podtrzymuję, że nadal nie umiemy ;)

Nie no, wiadomo, że walki w Powstaniu Warszawskim nie polegały na ustawkach na pięści. Miałem na myśli ogólnie sceny akcji, w tym strzelaniny i batalistykę.

Critters napisał/a:
Mam wrażenie, że Komasa i spółka, za punkt honoru obrali sobie aby film wizualnie robił wrażenie, zapominając kompletnie o scenariuszu, o grze aktorskiej i zwykłej logice.

A ja mam wrażenie, że za punkt honoru obrali sobie jak najlepsze odtworzenie realiów i walk Powstania Warszawskiego, i nie zawahali się wyłożyć na ten cel ogromnych środków. Scenariusz jest tak slecony, aby zrobić z filmu coś w rodzaju kroniki umierającego miasta. Wędrujemy od Woli do Starówki, od Starówki do Śródmieścia, od Śródmieścia do Czerniakowa i uczestniczymy wyrywkowo w tym, co się tam działo. Wiadomo, że priorytetem dla osiągnięcia przez twórców takiego celu jest przede wszystkim strona wizualna - zdjęcia, scenografia, inscenizacja, efekty. Idąc na film o Powstaniu Warszawskim chcę widzieć na nim Powstanie Warszawskie, a ewentualni bohaterowie mają mnie po tym powstaniu oprowadzać i się nie wpierdalać. Ja też, podobnie jak Ty, nie zżyłem się z żadną z głównych postaci i w pompie miałem ten ich miłosny trójkąt. Ale nie uważam tego za mankament, bo film jest o czym innym. Film jest o mieście'44, liczy się bohater zbiorowy, a trójka głównych postaci tylko robi za klej, który lepi ze sobą poszczególne epizody. Mi to nie przeszkadza, bo siłę filmu Komasy upatruję gdzie indziej. Właśnie w hiperrealistycznej inscenizacji, dramaturgii scen batalistycznych, możliwości poczucia się w paru momentach "jak bym tam był".


Critters napisał/a:
Tu wszystko jest tip top. Kolejnym plusem są efekty specjalne. Nie, nie jest to żadne Hollywood, bądźmy poważni. Robotę robią bardziej zagruzowane ulice, płonące wraki i budynki niż same eksplozje, czy sceny strzelanin. Efekty pirotechniczne/specjalne, na podobnym poziomie(prawdopodobnie lepszym) są w telewizyjnej produkcji z 2001 roku 'Uprising' (niestety o tym żydowskim powstaniu, a nie tym właściwym ;)

Efekty specjalne to tylko część inscenizacyjnej układanki. Ileż to widziałem filmów hollywoodzkich, gdzie były super efekty, ale nie było efektu, bo całość została spartaczona złą reżyserią, bełkotliwym montażem czy zaniedbaniem innych szczegółów. Zresztą z samymi efektami w hollywoodzie też bywa różnie. Żeby nie szukać daleko - czarno-czerwone piksele wysypujące się z brzucha żółtka w finale "Rambo 4" to kiksa, jakiej w "Mieście 44" się nie dopatrzyłem.

Critters napisał/a:
Naczytałem się o gore i flakach, ale takowych nie otrzymałem. Jest mega śmieszny(tak, wiem, że taka akcja była naprawdę, ale chodzi o samo jej pokazanie w filmie) deszcz ochłapów, które sam nie wiedziałem skąd się wzięły i co to w ogóle było, jest kilka ran postrzałowych, w tym jedna twarzy, ale to żadne gore - bez przesady. Film jest brutalny, ale nieszczególnie krwawy, a w każdym razie nie jest gorowy.

Jest też zaszlachtowanie jeńca kawałkiem szkła, jest malowniczy stos trupów pod koniec, są oderwane kończyny, egzekucje (w tym na dzieciach), zgwałcona kobieta, rozrywanie ludzi przez eksplozje... Wiadomo, że w tego typu filmie nie będziesz raczej miał Guinea Piga tudzież Braindeada.

Critters napisał/a:
Aktorsko jest różnie. Cieszy brak Kotów, Adamczyków, Szyców, Karolaków i innych kutasińskich, ale brak znanych aktorów charakterystycznych. W niewielkiej roli pojawia się Krzysztof Stelmaszyk i jest to chyba najlepsza kreacja, co smuci o tyle, że na ekranie jest z 5 minut i chuja ma do grania. Z głównych bohaterów zapamiętałem śliczną blondynkę. Głównie dlatego, że była śliczną blondynką. Oczywiście nie jest źle, mamy do czynienia z fachowcami, ale brak tu wyrazistości. Nie przywiązałem się do żadnego z bohaterów, w sumie interesowała mnie jedynie wspomniana blondynka(ze względów powyższych)

Ja zapamiętałem nawet mniej, a Stelmaszyka nawet nie zauważyłem ;) Na co innego zwracałem uwagę.

Critters napisał/a:
(wiadomo - Polacy nie ruszają jeńców, tylko Niemcy gwałcą i mordują i chuj wie co jeszcze, może i w czarną magię się bawią?!)

Przecież ruszają - jest scena, jak jakiś cywil zarzyna niemieckiego jeńca, a potem główny bohater morduje poddającego się Niemca. Inna rzecz, że powstańcy przeważnie traktowali jeńców zgodnie z konwencją genewską i pielęgnowali ich we własnych przepełnionych szpitalach polowych, a Niemcy gwałcili i mordowali podczas PW na niewyobrażalną skalę. Był nawet przypadek, że po wtargnięciu do szpitala powstańczego na Starym Mieście Niemcy wymordowali znajdujących się w nim niemieckich jeńców. Twórcy "Miasta" nie musieli kreować Niemców na potworów gorszych od Kruegera; wystarczyło, że przypomnieli (i tak w sposób względnie łagodny w porównaniu z relacjami świadków) kilka znanych faktów.

Critters napisał/a:
ale zły niemiaszek nie będzie trzymał mordy na kłódkę, o nie - on będzie cały czas cisnął 'pieprzone Polaki' - wszystkich was zajebiemy, wszystkich was podfrajerzę. Wszystko to jest tak kurewsko infantylne i głupie, że słów szkoda. Potem natomiast ten sam Niemiec przechodzi sobie metamorfozę i już nagle nie jest złym Niemcem. W sumie chuj wie dlaczego i co niby to spowodowało, jeżeli chcieli pokazać, że Niemiec też człowiek to już mogli wykreować taką postać, zamiast na siłę zmieniać kogoś kto od początku był chujem i do tego podwalin tej rzekomej przemiany kompletnie nie ukazać.

Bo to nie był zły niemiaszek, tylko dobry niemiaszek zgrywający kozaka, ponieważ nie mógł zdzierżyć że dostał się do niewoli. Gdyby faktycznie był zły, to by raczej udawał miłego i czekał aż nadarzy się okazja by ich podpierdolić. Jak ktoś naprawdę ma złe intencje to się nimi nie chwali wiedząc, że może zgarnąć za to kulkę, tylko czeka cicho na odpowiedni moment.

Critters napisał/a:
Ba, 'Demony Wojny' Pasikowskiego miażdżą go na każdym kroku i pozostają najlepszym polskim filmem wojennym.

Ani nie są najlepszym polskim filmem wojennym, ani nie miażdżą "Miasta" na każdym kroku, choć oczywiście w paru aspektach są odeń lepsze (o ile jest sens czynić porównania, bo to inne kino i o innej wojnie). Jednak w tej warstwie, w której "Miasto" jest mocne - czyli w warstwie inscenizacyjnej - "Demony" leżą i kwiczą. Scena akcji w wiosce i pozostałe strzelaniny siermiężne w ciul. "Demony" są z kolei mocne tam, gdzie "Miasto" szwankuje, czyli w materiale fabularnym, postaciach i wyrazistym aktorstwie.

Critters napisał/a:
Smutne bo nie sądziłem, że to napiszę, ale oprócz efektów to 'Czas Honoru' kładzie film Komasy na łopatki.

Nie wiem, próbowałem to kiedyś oglądać i w zażenowaniu wyłączyłem. W tej telenoweli ni huja nie mogłem wyczuć okupacyjnego klimatu.
 
 
Critters 
Administrator
I know this style. It's my style!



Dołączył: 15 Lis 2007
Posty: 6558
Skąd: Universal Studios
Wysłany: 2014-10-19, 21:42   

Król Zombich napisał/a:
Nie no, wiadomo, że walki w Powstaniu Warszawskim nie polegały na ustawkach na pięści. Miałem na myśli ogólnie sceny akcji, w tym strzelaniny i batalistykę.


No, ale tak zrozumiałem z Twojej wypowiedzi. Myślałem, że może jakaś bójka była i dobrze skręcili. Sceny wojenne batalistyczne to moim zdaniem nieźle robiliśmy już wcześniej tylko brakowało przepychu, który by to otaczał tzn te wszystkie eksplozje squibsy itd. Tutaj to jest, więc jako całość wygląda lepiej.

Król Zombich napisał/a:
Scenariusz jest tak slecony, aby zrobić z filmu coś w rodzaju kroniki umierającego miasta. Wędrujemy od Woli do Starówki, od Starówki do Śródmieścia, od Śródmieścia do Czerniakowa i uczestniczymy wyrywkowo w tym, co się tam działo. Wiadomo, że priorytetem dla osiągnięcia przez twórców takiego celu jest przede wszystkim strona wizualna - zdjęcia, scenografia, inscenizacja, efekty. Idąc na film o Powstaniu Warszawskim chcę widzieć na nim Powstanie Warszawskie, a ewentualni bohaterowie mają mnie po tym powstaniu oprowadzać i się nie wpierdalać. Ja


Gdyby takie rzeczy były dla mnie najważniejsze to bym poszedł oglądać dokument albo inscenizowany dokument. Był nawet jeden ostatnio, również ostro rozreklamowany. To niestety jest jednak fabuła i liczą się bohaterowie i scenariusz, tak jak w każdym filmie fabularnym. Tutaj to niestety bardzo kuleje i przypomina bieganie z punktu a do punktu b i tak dalej. Dla mnie to trochę jak gra komputerowa. Czcionka informuje nas o zmieniających się planszach. Teraz kurwa jesteśmy na Śródmieściu, o a teraz na Ochocie itd. Dokładne odtworzenie historii? Ok, ale to nie przeszkadza trochę rozbudować postaci w tak ważnym filmie. W końcu moim zdaniem chcieli abyśmy jako widzowie przejęli się ich losem, w końcu to ci powstańcy, których mamy czcić co roku, więc chyba jednak ambicją reżysera było sprawić, że zapadną nam w pamięć, a nie tylko pokazać nam 'jak pierdolnęło na Woli'. Ogrom wojny jest zazwyczaj pokazywany poprzez cierpienie ludzi, a najbardziej poprzez cierpienie jednostek czyli głównych bohaterów. To z nimi mamy trzymać, o nich się modlić itp. Moim zdaniem tutaj Komasa poległ. Udało mu się osiągnąć sukces w odwzorowaniu szczegółów i zrobił wizualnie bardzo ładny film, ale zabrakło czynnika ludzkiego. Do tego gdzie realizm, a gdzie kurwa sceny slow motion, całowanie się w gradzie kul, kurwa żesz no ja pierdolę. Przecież to wygląda jak jakiś mokry sen nastolaty. Takie gówniane opcje psują całokształt(piękna rozpierducha na cmentarzu), a do tego zdjęcia momentami też dupy nie rwą. Ten patent z komputerowych strzelanek FPP z ładowaniem broni i strzelaniem? WTF?

Król Zombich napisał/a:
Ale nie uważam tego za mankament, bo film jest o czym innym. Film jest o mieście'44, liczy się bohater zbiorowy, a trójka głównych postaci tylko robi za klej, który lepi ze sobą poszczególne epizody.


No niestety nie, film jest ewidentnie poświęcony w głównej mierze dwójce naszych bohaterów. On jest fajnym gościem, który stracił wszystko, ona jest nader prawilną dziewczyną, która nikogo nie zostawi w potrzebie. No proszę cię...jeżeli dla Ciebie oni są tylko klejem i tłem dla reszty filmu z założenia to oszukujesz sam siebie. Bo chyba jednak nie takie było założenie. Można było spokojnie olać kompletnie wątki miłosne i poświęcić się rozpierdolowi miasta i bardziej walce powstańczej, a nie rozkminkom egzystencjalnym, traumie po stracie rodziny itp. Tego jest na tyle dużo, że nie może być traktowane jako margines filmu.

Cytat:
Efekty specjalne to tylko część inscenizacyjnej układanki. Ileż to widziałem filmów hollywoodzkich, gdzie były super efekty, ale nie było efektu, bo całość została spartaczona złą reżyserią, bełkotliwym montażem czy zaniedbaniem innych szczegółów. Zresztą z samymi efektami w hollywoodzie też bywa różnie. Żeby nie szukać daleko - czarno-czerwone piksele wysypujące się z brzucha żółtka w finale "Rambo 4" to kiksa, jakiej w "Mieście 44" się nie dopatrzyłem.


Zgoda, ale ja nie porównuję przecież konkretnych filmów 'hollywoodzkich' jako takich tylko mówię, że efekty nie są jeszcze z tym rozmachem by można śmiało powiedzieć 'najwyższa półka'. Nie przeczę, że wiele, jeśli nie większość hollywoodzkich filmów kuleje pod innym względem itd.

Król Zombich napisał/a:
Jest też zaszlachtowanie jeńca kawałkiem szkła, jest malowniczy stos trupów pod koniec, są oderwane kończyny, egzekucje (w tym na dzieciach), zgwałcona kobieta, rozrywanie ludzi przez eksplozje... Wiadomo, że w tego typu filmie nie będziesz raczej miał Guinea Piga tudzież Braindeada.


Wszystko to jest mało 'graficzne'. Przy zaciukaniu szkłem w sumie chuja widać. Powinno być jednak brutalniej wizualnie bo to w końcu wojna i każdy powinien wiedzieć, że nie ma głaskania po jajcach, a granaty rozrywają ludzi na kawałki.
Na myśl przychodzi żałosna scena z 'końcówki', gdy dupa dostaje centralnie z czołgu i zamiast rozjebać ją na kawałki to jeszcze dają dialog z głównym bohaterem żeby było ckliwiej a jej rana wygląda bardziej jak po postrzale z karabinu niż kurwa z czołgu, który wyjebał pocisk stojąc 5 metrów od niej.

Król Zombich napisał/a:
jak jakiś cywil zarzyna niemieckiego jeńca, a potem główny bohater morduje poddającego się Niemca


Mówię o żołnierzach, a nie o cywilu. Główny bohater to też cywil no i wiadomo - on miał 'wyższą konieczność'

Król Zombich napisał/a:
Inna rzecz, że powstańcy przeważnie traktowali jeńców zgodnie z konwencją genewską i pielęgnowali ich we własnych przepełnionych szpitalach polowych


Haha

Król Zombich napisał/a:
a Niemcy gwałcili i mordowali podczas PW na niewyobrażalną skalę


Haha 2

Wiadomo, że jedni i drudzy mordowali, wiadomo, że cierpieli cywile, ale jednak nie można Polaków sprowadzać do aniołków, którzy sobie żartują(nawet z ujebaną ręką), a wszystkich Niemców do Dirlewangera i jego bandy degeneratów, a tutaj niestety trochę tak to wygląda.

Król Zombich napisał/a:
Bo to nie był zły niemiaszek, tylko dobry niemiaszek zgrywający kozaka, ponieważ nie mógł zdzierżyć że dostał się do niewoli. Gdyby faktycznie był zły, to by raczej udawał miłego i czekał aż nadarzy się okazja by ich podpierdolić. Jak ktoś naprawdę ma złe intencje to się nimi nie chwali wiedząc, że może zgarnąć za to kulkę, tylko czeka cicho na odpowiedni moment.


Dobry niemiaszek? :lol: Dobry niemiaszek by nie cisnął im jak ten to robił bo to zasadniczo nie miało najmniejszego sensu. Za takie teksty z miejsca by kulkę wyłapał. Poza tym tam nie ma żadnych podstaw aby brać go za dobrego aż do sceny końcowej, która koniec końców z dupy się wzięła. Mogli tam dać innego Niemca i byłoby git. Patent z tym moim zdaniem nie miał sensu.

Król Zombich napisał/a:
Ani nie są najlepszym polskim filmem wojennym, ani nie miażdżą "Miasta"


'Demony Wojny' to nie jest klasyczny film wojenny, bardziej komandosi na misji, ale będę się trzymał swojego zdania. Mimo, że film powstał naście lat temu to broni się pod każdym względem. Nie było dużej konieczności aby robić specjalny rozmach przy strzelaninach, pewne rzeczy się nieco postarzały, ale jednak w ogólnym rozrachunku ten film moim zdaniem miażdży 'Miasto' jako film w podobnej tematyce. Te aspekty, o których wspomniałeś pełnią decydującą rolę i ja tam osobiście przymykam oko na to, że końcowa rozpierducha we wsi nie ma rozmachu porównywalnego do płonącej Warszawy i wybuchów z 'Miasta 44'.
_________________
'Jestem pułkownik Hogan. Będziecie się do mnie zwracać Panie pułkowniku, nie inaczej!'
 
 
Król Zombich 
Krokodyl różańcowy


Dołączył: 05 Cze 2008
Posty: 876
Wysłany: 2014-10-20, 23:26   

Critters napisał/a:

Gdyby takie rzeczy były dla mnie najważniejsze to bym poszedł oglądać dokument albo inscenizowany dokument. Był nawet jeden ostatnio, również ostro rozreklamowany. To niestety jest jednak fabuła i liczą się bohaterowie i scenariusz, tak jak w każdym filmie fabularnym. Tutaj to niestety bardzo kuleje i przypomina bieganie z punktu a do punktu b i tak dalej. Dla mnie to trochę jak gra komputerowa. Czcionka informuje nas o zmieniających się planszach. Teraz kurwa jesteśmy na Śródmieściu, o a teraz na Ochocie itd. Dokładne odtworzenie historii? Ok, ale to nie przeszkadza trochę rozbudować postaci w tak ważnym filmie. W końcu moim zdaniem chcieli abyśmy jako widzowie przejęli się ich losem, w końcu to ci powstańcy, których mamy czcić co roku, więc chyba jednak ambicją reżysera było sprawić, że zapadną nam w pamięć, a nie tylko pokazać nam 'jak pierdolnęło na Woli'. Ogrom wojny jest zazwyczaj pokazywany poprzez cierpienie ludzi, a najbardziej poprzez cierpienie jednostek czyli głównych bohaterów. To z nimi mamy trzymać, o nich się modlić itp. Moim zdaniem tutaj Komasa poległ. Udało mu się osiągnąć sukces w odwzorowaniu szczegółów i zrobił wizualnie bardzo ładny film, ale zabrakło czynnika ludzkiego.

Ja idąc na film miałem w pamięci czerstwy slogan "Miłość w czasach apokalipsy" i obawiałem się, że melodramat między nastolatkami przesłoni to, co chciałem w tym filmie zobaczyć, czyli apokalipsę właśnie. I fajnie, że nie przesłonił. Co do ambicji reżysera, to wyrażona jest ona w tytule filmu: chodziło o portret miasta. Mi do przejęcia się losem postaci styka w zupełności to, przez co te postacie przechodzą i co oglądają ich oczy w czasie kolejnych faz powstania; np. główny bohater widzi egzekucję swojej rodziny z małym braciszkiem i jest to wystarczająco mocne, aby wyzwolić we mnie pewną empatię. Wcześniej uczestniczy w walkach, na jego oczach padają masakrowani kulami koledzy... Nagle, ze względnie beztroskiego (jak na czasy okupacji) życia, wpada w sam środek krwawych walk i masowych mordów. W tym konkretnym filmie nie potrzebuję oryginalnie wymyślonej postaci, żeby przejąć się jej losem - wystarczy mi typowy everyman tamtych czasów o osobowości "średniej krajowej". Wojna to tragedia przede wszystkim takich właśnie nieciekawych, często chwiejnych psychicznie everymenów. To, że niezbyt obchodził mnie wątek romansowy nie znaczy, że nie przejęły mnie te wszystkie traumy, przez które przechodzili bohaterowie. A przejęły mnie bo wiem, że ich przejścia są wypadkową traumatycznych przeżyć tysięcy podobnych "everymanów" w czasie PW (mających wcześniej nie mniej pospolite życie i równie pospolicie zakochanych w osobach płci przeciwnej).
Ten sposób narracji - przeskakiwanie co chwila tu i tam, żeby ogarnąć jak najwięcej - też uważam za pewien mankament. Zakładam, że wynikał on z kompromisu. Polska to nie Hollywood, gdzie gdyby chcieli mogliby nakręcić albo 15 wysokobudżetowych filmów o tym samym w każdym naświetlając sprawę od innej strony, albo konkretny wysokobudżetowy serial jak "Kompania Braci". U nas kolejna superprodukcja o powstaniu pewnie nieprędko się trafi, toteż w tej jednej chciał Komasa zamknąć temat w miarę kompleksowo. A że film trwa tylko 2 godziny, stąd skrótowość i przeskoki w akcji.

Critters napisał/a:
Do tego gdzie realizm, a gdzie kurwa sceny slow motion, całowanie się w gradzie kul, kurwa żesz no ja pierdolę. Przecież to wygląda jak jakiś mokry sen nastolaty.

Bo to był mokry sen nastolaty ;) Chodziło raczej o skrót myślowy (tudzież chwyt subiektywizacyjny), że jak młokos, któremu buzują hormony, pocałuje pierwszy raz pannę, w której się podkochuje, to skaczą mu endorfiny + teść i czuje się odurzony jakby był nie wiadomo jakim supermanem, zapominając o niebezpieczeństwie. Jak dla mnie ta scena rozegrała się w infantylnej główce głównego bohatera (slow-mo "oddziela ją" od wydarzeń w świecie rzeczywistym) i jest ok.

Critters napisał/a:
patent z komputerowych strzelanek FPP z ładowaniem broni i strzelaniem? WTF?

Ja to traktuję jak normalne ujęcie subiektywne "z punktu widzenia postaci", choć przyznaję, że niezbyt fortunnie zastosowane. W grach taka konwencja ma dodawać realizmu, w filmie wojennym jest zupełnie zbędna.


Critters napisał/a:
No niestety nie, film jest ewidentnie poświęcony w głównej mierze dwójce naszych bohaterów. On jest fajnym gościem, który stracił wszystko, ona jest nader prawilną dziewczyną, która nikogo nie zostawi w potrzebie. No proszę cię...jeżeli dla Ciebie oni są tylko klejem i tłem dla reszty filmu z założenia to oszukujesz sam siebie.

Nie tyle klejem i tłem, co - jak to się mówi w języku filmoznawczym - "dyspozytorami spojrzenia na filmową rzeczywistość". Czyli postaciami, za sprawą których widz jakby współuczestniczy w wydarzeniach. W filmie "Idź i patrz" scenę pacyfikacji białoruskiej wioski oglądamy oczami kilkunastoletniego chłopaka. Dla reżysera ważniejsze jest pokazanie samego zdarzenia niż chłopaka, ale wciągając nas w identyfikację z chłopakiem, który znalazł się w centrum piekła, reżyser podkręca emocje i tworzy iluzję współuczestnictwa. W "Mieście 44" widzę tę samą zasadę, może nie wcieloną w życie tak genialnie jak w filmie Klimowa, ale jednak przyzwoicie zdającą egzamin.


Critters napisał/a:
Wszystko to jest mało 'graficzne'. Przy zaciukaniu szkłem w sumie chuja widać. Powinno być jednak brutalniej wizualnie bo to w końcu wojna i każdy powinien wiedzieć, że nie ma głaskania po jajcach, a granaty rozrywają ludzi na kawałki.

Film jest wystarczająco "graficzny" i wiele brutalnych scen pokazanych jest frontalnie przed kamerą (brutalnie nie zawsze musi znaczyć krwawo). Poza tym to film przeznaczony dla szerokiej widowni, ze szkolnymi wycieczkami włącznie, a nie jakiś torture porn.

Critters napisał/a:
Na myśl przychodzi żałosna scena z 'końcówki', gdy dupa dostaje centralnie z czołgu i zamiast rozjebać ją na kawałki to jeszcze dają dialog z głównym bohaterem żeby było ckliwiej a jej rana wygląda bardziej jak po postrzale z karabinu niż kurwa z czołgu, który wyjebał pocisk stojąc 5 metrów od niej.

No, mnie też to zakuło w oczy. Scena wygląda śmiesznie i nie ma dla niej uzasadnienia.


Critters napisał/a:
Wiadomo, że jedni i drudzy mordowali

Owszem, ale w różnej skali według różnych kryteriów. Powstańcy nie przepuszczali SS-manom, policji i żołnierzom oddziałów odpowiedzialnych za rzezie ludności cywilnej, w ogóle nie pierdolili się z dirlewangerowcami, wykonywali też egzekucje na schwytanych volksdeutschach i tych Niemcach, na których wyroki sąd podziemny wydał jeszcze przed wybuchem PW. Natomiast żołnierze Wehrmachtu pod dostaniu się do niewoli traktowani byli przyzwoicie, co potwierdzają publikowane niemieckie relacje (Heydecker, Schenk).
To przyzwoite traktowanie nie wynikało, rzecz jasna, z miłości do Niemców. Powstańcy, jako wojsko, musieli stosować się do rozkazów. A dyrektywa Montera w kwestii jeńców była taka:

"Zachowanie wobec Niemców:
a) żołnierzy zdających broń oszczędzamy [jako jeńców traktujemy];
b) jeśli opór - likwidować;
c) zabitych - uprzątnąć;
d) wolno likwidować - policję, SS, żandarmerię, gestapo;
e) cywilnych z bronią, oddających - jako jeńców, opornych - likwidować;
f) policja polska - jako Wehrmacht."

Powstaniec, który wpadł w ręce Niemców, miał dużo mniejsze szanse przeżycia. Zwłaszcza w pierwszej połowie sierpnia, gdy obowiązywał rozkaz Adolfa o pełnej eksterminacji ludności Warszawy.

Critters napisał/a:
wiadomo, że cierpieli cywile, ale jednak nie można Polaków sprowadzać do aniołków, którzy sobie żartują(nawet z ujebaną ręką), a wszystkich Niemców do Dirlewangera i jego bandy degeneratów, a tutaj niestety trochę tak to wygląda.

Przecież blisko 200 tys. cywilnych ofiar powstania (z czego połowa wymordowana poza działaniami bojowymi), to nie tylko skutek rozpasania bandyterki z SS-Dirlewanger i Rony. Owszem, te improwizowane oddziały wyróżniały się niesubordynacją i psychopatią, ale w rzezie cywili zamieszane były chyba wszystkie jednostki SS, SD i żandarmerii, jakie przebywały wtedy w mieście. Nie próżnował w tym także Wehrmacht ani nawet żołnierze luftwaffe z Okęcia (rozstrzelali kilkuset cywilów, których spędzili do Fortu Mokotów). Zagłada Woli to w równym stopniu robota Ordungspolizei Reinefartha, co dirlewangerowców.
W każdym razie ja się tej zawartej w filmie asymetrii wcale nie dziwię. W sierpniu 44 Niemcy byli w Warszawie żeby zniszczyć miasto i eksterminować ludność, który to plan metodycznie realizowali. Jak w tym kontekście należało ich pokazać, aby nie rozminąć się z prawdą?


Critters napisał/a:
Dobry niemiaszek? :lol: Dobry niemiaszek by nie cisnął im jak ten to robił bo to zasadniczo nie miało najmniejszego sensu. Za takie teksty z miejsca by kulkę wyłapał. Poza tym tam nie ma żadnych podstaw aby brać go za dobrego aż do sceny końcowej, która koniec końców z dupy się wzięła. Mogli tam dać innego Niemca i byłoby git. Patent z tym moim zdaniem nie miał sensu.

A pamiętasz może niemiaszka wziętego do niewoli w "Szeregowcu Ryanie"? Tego, który właził w dupy amerykańskim chłopcom i ściemniał jak bardzo kocha Amerykę i Ritę Hayworth, aż go oszczędzili? A potem ten sam niemiaszek dał im popalić? Mam wrażenie, że Komasa obejrzał Ryana i chciał pokazać sytuację odwrotną - jego niemiaszek nie jest dwulicowym chujem i mówi, co ma na języku, ale jako honorowy żołnierz w końcu docenia, że nie dostał w niewoli kulki (choć mógł dostać) i dlatego ratuje polaczkowi dupę. Bo doświadczył przyzwoitego traktowania w polskiej niewoli.
Myślę, że ten epizod też pokrywa się z tym, co działo się w powstaniu. Jak wiadomo Niemcom wmawiano, że "polscy bandyci" nie biorą jeńców, a jak biorą to chyba tylko żeby obdzierać żywcem ze skóry i zamordować. Dopiero gdy dostawali się do niewoli, zmieniali o Polakach zdanie. Jest wiele opisanych przypadków, że po odbiciu z niewoli jeńcy niemieccy ręczyli, ku zaskoczeniu wyzwolicieli, że byli dobrze traktowani i prosili żeby nie robić Polakom krzywdy. Po takim czymś zmienia się nastawienie do wroga.

Critters napisał/a:

'Demony Wojny' to nie jest klasyczny film wojenny, bardziej komandosi na misji, ale będę się trzymał swojego zdania. Mimo, że film powstał naście lat temu to broni się pod każdym względem. Nie było dużej konieczności aby robić specjalny rozmach przy strzelaninach

Rozmach styknie jaki jest. Mam na myśli nienajlepszą reżyserię scen akcji w tym filmie - kamera lata w te i we wte, teleobiektyw nie łapie dobrze postaci, które ciągle wypadają z kadru, albo dziwna sklejka montażowa, gdzie Linda strzela w lewo, potem cięcie i Linda strzela w prawo... Wiem, że chodziło o oddanie chaosu i zaskoczenia, ale jednak mógł się Pasik trochę bardziej postarać o kompromis między ukazaniem chaosu walki a czytelnym przedstawieniem jej przebiegu.
Kino polskie ma w ogóle jedną z najbogatszych tradycji kina wojennego na świecie. Mamy wstrząsające dramaty o klęskach narodowych, filmy batalistyczne, filmy o akcjach ruchu oporu, kameralne dramaty psychologiczne o okupacyjnych traumach, znakomite seriale (od "Pancernych" po "Polskie drogi") czy nawet komedie o wojnie. Właśnie ze względu na znakomitą konkurencję trudno mi obiektywnie nazwać "Demony" "najlepszym polskim filmem wojennym", chociaż też lubię ten film.
Z powodu temtyki "Miasto" powinno się porównywać raczej z innymi filmami o tematyce powstańczej, jak "Kanał", "Kolumbowie" czy "Sól ziemi czarnej" (chociaż to akurat o powstaniu śląskim). Pomijając względy techniczne nie dorównuje żadnemu z nich, ale w ogóle kino dzisiejsze nie dorównuje temu, co było kiedyś ;)
 
 
Critters 
Administrator
I know this style. It's my style!



Dołączył: 15 Lis 2007
Posty: 6558
Skąd: Universal Studios
Wysłany: 2014-10-21, 01:08   

Król Zombich napisał/a:
Ja idąc na film miałem w pamięci czerstwy slogan "Miłość w czasach apokalipsy" i obawiałem się, że melodramat między nastolatkami przesłoni to, co chciałem w tym filmie zobaczyć, czyli apokalipsę właśnie.


Ja nie widziałem żadnych sloganów ani trailera, za to nasłuchałem się opinii, że nie, tam nie ma żadnego love story, że jest jakaś relacja, ale ona nie odgrywa istotnej roli. Potem się jednak okazuje, że odgrywa główną rolę i jest motorem napędowym dla działań głównych bohaterów.

Nie wiem, może to tylko moja opinia, ale bym osobiście wolał żeby się skupili na grupie powstańców i ich walce, spotkaniach z innymi oddziałami itd. Love story natomiast wypierdolić w pizdu bo w takim filmie jest kompletnie niepotrzebne.

Król Zombich napisał/a:
albo konkretny wysokobudżetowy serial jak "Kompania Braci".


Mamy 'Czas Honoru' ze swoimi 7 sezonami. Teraz właśnie leci sezon 'Powstanie Warszawskie'. Fakt, to nie jest 'Kompania Braci' i wiadomo, że efekty są specjalnej troski, a nie specjalne, ale kurwa bardzo fajna rzecz bo przez tyle odcinków przewinęło się wiele postaci, zadali sobie trud żeby pokazać dobrych Polaków i złych Polaków, dobrych Niemców i złych Niemców i....złych rusków :lol: Moim zdaniem super serial mimo, że też ma te swoje telenowelowe momenty i wstawki z kronik. Najnowszy sezon, który hucznie reklamowali, póki co ogląda mi się raczej chujowo bo nowe postacie są chujowe, musieli zjebać lata dobrego castingu i wpierdolić Szyca jako Niemieckiego oficera, a i postać Adamczyka zrobiła się tak jakby mniejszą gnidą niż do tej pory, ale przyznam, że sceny gnojenia cywili przez RONA naprawdę robią wrażenie. Jak na mnie w chuj większe niż całe 'Miasto 44'. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się czegoś takiego zobaczyć w serialu telewizji publicznej. Nie mówiąc już o tym, że aktorstwo jest bardzo dobre, szczególnie w wykonaniu skurwysynów. Georgi Angiełov ma jedną krótką scenę jako ostro podpity kapitan oddziału RONA i absolutnie niszczy swoją kreacją. Kurwa aż mi ciarki po plecach przeszły. Tego mi zabrakło w filmie Komasy. Też nie ma gore, ale dzieje się.

Król Zombich napisał/a:
Bo to był mokry sen nastolaty ;) Chodziło raczej o skrót myślowy (tudzież chwyt subiektywizacyjny), że jak młokos, któremu buzują hormony, pocałuje pierwszy raz pannę, w której się podkochuje, to skaczą mu endorfiny + teść i czuje się odurzony jakby był nie wiadomo jakim supermanem, zapominając o niebezpieczeństwie. Jak dla mnie ta scena rozegrała się w infantylnej główce głównego bohatera (slow-mo "oddziela ją" od wydarzeń w świecie rzeczywistym) i jest ok.


Czy jest to tylko w jego głowie, tego nie wiemy. Końcówka też niby miała być w jego głowie, ale w wersji jeszcze 'surowej' nad Wisłą na wysepce siedziały dwa cienie, co kompletnie zmienia wydźwięk filmu.

Poza tym - takie sceny się kurwa w ogóle w tego typu filmie nie powinny znaleźć. Nieważne po co, po prostu kurwa nie.

Król Zombich napisał/a:
Powstańcy nie przepuszczali SS-manom, policji i żołnierzom oddziałów odpowiedzialnych za rzezie ludności cywilnej, w ogóle nie pierdolili się z dirlewangerowcami, wykonywali też egzekucje na schwytanych volksdeutschach i tych Niemcach, na których wyroki sąd podziemny wydał jeszcze przed wybuchem PW


No, czyli w zasadzie to wszystkich ;) A co im kurwa po zabijaniu ludzi, którzy podpisali volkslistę? Zabijali swoich..........nie tylko konfidentów, ale też zwyczajnych obywateli. To też w 'Czasie Honoru' fajnie pokazano, choć na przypadku linczu społecznego.

Król Zombich napisał/a:
Zagłada Woli to w równym stopniu robota Ordungspolizei Reinefartha


Wiadomo, była dyrektywa z góry. W sumie to jest powstanie i chuj, walka na całego, więc mnie specjalnie nie dziwi, że mordowano cywili, szczególnie, że całe powstanie było mocno 'cywilne' i Niemcy o tym wiedzieli, więc tak naprawdę nigdy nie mogli wiedzieć, czy cywil to nie powstaniec albo nie pomaga powstańcom itd. Ciężki orzech do zgryzienia. Ja Reinefartha nie oceniam jako zbrodniarza psychopaty, a bardziej jako żołnierza, który nie bardzo miał wyjście. Jak się kończy sprzeciw Himmlerowi albo Hitlerowi najlepiej przekonali się żołnierze konspiracji anty-Hitlerowskiej, których później zarzynano w nieludzki sposób. Trzeba umieć spojrzeć nieco obiektywniej i wziąć pod uwagę, że to jednak nie była radziecka hołota, która gwałciła i zabijała dla zabawy. Zresztą myślę, że historia okazała się dość sprawiedliwa bo Reinefartha(który też w końcu zdezerterował i dostał nawet wyrok śmierci, którego nie wykonano bo już się grunt pod nogami Niemcom palił) ostatecznie uniewinniono, a Dirlewanger został zajebany w obozie jenieckim, najprawdopodobniej przez Polaków ;)

Ogólnie trochę z dupy ta dygresja, ale chodzi mi o to, że Niemców sprowadzono tu do czarnych charakterów z komiksów, które są złe bo tak i chuj. Ich udział w filmie jest marginalny, a jak już są to nie robią nic innego tylko zabijają na lewo i prawo, mając przy tym spory ubaw. Trochę to przypomina amerykańskie filmy wojenne gdzie jesteśmy my bohaterowie(znaczy jankesi) i wróg - skurwysyny(Niemcy, Japończycy, chuj wie co). Nie lubię takich uproszczeń. Wolałbym żeby poświęcili trochę czasu i wykreowali jakiegoś niemieckiego antagonistę i jakoś go pokzali zamiast kompletnie bezsensownych scen na chacie u Stelmaszyka, a potem sceny jak z rodziną spierdala z Warszawy(potem zresztą nic już nie pokazują i chuj wie jak to się stało, że jego córka nagle dołączyła do powstania mimo, że tato zabronił)

Król Zombich napisał/a:
A pamiętasz może niemiaszka wziętego do niewoli w "Szeregowcu Ryanie"? Tego, który właził w dupy amerykańskim chłopcom i ściemniał jak bardzo kocha Amerykę i Ritę Hayworth, aż go oszczędzili? A potem ten sam niemiaszek dał im popalić?


Nie pamiętam już kompletnie tego filmu bo ostatni raz go oglądałem, gdy wyszedł na vhs jako nowość :lol:

Natomiast będę się trzymał tego co napisałem. Patent z niemiaszkiem jest bez sensu. Bo nie można stwierdzić, że on jest dobry w żadnym stopniu. Może po prostu arogancki w chuj i dlatego morda mu się nie zamyka? Zwłaszcza, że ocalił akurat kolesia, który z chęcią by go zaciukał dla samej zasady. Dowódcy, który go ocalił i jego żony jakoś nie próbował ratować.
_________________
'Jestem pułkownik Hogan. Będziecie się do mnie zwracać Panie pułkowniku, nie inaczej!'
 
 
Mapinguari 
Krokodyl różańcowy
Pan Ninja



Wiek: 35
Dołączył: 22 Lis 2007
Posty: 1319
Wysłany: 2015-04-05, 13:03   

Film jest bardzo dobry mimo paru naprawdę przedziwnych udziwnień. Polecam.
 
 
Critters 
Administrator
I know this style. It's my style!



Dołączył: 15 Lis 2007
Posty: 6558
Skąd: Universal Studios
Wysłany: 2018-09-03, 00:24   

Od czasu tej dyskusji oglądałem 'Miasto 44' już 5 razy i muszę skorygować swoje wcześniejsze posty. W zasadzie to powinienem je usunąć bo byłem głupim chujem i zasłużyłem nimi na permanentnego bana na ip, ale niech zostaną ku przestrodze przyszłych frajerów, którzy wydadzą wyrok na gorąco. 'Miasto 44' to film do którego trzeba może nie tyle dorosnąć, co film, który trzeba wielokrotnie przetrawić. Z każdym kolejnym seansem widzę coraz mniej efekciarstwa, a coraz więcej historii, detali, szczególików, świetnego aktorstwa. Wszystko to tworzy kompletną całość, która daje nam arcydzieło kina polskiego bo tak to trzeba chyba nazwać. Nie umiemy robić filmów historycznych, szczególnie kiedy mają być z rozmachem, a tutaj się kurwa udało. Naprawdę ciężko mi uwierzyć, że ten film powstał w Polsce, jest po prostu za dobry. Przeczytałem książkę opartą o scenariusz i kopara mi opadła do ziemi bo okazuje się, że znaczna większość tego co na papierze została nakręcona i trafiła do film. A do tego nakręcił to gość od 'Sali Samobójców', która była skończoną chujnią dla pedziowatych emo. Kurwa, czapki z głów.

Oglądam sporo polskiego kina i seriali, ale tak szczerze w ostatnich 10 latach dwa tak dobre filmy widziałem tylko dwa - 'Jestem Mordercą' i 'Wyklęty' Jasne, że Smarzowski robi swoje i jego 'Wołyń' to też rzecz bardzo dobra, Pasikowski też zawsze na propsie, ale te 3 filmy przebijają wszystko.
_________________
'Jestem pułkownik Hogan. Będziecie się do mnie zwracać Panie pułkowniku, nie inaczej!'
Ostatnio zmieniony przez Critters 2018-09-03, 08:19, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Król Zombich 
Krokodyl różańcowy


Dołączył: 05 Cze 2008
Posty: 876
Wysłany: 2018-09-03, 01:26   

"Miasto 44" i "Jestem mordercą" - też uważam je za najlepsze polskie filmy przynajmniej od roku 1988, kiedy Kieślowski zrobił "Krótki film o zabijaniu" a Gradowski "Pana Kleksa w kosmosie". Smarzowskiego nie trawię, pod względem warsztatu i spojrzenia na rzeczywistość kojarzy mi się on z Agnieszką Holland, a "Wołyń" to film po prostu niedorobiony. Ze scenariuszem połatanym z kilku różnych nowel, z paroma scenami, które bardziej wyglądają na zaczęte niż dokończone (wiem, że na pewnym etapie zdjęć twórcy mieli problemy z budżetem i robili zbiórkę) i finałem rozwiązanym na zasadzie "dobra, 140 minut minęło, kończymy". Z drugiej strony jest parę momentów mocnych, efekty gore jakich w polskim kinie nie było, realia życia na kresowym wygwizdowie oddane świetnie, i ogólnie dobrze że taki film powstał ale zamiast kolejnego martyrologicznego kina drogi w schemacie "Idź i patrz" wolałbym fabułę skoncentrowaną na jednym miejscu i czasie. Takich zamkniętych historii, będących właściwie gotowymi materiałami na scenariusz, było na Wołyniu wiele. Np. historia obrony Przebraża przed banderowcami to doskonały materiał na film, zresztą taki nawet był przygotowywany (pod roboczym tytułem "Fort 100" bodajże) zanim jeszcze Smarzowski wyskoczył ze swoim projektem.
 
 
Critters 
Administrator
I know this style. It's my style!



Dołączył: 15 Lis 2007
Posty: 6558
Skąd: Universal Studios
Wysłany: 2018-09-03, 08:31   

Zgadzam się z zarzutami pod adresem 'Wołynia', ale z drugiej strony trzeba przyznać, że film ten ma pierdolnięcie i w tańcu się nie jebie. Gore i skurwysyństwo na poziomie, choć niektórzy twierdzą, że w porównaniu ze zbiorem 'opowiadań' na podstawie których powstał to jest jak film dla dzieci. Nie wiem, nie czytałem, ale rzecz mocna i tak jak mówisz, potrzebna. Bardzo możliwe, że sam fakt że powstał i że nie został złagodzony na potrzeby 'przyjaźni' polsko ukraińskiej nieco przesłania mi całokształt bo sposób prowadzenia narracji, czy montaż potrafią irytować, ale chuj 2 razy już obejrzałem i pewnie nie raz wrócę mimo że przez pierwszą przydługą godzinę nie jest wcale tak łatwo przebrnąć.
_________________
'Jestem pułkownik Hogan. Będziecie się do mnie zwracać Panie pułkowniku, nie inaczej!'
 
 
Król Zombich 
Krokodyl różańcowy


Dołączył: 05 Cze 2008
Posty: 876
Wysłany: 2018-09-25, 15:43   

Critters napisał/a:
choć niektórzy twierdzą, że w porównaniu ze zbiorem 'opowiadań' na podstawie których powstał to jest jak film dla dzieci.

To jest klasyczny problem filmów poruszających tematykę ludobójstwa, zwłaszcza takiego jak wołyńskie, gdzie zbrodniarzy ograniczała tylko wyobraźnia. Gdy robi się film o czymś takim: http://dziennik.artystycz...pa-na-polakach/ , trzeba umieć lawirować i wyznaczyć sobie jakąś granicę żeby nie popaść w przesadną eksploatację, nie nakręcić wulgarnego torture porna (inaczej przecież patrzy się na sceny gore w rozrywkowym "Bone Tomahawk", inaczej w kinie "na faktach"). Z drugiej strony nie można obrazów przemocy zbytnio łagodzić bo w ten sposób strywializuje się wyjątkowe okrucieństwo zbrodni wołyńskiej. Moim zdaniem Smarzowski wybrał rozsądny kompromis, choć i tak czytałem opinie, że zbliżył się do estetyki włoskiego kina kanibalistycznego.

Z nowych polskich filmów podobało mi się jeszcze bardzo "Letnie przesilenie" Rogalskiego. Film z tak ograniczoną dystrybucją, że gdyby nie Netflix to pewnie nawet nie dowiedziałbym się, że istnieje. Nie podejrzewałem, że w polskim kinie da się jeszcze w sposób tak nienahalny, wiarygodny i zniuansowany opowiadać o czasach wojny, a tu proszę, udało się zrobić film nie wpadający w czarno-białe schematy, ukazujący zdarzenia równo z punktu widzenia Polaków, Niemców i Żydów, bez faworyzowania czy potępiania kogokolwiek. Po prostu obraz relacji ludzi znajdujących się w konkretnym miejscu i czasie, w małej miejscowości na wschodzie Polski ad 1943, ludzi o różnych charakterach, z różnych stron barykady, których losy determinują surowe prawa okupacji. Wszyscy w jakiś sposób ubabrani moralnie a zarazem niezwykle ludzcy. Zdarzenia są bardzo celnie przedstawione od strony psychologicznej więc ani kapral niemieckiej żandarmerii nie jest z charakteru ostatnim skurwysynem, ani zbiegła z transportu żydowska dziewczyna nie pasuje do stereotypowego obrazu Bogu ducha winnej sierotki. Może najmniej szczęśliwie w tej galerii wypadają radzieccy partyzanci, wyglądający na wyjętych rodem z IPN-owskiego komiksu, ale i ich reżyser rehabilituje w przewrotny i niejednoznaczny sposób.
Do uniesienia tak dobrze rozpisanych portretów ludzkich potrzebni są oczywiście utalentowani aktorzy i nie muszę chyba pisać, że również w tej kwestii film nie zawodzi. Poza tym miło było znów ujrzeć na ekranie Agnieszkę Krukównę, którą zawsze uważałem za wspaniałą urodzoną aktorkę - jako dzieciak uwielbiałem ją w "Urwisach z Doliny Młynów" i "Jance", potem podziwiałem w "Bożej podszewce", gdzie objawiła pełną skalę talentu, a teraz, po paru latach walki z osobistymi dramatami, wróciła do gry jako dojrzała, nieco posunięta w latach matrona.
Bardzo polecam "Letnie przesilenie", jak wspomniałem jest na Netflixie.
 
 
Critters 
Administrator
I know this style. It's my style!



Dołączył: 15 Lis 2007
Posty: 6558
Skąd: Universal Studios
Wysłany: 2018-09-25, 20:10   

Netflixa nie mam, podobnie jak telewizji, więc trzeba będzie jakoś inaczej pokombinować skoro tak polecasz. Krukównę pamiętam z filmu 'Fuks', bardzo ładna z niej dziewczyna wtedy była. Teraz niestety widzę, że twarz po ostrym detoksie i ostatnia rola w 2015, chociaż kojarzy mi się, że w premierach teatralnych gdzieś mi mignęło jej nazwisko w tym roku.

Dobrych/spoko filmów mamy w Polsce trochę. Trzy wymienione stawiam najwyżej, ale do zaliczenia mam np jeszcze chociażby 'Obławę' - dość mocno chwaloną, a bardzo lubię też 'Jeziorak', czy 'Ziarno Prawdy', czy 'Rezerwat' chociaż to wszystko oczywiście inne gatunki.

Zaczynamy sobie też radzić w serialach. Osobiście polecam 'Kruk: Szepty Słychać Po Zmroku' naprawdę dobra rzecz. Pieprzyca po raz kolejny potwierdza, że jest świetnym reżyserem. Zdecydowanie lepsze od nieco przereklamowanego 'Rojsta'
_________________
'Jestem pułkownik Hogan. Będziecie się do mnie zwracać Panie pułkowniku, nie inaczej!'
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group