To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
..::Forum Animal Attack::..

Inne filmy - Slaj i jego pompa - dyskusja okołorambowa

Król Zombich - 2012-10-10, 19:36

Przemo napisał/a:

ak, mam kasetę i czyta Tomasz Knapik. Niemniej nie ma tu raczej żadnych dobrych tekstów, bo i ogólnie niewiele tu dobrego, także widzę dwa rozwiązania: albo seans przegadamy sami, albo przepijemy (opcjonalnie jedno z drugim). Już bym chyba wolał drugi raz Morderczą Lalkę obejrzeć

70 min. to nie tak długo, można przechlać w ramach rozgrzewki przed poważniejszym seansem. Slaja u progu kariery chciałbym zobaczyć, sam film mi powiewa, jak i to o czym jest.

Critters - 2012-10-10, 20:14

Co do Pana Colombu, to ja nie deprecjonuje w żadnym wypadku jego osiągnięć w dziedzinie kulturystyki. Kulturystyka mnie generalnie obchodzi tyle co sytuacja materialna szatniarki z mojej podstawówki(czyli nic :lol: ) a gościa jako LOLA oceniam w kategorii aktorskiej bo właśnie w tym filmidle ów pan zagrał główną rolę niezwyciężonego komandosa, tylko, że gość ani nie straszy posturą bo jest kurduplowaty ani groźnym wyrazem twarzy bo wygląda mega pociesznie. Może i w realu rozkurwiał by ludzi na lewo i prawo, ale na ekranie jest lolem, no ale takie prawo biznesu, że każdy kulturysta, prędzej, czy później zapragnie zostać gwiazdą kina. Z tym, że różnych drewnianych aktorsko kulturystów grających twardzieli już widziałem, ale ten pan bije wszystkich na łeb swoją pierdołowatością :)

A sam film oczywiście pamiętam http://www.imdb.com/title/tt0168205/ miałem nawet na vhs amerykanskim bo giercuje tam też Frank Stallone i Robert Ginty a na dvd do tej pory mam sequel zatytułowany 'Doublecross on Costa's Island' (w rzeczywistosci to ten sam film ze zmienionym zakończeniem i kilka nowymi scenami). Czegoś równie głupiego i jednocześnie pociesznego, ze świecą szukać.


A z Conana ani żadnego innego filmu go nie pamiętam, ale jakiś horror 'Ancient Warriors' z 2003 roku z nim mam na dvd, także strach się bać ;)

Przemo - 2012-10-10, 20:31

Król Zombich napisał/a:
70 min. to nie tak długo, można przechlać w ramach rozgrzewki przed poważniejszym seansem. Slaja u progu kariery chciałbym zobaczyć, sam film mi powiewa, jak i to o czym jest.

70 minut niejedno oblicze ma, co pasowałoby nawet do tagline'a z okładki - "The other side of Rambo" :) W każdym razie fakt, iż kariera Slaja potoczyła się tak a nie inaczej jest na etapie Rebela tak sensacyjnym niusem, że "ijcie mi wódki", jak głosi nieśmiertelna piosenka braci Figo Fagot :-)
Critters napisał/a:
miałem nawet na vhs amerykanskim

Znaczy jeśli rozglądać się za filmem to u Lobo? ;)

Król Zombich - 2012-10-10, 23:56

Critters napisał/a:
a gościa jako LOLA oceniam w kategorii aktorskiej bo właśnie w tym filmidle ów pan zagrał główną rolę niezwyciężonego komandosa

To jest przykład roli, w jakiej Franka zdecydowanie nie powinno się obsadzać ;) Najwidoczniej zapragnął pójść w ślady kolegi Arnolda i grać w filmach akcji. Powinien uderzyć w komedie, wtedy coś by z niego mogło być jako aktora, toć nawet oglądając go w tych filmikach treningowych w dodatkach do Rambo morda mi się uśmiecha na sam jego widok, choć w zasadzie nie mówi tam niczego śmiesznego; po prostu w ciul zabawny kolo z niego i tyle. No ale chuj bombki strzelił, w kinie już raczej nie zabłyśnie (chyba że Slaj da mu jakąś małą, a dobrze napisaną zabawną rólkę w "Niezniszczalnych" ;)).


A wracając do Rambo to niby taki z niego patriota, a jednak przez większość życia wolał pomieszkiwać z buddyjskimi mnichami w klasztorze, albo łapać węże w Birmie, zamiast wrócić do ukochanej ojczyzny. Do Afganistanu też mu wcale nie było spieszno i jak już postanowił jechać, to nie dla kraju, ale z przyczyn osobistych przecież - żeby odbić kumpla z niewoli. W dwójce olał rządowe rozkazy i zrobił to, co mu sumienie podpowiadało. W tym dokumencie Slaj zwraca uwagę jeszcze na jedną rzecz, mianowicie taką, że choć reaganowska propaganda usiłowała zrobić z Rambo symbol amerykańskiego militaryzmu, to ten w żadnym filmie nie wybierał się na akcję w amerykańskim mundurze. Miało to oznaczać (zdaniem Slaja i jeszcze paru osób wypowiadających się w filmie), że w akcji reprezentuje przede wszystkim siebie i swój własny cel, a dopiero w dalszej kolejności Amerykę, której interes realizuje jakby "przy okazji" wypełniania osobistych porachunków (np. odbijania Trautmana w trójce czy ratowania jeńców i mszczenia śmierci dziewczyny w dwójce). Ba - powiada Slaj - Rambo nawet amerykańskich militariów używa sporadycznie i tylko wtedy, kiedy mu przypadkiem w łapy wpadną (jak M-16 w jedynce). Jedyna broń, do której jest przywiązany, to nóż, ewentualnie łuk, i z takim też ekwipunkiem wyrusza na wojnę (w dwójce gubi większość sprzętu podczas skoku spadochronowego; w trójce Araby nie chcą go puścić z bronią więc idzie z partyzanckim sprzętem własnej roboty, typu "niebieskie światło co świeci na niebiesko"). Broni palnej i cięższego sprzętu (typu helikoptery i czołgi) używa wtedy, jeśli mu się takową uda zdobyć na polu walki, i przeważnie jest to broń odebrana przeciwnikowi. Czyli Rambo to przede wszystkim Rambo, samotny wilk osobiście nie pchający się do wypełniania patriotycznych obowiązków, nie identyfikujący się zbytnio z amerykańskim mundurem ani z amerykańskim sprzętem bojowym ("Myślałem, że najskuteczniejszą bronią jest rozum" - mówi Murdockowi na widok tych wszystkich bajeranckich cudów techniki), działający zawsze po swojemu i we własnej sprawie, a jedyną przesłanką za jego niby patriotyzmem jest tyrada wygłoszona pod koniec drugiej części, choć wypowiedziana została w takim kontekście, że trudno załapać na ile Rambo wygłasza ją we własnym imieniu, a na ile w imieniu ogółu zapomnianych przez ojczyznę weteranów, na czele z tymi, których uwolnił. Wiele osób krytykuje ten końcowy monolog Rambo, że patetyczny, ale dla mnie on wygląda na ostatni podryg patriotyzmu Johna: on to mówi z takim uniesieniem, jakby sam już nie wierzył w tą swoją miłość do kraju, po tym jak ów kraj tyle razy próbował go dymać - i to nie tylko jego, ale i pozostawionych na pastwę losu w Wietnamie towarzyszy broni!

-Jak teraz będziesz żył, John?
- Z dnia na dzień.

To jest odpowiedź człowieka pozbawionego złudzeń co do młodzieńczych ideałów, który ma już na wszystko wyjebane.
Ja tam nie wiem na jakiej zasadzie Rambo po tych wszystkich przejściach, tyle razy wydymany przez rząd swojego kraju, odrzucony przez społeczeństwo tego kraju, nie mający tam ani domu, ani żadnej bliskiej osoby (poza Trautmanem), miałby być jeszcze patriotą. W młodości z pewnością był, ale dla mnie jest to ewidentnie przykład bohatera gorzko rozczarowanego tym, w co wierzył, i postępującego już tylko według własnych reguł, a nie reguł swojego rządu, który jako członek amerykańskich sił zbrojnych powinien reprezentować.

Critters - 2012-10-11, 03:56

Król Zombich napisał/a:
A wracając do Rambo to niby taki z niego patriota, a jednak przez większość życia wolał pomieszkiwać z buddyjskimi mnichami w klasztorze, albo łapać węże w Birmie, zamiast wrócić do ukochanej ojczyzny. Do Afganistanu też mu wcale nie było spieszno i jak już postanowił jechać, to nie dla kraju, ale z przyczyn osobistych przecież - żeby odbić kumpla z niewoli.


Tylko, że ten 'kumpel' jest symbolem tego narodu, który go porzucił. W zasadzie to pisałem już nie raz i nie dwa, że Trautman tak naprawdę, zupełnie jak kraj, który reprezentuje - ma w dupie Rambo. W dwójce przychodzi do niego do pierdla bo ma w tym jawny interes, w trójce też ma interes(ochrone własnej dupy) a w jedynce też de facto nie pojawia się aby pomóc Rambo.

Król Zombich napisał/a:
W dwójce olał rządowe rozkazy i zrobił to, co mu sumienie podpowiadało.


Po tym jak wystawiono go na śmierć, ale pamiętajmy, że jednak poleciał tam w interesie kraju. Całe to pytanie 'czy tym razem zwyciężymy?' przecież to jawne odwołanie do swojego narodu/patriotyzmu. Przecież nie mówi o samym sobie bo on jest Rambo - zawsze zwycięża, ale chodzi o zwycięstwo w ogólnym rozrachunku, czyli jednak mu zależy aby jego kraj wygrał.

Król Zombich napisał/a:
to ten w żadnym filmie nie wybierał się na akcję w amerykańskim mundurze


To by w sumie było bez sensu. Przecie Rambo zarówno w dwójce jak i trójce działał 'undercover' na terytorium wroga. Noszenie munduru byłoby bezsensem.

Król Zombich napisał/a:
że w akcji reprezentuje przede wszystkim siebie i swój własny cel, a dopiero w dalszej kolejności Amerykę, której interes realizuje jakby "przy okazji" wypełniania osobistych porachunków (np. odbijania Trautmana w trójce czy ratowania jeńców i mszczenia śmierci dziewczyny w dwójce)


Pierdu - pierdu. Przecież w dwójce ewidentnie jedzie realizować interes kraju, zmienia zdanie dopiero, gdy zostaje wystawiony na śmierć, ale przecież gdyby nie kraj, to tej dziewczyny, którą chciał ratować, wcale by nie poznał. Wątpliwe też aby wykorzystał te szanse aby nawiać z pudła bo przecież był twardzielem i w sumie było mu wszystko jedno ile czasu tam spędzi.

Król Zombich napisał/a:
Rambo nawet amerykańskich militariów używa sporadycznie i tylko wtedy, kiedy mu przypadkiem w łapy wpadną (jak M-16 w jedynce). Jedyna broń, do której jest przywiązany, to nóż, ewentualnie łuk, i z takim też ekwipunkiem wyrusza na wojnę (w dwójce gubi większość sprzętu podczas skoku spadochronowego; w trójce Araby nie chcą go puścić z bronią więc idzie z partyzanckim sprzętem własnej roboty, typu "niebieskie światło co świeci na niebiesko"). Broni palnej i cięższego sprzętu (typu helikoptery i czołgi) używa wtedy, jeśli mu się takową uda zdobyć na polu walki, i przeważnie jest to broń odebrana przeciwnikowi


Wydaje mi się, że to już jest nadinterpretacja i Slajowi się coś po latach odwidziało.
W dwójce ekwipunek gubi a przywiązanie do noża jest oczywiste, ale żeby zaraz uciekać od ekwipunku stanów zjednoczonych, to już dla mnie za dużo. Używa tego, co zdobędzie bo swojej broni z reguły nie posiada, przecież on w zasadzie nic własnego nie posiada...


Król Zombich napisał/a:
nie identyfikujący się zbytnio z amerykańskim mundurem ani z amerykańskim sprzętem bojowym ("Myślałem, że najskuteczniejszą bronią jest rozum" - mówi Murdockowi na widok tych wszystkich bajeranckich cudów techniki),


No, ale to też jest raczej pogląd anty technologiczny a nie brak identyfikacji z amerykańskim sprzętem bojowym. Rambo to żołnierz starej daty, nauczony zabijać tradycyjnymi metodami i siedzenie za kontrolkami jak jakiś nerd jest dla niego śmieszne i tym pogardza. W końcu to wojownik a nie biurokrata. Właśnie w to uderza w dwójce Berkoff próbując złamać Johna gadką o tym jacy są podobni i o tym, że jego rząd i jego wysłannicy mają go w dupie, czego przykładem jest Napier, który zza biurka chyba wogóle nie wyjrzał w całej swej militarnej karierze.

Rambo to ogólnie samolub i odludek. Sam fakt, że osrał rodzinę, nie utrzymywał żadnego kontaktu z ojcem(łaskawie wrócił do domu w czwórce a wcześniej dał Julie Benz do zrozumienia, że nawet nie wie, czy jego ojciec jeszcze żyje) sprawia, że ciężko o nim powiedzieć, że jest do czegoś naprawdę przywiązany. Ogólnie jakby tak podsumować i przeanalizować jego postać, to kawał z niego cwela. On ogólnie wszelkie wartości ma w dupie, ale jeśli przywiązanie do czegoś mu się ostało to właśnie do kraju. Nie wiem na ile w czwórce jeszcze czuje do niego przywiązanie, po tym wszystkim, ale jednak bezinteresownie pomaga amerykanskiej dziewczynie, którą ledwo co poznał. Ciekaw jestem, czy postąpił by tak samo gdyby sprawa dotyczyła Birmańskich medyków a nie krajanów, ale to pytanie, na które zapewne nigdy nie poznamy odpowiedzi.

Przemo - 2012-10-11, 10:07

Critters napisał/a:
Tylko, że ten 'kumpel' jest symbolem tego narodu, który go porzucił.

Rambo raczej nie obchodzi czego Trautman jest symbolem, jest do niego przywiązany jak do mistrza, który go szkolił. A mistrza jaki by nie był trzeba chronić, bo m.in. na to został 'zaprogramowany' John.
Critters napisał/a:
Po tym jak wystawiono go na śmierć, ale pamiętajmy, że jednak poleciał tam w interesie kraju. Całe to pytanie 'czy tym razem zwyciężymy?' przecież to jawne odwołanie do swojego narodu/patriotyzmu.

Akurat ten dialog ma bardzo osobisty wydźwięk, więc ja to zawsze rozumiałem jako Rambo pytającego Trautmana czy to ONI zwyciężą, tj on i Trautman, w intencji czy zwycięży wreszcie dobra sprawa, za którą walczyli w Wietnamie. Walczyli oczywiście za kraj, ale przecież nie tylko, "na wojnie obowiązywał kodeks honorowy, ja pilnuję ciebie a ty mnie - tu nie ma nic" i dlatego miało to coraz mniejszy związek z patriotyzmem, John szedł własną ścieżką, co pokazał w jedynce. Patriotyzm jest tutaj rozumiany bardzo szczególnie i w zasadzie już nim nie jest, skoro po powrocie do kraju była "wojna przeciw tym co wrócili". No i w dwójce Rambo wychodzi z paki, żeby móc wreszcie wziąć sprawy w swoje ręce, wrócić do gry, bo tylko to potrafi.
Critters napisał/a:
rzecież w dwójce ewidentnie jedzie realizować interes kraju, zmienia zdanie dopiero, gdy zostaje wystawiony na śmierć,

Rambo kładzie chuj na rozkazy już w momencie dotarcia do obozu dlatego odbija jeńców, ba, on wie doskonale co zrobi od początku i gdy pyta Napiera "Mam ich tam zostawić?" już czuć napięcie. I Robi tak dlatego, że cały czas realizuje własną sprawę, bo Rambo walczy za dobro ogólnie, jedzie odbić rodaków, którzy też wierzyli w kraj i dostali za to po piździe - o czym mniej więcej jest mowa na samym końcu filmu.
Critters napisał/a:
przecież gdyby nie kraj, to tej dziewczyny, którą chciał ratować, wcale by nie poznał.

Raczej nie poznałby jej gdyby nie wojna.
Critters napisał/a:
Rambo to ogólnie samolub i odludek. Sam fakt, że osrał rodzinę, nie utrzymywał żadnego kontaktu z ojcem

Bardziej samotnik i odludek. Jego kontakty rodzinne to osobna kwestia, nikt się na tym aspekcie przy filmie nie skupiał, Rambo zawsze miał swoje powody i biorąc pod uwagę to w jakiej wierze działał miał zwykle rację. Widocznie mu się w tej chacie nie przelewało, skoro pojechał tam dopiero po Birmie.
Critters napisał/a:
On ogólnie wszelkie wartości ma w dupie, ale jeśli przywiązanie do czegoś mu się ostało to właśnie do kraju.

No właśnie nie wszelkie, Rambo gloryfikuje tylko najważniejsze wartości, jak przyjaźń, przywiązanie do tych, którzy się liczą. A tymi byli tylko członkowie oddziału w tym Trautman, toteż Rambo jedzie odbić jeńców w dwójce. Kraj odgrywa w tym cholernie drugorzędne znaczenie, bo zawsze jak tylko kraj dochodzi do głosu Rambo zbiera cięgi o czym on doskonale wie.
Critters napisał/a:
Ogólnie jakby tak podsumować i przeanalizować jego postać, to kawał z niego cwela.

O japierdole, w życiu bym się nie spodziewał że nazwiesz Johna cwelem :-| Kurwa, John jest bohaterem :!:

Critters - 2012-10-11, 16:25

Przemo napisał/a:
Rambo raczej nie obchodzi czego Trautman jest symbolem, jest do niego przywiązany jak do mistrza, który go szkolił. A mistrza jaki by nie był trzeba chronić, bo m.in. na to został 'zaprogramowany' John.


Bardziej chodzi mi o wydźwięk ogólny aniżeli to co myśli Rambo(tego przecież na 100% nie wiemy). Mówisz Trautman, myślisz Armia USA. A przysyłają akurat jego bo Johna zna, czyli krótko mówiąc, w znacznym sensie go wykorzystują a on się na to bez problemu godzi. Reprezentuje kraj i w przeciwieństwie do Rambo, nie łamie przepisów.
Ktoś mu bronił zajebać w helikopterze kolesiowi, który w niego wycelował i nakazał odwrót? Nie, Trautman zawsze ulega presji i wykonuje rozkazy, jest on wybitnie symbolem tego kraju w znaczeniu całej serii.


Przemo napisał/a:
A mistrza jaki by nie był trzeba chronić, bo m.in. na to został 'zaprogramowany' John.


A jednak odmawia, choć wie co może spotkać jego mistrza.


Przemo napisał/a:
Akurat ten dialog ma bardzo osobisty wydźwięk, więc ja to zawsze rozumiałem jako Rambo pytającego Trautmana czy to ONI zwyciężą, tj on i Trautman, w intencji czy zwycięży wreszcie dobra sprawa, za którą walczyli w Wietnamie.


A ja z kolei właśnie odwrotnie to rozumiałem, zwłaszcza, że w czasach Wietnamu to Rambo był jeszcze patriotą pełną gębą. A w Wietnamie walczyli przecież wyłącznie w interesie kraju a nie przyjaciół. W interesie kraju tam pojechali i doskonale zdawali sobie z tego sprawę.

Przemo napisał/a:
Rambo kładzie chuj na rozkazy już w momencie dotarcia do obozu dlatego odbija jeńców, ba, on wie doskonale co zrobi od początku i gdy pyta Napiera "Mam ich tam zostawić?" już czuć napięcie. I Robi tak dlatego, że cały czas realizuje własną sprawę


Nie zgadzam się. John realizuje w pełni sprawę kraju dopóki nie zostaje zdradzony, spotyka się ze swoim kontaktem i podąża wedle rozkazu. Nie spodziewa się też, że zostanie wystawiony. Uwalnia jednego jeńca i mają razem wracać do bazy, tylko, że wtedy helikopter odlatuje i zostawia go na pastwę losu i to w moim przekonaniu zaważa na jego decyzji. Poza tym, podczas przesłuchania mógł sprzedać Berkoffowi swoje rozkazy, przecież wystawił go jego bezpośredni przełożony - Napier a nie żaden jego kumpel. A jednak John mimo wszystko traktuje Murdocha jako przedstawiciela ukochanej ojczyzny, zwierzchnika wojskowego. Z tego samego powodu nie zabija go pod koniec, choć widać, że ma na to wyraźną ochotę. Respekt i szacunek wobec kraju zwyciężają.


Przemo napisał/a:
Raczej nie poznałby jej gdyby nie wojna


Tam już nie ma żadnej wojny. Poznał ją poprzez misję, na którą wysłała go ojczyzna. Kto wie, może nawet ktoś mu specjalnie dupę przydzielił :-)

Przemo napisał/a:
Bardziej samotnik i odludek. Jego kontakty rodzinne to osobna kwestia, nikt się na tym aspekcie przy filmie nie skupiał, Rambo zawsze miał swoje powody i biorąc pod uwagę to w jakiej wierze działał miał zwykle rację. Widocznie mu się w tej chacie nie przelewało, skoro pojechał tam dopiero po Birmie.


Wątpie by się przelewało, ale chodzi bardziej o brak więzi z rodziną. Jakby nie patrzeć nie jest to w żadnej części wyjaśnione, co każe nam interpretować to jednoznacznie - John osrał rodzinę bo jego czyny jednoznacznie o tym świadczą.

Przemo napisał/a:
No właśnie nie wszelkie, Rambo gloryfikuje tylko najważniejsze wartości, jak przyjaźń, przywiązanie do tych, którzy się liczą. A tymi byli tylko członkowie oddziału w tym Trautman, toteż Rambo jedzie odbić jeńców w dwójce. Kraj odgrywa w tym cholernie drugorzędne znaczenie, bo zawsze jak tylko kraj dochodzi do głosu Rambo zbiera cięgi o czym on doskonale wie.


Ludzie to kraj. W tym przypadku zawodowi żołnierze, tu nie ma przypadku. Jedno = drugie. A przywiązania do Trautmana oczywiście nie neguję, ale jak już wcześniej pisałem - Trautman jest sybmbolem tego kraju, który rucha Rambo w dupę przez cały czas.

Przemo napisał/a:
O japierdole, w życiu bym się nie spodziewał że nazwiesz Johna cwelem Kurwa, John jest bohaterem


Nie ja osobiście, tylko tak trochę wychodzi z analizy jego wszelkich poczynań. Cwel to akurat złe słowo, ale 'chuj' już chyba lepsze :-)

Przemo - 2012-10-11, 19:07

Critters napisał/a:
Bardziej chodzi mi o wydźwięk ogólny aniżeli to co myśli Rambo(tego przecież na 100% nie wiemy). Mówisz Trautman, myślisz Armia USA.

Oglądając film każdy może oczywiście to odbierać po swojemu, ale ostatecznie liczy się najbardziej to, że dla Johna Trautman był jak jedyna rodzina, to z filmu akurat wiadomo.
Critters napisał/a:
A przysyłają akurat jego bo Johna zna, czyli krótko mówiąc, w znacznym sensie go wykorzystują a on się na to bez problemu godzi. Reprezentuje kraj i w przeciwieństwie do Rambo, nie łamie przepisów.

Postać Trautmana ma właśnie tą lukę, że Trautman się do końca nigdy nie poświęcał bo nie był taki jak Rambo. Tzn John to młody buntownik, który nie ma nic do stracenia, a Trautman wyżej postawiony gość, który pewnych granic jednak nie przekracza, wie że i tak nie wygra.
Critters napisał/a:
Ktoś mu bronił zajebać w helikopterze kolesiowi, który w niego wycelował i nakazał odwrót? Nie, Trautman zawsze ulega presji i wykonuje rozkazy, jest on wybitnie symbolem tego kraju w znaczeniu całej serii.

Wyglądało na to, że mógłby to nawet zrobić ale właśnie przystawili mu w śmigłowcu giwerę i miał tyle do gadania że mógł albo zarobić kulkę albo nie. Dlatego nie strugał bohatera i się z nikim nie szarpał. Presji raczej nie uległ, bo chciał przecież dobrze.
Critters napisał/a:
A jednak odmawia, choć wie co może spotkać jego mistrza.

Kiedy odmawia, w trójce? Odmawia tylko na początku, bo ma swoje powody: Trautman chce lecieć na akcję, bo taką ma w tej chwili bajkę, dla Johna "wojna się skończyła". Z resztą czego oczekiwać. John mieszka w wiosce i nadstawia dupy za świątynię, która jest teraz dla niego domem, napierdala się w ciężkich walkach i oddaje chajs mnichom. Wpada nagle Trautman i chce żeby ktoś z nim leciał, bo ma taką zachciankę. Tutaj ich drogi się rozchodzą, bo taka jest kolej rzeczy, Rambo przecież za nim nie będzie biegał, bo to nie jest chłopak na telefon. Zasady dają o sobie znać dopiero, kiedy Trautmana łapią Ruscy i wtedy Rambo jedzie go ratować w imię starej przyjaźni, ponieważ dopiero teraz Trautman ma prawdziwe kłopoty.
Critters napisał/a:
zwłaszcza, że w czasach Wietnamu to Rambo był jeszcze patriotą pełną gębą. A w Wietnamie walczyli przecież wyłącznie w interesie kraju a nie przyjaciół. W interesie kraju tam pojechali i doskonale zdawali sobie z tego sprawę.

Tak na prawdę to chuj wie jak było do końca. Wiadomo tylko, że respektu dla swoich ziomków Rambo nauczył się na wojnie. Chciał dobrze dla kraju, wiadomo, ale zebrał za to równo i o tym też wiedział.
Critters napisał/a:
Nie zgadzam się. John realizuje w pełni sprawę kraju dopóki nie zostaje zdradzony, spotyka się ze swoim kontaktem i podąża wedle rozkazu. Nie spodziewa się też, że zostanie wystawiony. Uwalnia jednego jeńca

Ale zanim zostaje wystawiony łamie rozkaz i wchodzi na teren obozu. Misją Rambo jest zrobić zdjęcia obozu i nic więcej - ma potem spierdalać z powrotem. Akcja zostaje odwołana, bo John nie słucha przełożonych od samego początku, widzi obóz i sam mówi że ma dość rozkazów, więc wchodzi do środka. Śmigłowiec odlatuje po komunikacie, że Rambo kogoś znalazł, bo wszystko było ustawione tak, że obóz miał być pusty i nagle plan Napiera się rozjebuje.
Critters napisał/a:
Poza tym, podczas przesłuchania mógł sprzedać Berkoffowi swoje rozkazy, przecież wystawił go jego bezpośredni przełożony - Napier a nie żaden jego kumpel. A jednak John mimo wszystko traktuje Murdocha jako przedstawiciela ukochanej ojczyzny, zwierzchnika wojskowego

A skąd. John nie chce nikogo sprzedać, bo to honorowy facet. Chuj, że go zdradzili, Rambo nie zniża się do ich poziomu i nie wystawia nikogo, bo on z żadnymi ruskimi kutasami nie będzie nic negocjował. Nawiązuje łączność tylko po to żeby powiedzieć Napierowi, że po niego idzie i to wszystko.
Critters napisał/a:
Z tego samego powodu nie zabija go pod koniec, choć widać, że ma na to wyraźną ochotę. Respekt i szacunek wobec kraju zwyciężają.

John nie zabija go, bo to wbrew zasadom - Rambo nie jest mordercą, który rozpierdoli typa w bazie wojskowej z zimną krwią, za co go będą sądzić - on zabija tylko na wojnie/misji. Za taką akcję dostałby przecież od razu krzesło. W jedynce też nikt nie ginie, są tylko ranni.
Critters napisał/a:
Tam już nie ma żadnej wojny. Poznał ją poprzez misję, na którą wysłała go ojczyzna. Kto wie, może nawet ktoś mu specjalnie dupę przydzielił

Aktualnie nie ma, ale gdyby nie wojna nie byłoby żadnych jeńców do odbicia, misja jest konsekwencją minionych działań wojennych. Tamta wojna z resztą nigdy się dla Johna nie skończyła, bo jak wiadomo "Nothing is over!" :)
Critters napisał/a:
Wątpie by się przelewało, ale chodzi bardziej o brak więzi z rodziną. Jakby nie patrzeć nie jest to w żadnej części wyjaśnione, co każe nam interpretować to jednoznacznie - John osrał rodzinę bo jego czyny jednoznacznie o tym świadczą.

Dlatego, że kwestia nie jest jasna nie posuwałbym się do oskarżenia o butne wysranie się na rodzinę przez Rambo, może to rodzina wysrała się na niego jak oznajmił że idzie do woja albo na wojnę. Zawsze dla mnie było jasne tylko to, że John widocznie nie ma do czego wracać - fakt że jest jeszcze jakieś ranczo z nazwiskiem Rambo to my poznajemy dopiero w IV - John w First Blood jeździ tylko po świecie i szuka kumpli. W końcu on "nie umie żyć w cywilu".
Critters napisał/a:
Ludzie to kraj. W tym przypadku zawodowi żołnierze, tu nie ma przypadku. Jedno = drugie.

Dzieje wojny w Wietnamie pokazały na tym konkretnym przykładzie filmów o Rambo, że to nie działa w dwie strony. Bo ludzie walczyli za kraj a ten kraj się później na nich wypiął. Historia jest tak opowiedziana, że bohaterowie, którzy wracają z piekła zostają potraktowani jak śmiecie (a część jeńców dalej gnije za linią wroga, kiedy wojna już dawno minęła). Że kraj nimi manipuluje i że wojna jest chujowa. Ale na misji dla oddziału liczą się też wartości dla nich najważniejsze, stają się dla siebie rodziną, bo giną za siebie. Tyle wynika z seryjki.
Critters napisał/a:
Trautman jest sybmbolem tego kraju, który rucha Rambo w dupę przez cały czas.

Tylko że Rambo tego tak nie postrzega.
Critters napisał/a:
Nie ja osobiście, tylko tak trochę wychodzi z analizy jego wszelkich poczynań. Cwel to akurat złe słowo, ale 'chuj' już chyba lepsze

Ani jedno ani drugie, po prostu twardy facet z zasadami, który ma jak każdy swoje mocne i słabe strony. A z jego poczynań to wynika raczej coś odwrotnego, skoro błąka się po świecie, bo ojczyzna go odtrąciła i szuka przyjaciół z oddziału, z którymi się zżył. To dobry człowiek, któremu inni nie dają spokoju, dlatego dochodzi nagle do mega konfliktu - on sam "nic nie zrobił", "to oni przelali pierwszą krew".

Critters - 2012-10-11, 19:49

Przemo napisał/a:
ale ostatecznie liczy się najbardziej to, że dla Johna Trautman był jak jedyna rodzina, to z filmu akurat wiadomo.


Trochę hiperbolizujesz. Czy jedyna rodzina, to nie wiemy, nigdy ta kwestia nie jest poruszana a do tego bardziej mentor, zwierzchnik, przyjaciel niż 'rodzina'. John zawsze traktował go z szacunkiem, ale z tą rodziną, to bez przesady :)

Przemo napisał/a:
Tzn John to młody buntownik, który nie ma nic do stracenia, a Trautman wyżej postawiony gość, który pewnych granic jednak nie przekracza, wie że i tak nie wygra.


No Rambo do stracenia ma wiele - wolność i życie. Dwie największe wartości :) A co do Trautmana, to wracamy znowu do tego co pisałem, czyli, że ma Rambo w dupie generalnie rzecz biorąc. Rambo by dla niego zrobił wszystko a on dla niego nic. Przypomina sobie o nim, gdy jest potrzebny, też mi się wydaje, że w dużej mierze dzięki Rambo Trautman zdobywał kolejne gwiazdki. Kiedy jednak sam miał szansę zaryzykować dla Johna, wtedy w helikopterze - nie zrobił tego. A wtedy akurat mógł wygrać.

Przemo napisał/a:
ale właśnie przystawili mu w śmigłowcu giwerę i miał tyle do gadania że mógł albo zarobić kulkę albo nie. Dlatego nie strugał bohatera i się z nikim nie szarpał. Presji raczej nie uległ, bo chciał przecież dobrze.


No uległ presji ewidentnie bo jak mu klamke przystawili, to sie przestraszył, że go sprzątną. Taki z niego dobry żołnierz i nie mógł sobie poradzić z typem? Zwłaszcza, że tą broń to mu przystawiono tak poniekąd 'od niechcenia' żeby nie fikał. Przecież wiadomo, że bez względu na wszystko by go nie zastrzelili. To armia a nie wróg, Johna mogli nie uratować, ale z zabójstwa wysokiego rangą żołnierza nikt by się tam nie wytłumaczył i nie sądzę żeby ktokolwiek wogóle chciał to robić.

Przemo napisał/a:
Kiedy odmawia, w trójce? Odmawia tylko na początku, bo ma swoje powody: Trautman chce lecieć na akcję, bo taką ma w tej chwili bajkę, dla Johna "wojna się skończyła".


No, ale odmawia. I nie ma tu żadnej bajki. John wie, że Trautman może zginąć, widzi też, że kierują nim szlachetne pobudki a na misję jedzie tym razem osobiście, co do niego kompletnie niepodobne. Jakby był takim kumplem to nie zostawiłby go samego już na początku, tymbardziej, że jak podkreślam, to Trautman ruszał na misję osobiście z narażeniem życia a nie szukał 'murzyna', który wyruszy za niego.


Przemo napisał/a:
Nawiązuje łączność tylko po to żeby powiedzieć Napierowi, że po niego idzie i to wszystko.


W sumie, to nawiązanie łączności jest tylko pretekstem do udanej próby ucieczki.
Natomiast, to, że nikogo nie będzie sprzedawał, to jest właśnie honor wobec kraju/ojczyzny bo to najwyższa wartość. Godność Johna jest związana z tym krajem dlatego nie chce wystawiać jego przedstawicieli, mimo, że podłych. Nie zapominajmy, że to ten kraj go ukształtował na taką osobę jaką jest.

Przemo napisał/a:
John nie zabija go, bo to wbrew zasadom - Rambo nie jest mordercą, który rozpierdoli typa w bazie wojskowej z zimną krwią, za co go będą sądzić - on zabija tylko na wojnie/misji. Za taką akcję dostałby przecież od razu krzesło. W jedynce też nikt nie ginie, są tylko ranni.


W jedynce ginie zastępca szeryfa, ranni są, ale np to że Dennehy zostaje tylko ranny nie jest żadną zasługą Johna. Rambo na posterunku napierdala na oślep przez sufit, równie dobrze Brian mógłby dostać headshota i była by kolejna ofiara.

A co do sądzenia i krzesła, to jak sam zauważyłeś - Rambo jest buntownikiem, który ma wyjebane. No i absolutnie nie zgadzam się z kwestią Napiera. Dla mnie to jest ewidentnie przez szacunek do kraju. Nie ma czegoś takiego jak 'bo to nie zgodne z zasadami' - Rambo ma w dupie zasady. Napier wsadził go na najbardziej kurewska minę, na jaką się dało. Zrobił to celowo i z premedytacją. Widać było, że John chce go zajebać, ale nie zrobi tego ze względu na szacunek do ojczyzny, do munduru.

Przemo napisał/a:
Dzieje wojny w Wietnamie pokazały na tym konkretnym przykładzie filmów o Rambo, że to nie działa w dwie strony. Bo ludzie walczyli za kraj a ten kraj się później na nich wypiął. Historia jest tak opowiedziana, że bohaterowie, którzy wracają z piekła zostają potraktowani jak śmiecie (a część jeńców dalej gnije za linią wroga, kiedy wojna już dawno minęła). Że kraj nimi manipuluje i że wojna jest chujowa. Ale na misji dla oddziału liczą się też wartości dla nich najważniejsze, stają się dla siebie rodziną, bo giną za siebie. Tyle wynika z seryjki.


No tyle wynika z filmu bo w rzeczywistości wielu weteranów było witanych jak najwięksi bohaterowie(patrz Devane i Tommy Lee Jones w Rolling Thunder). Z filmu niewiele wynika odnośnie wojny. Jej temat nie jest jakoś szczególnie poruszany. Pewne jest jedno - John wyruszył na wojne bo chciał dobrze dla kraju, z tej wojny wrócił i chyba nawet jakieś odznaczenia zdobył nie? Kumple to inna rzecz, ale skoro w Wietnamie poznał Trautmana, który był jego dowódcą i sie tam skumplowali, to chyba ten stosunek rządu względem jego osoby nie mógł być tak chujowy. Pierwszy raz odrzucenia John doznaje nie od armii, nie od rządu a od ludności małego miasteczka.

Przemo napisał/a:
To dobry człowiek, któremu inni nie dają spokoju, dlatego dochodzi nagle do mega konfliktu - on sam "nic nie zrobił", "to oni przelali pierwszą krew".


Absolutnie nie. On jest niestabilnym psychicznie weteranem wojennym, który przybywa do małego miasteczka odnaleźć kumpla z oddziału. Dowiaduje się, że kumpel zmarł i tyle. W tym momencie spotyka szeryfa, który osobiście darzy go nawet pewną sympatią, ale jako głowa prawa w tym mieście, zna mieszkańców i wie, że jeżeli Rambo tam zostanie, to zaczną się kłopoty. Życzliwie podwozi go i daje wskazówki jak dojśc dalej, ale Rambo go osrywa i wraca, czym sam sprawia sobie kłopoty. Po chuj wraca do miejsca gdzie go nie chcą? Przecież już nie ma tam czego szukać. Chyba tylko z czystej złośliwości i zacięcia. No to zaczynają sie jego kłopoty a do tego to on zabija pierwszy, sam prowokuje aby polowali na niego jak na zwierzynę.

Phineas - 2012-10-11, 22:42

Critters napisał/a:
gość ani nie straszy posturą bo jest kurduplowaty ani groźnym wyrazem twarzy bo wygląda mega pociesznie

No w sumie Franco i tak miał mega szczęście, że wogóle załapał się do kilku dobrych filmów. Arnold nie należał do ludzi nazbyt przyjacielskich i wylewnych, ale kiedy trzeba było to wstawił się za swoim przyjacielem kulturystą. Pomógł też swego czasu Lou Ferringo - który to właśnie dzięki niemu dostał robotę do mega chujowego serialu pt HULK. Lou grał oczywiście fatalnie i wyglądał jeszcze gorzej. Ale dla Lou jako jeszcze słabszego od Franco aktora to był też początek filmowej, że tak się wyrażę - kariery. Na tle ich gry aktorskiej nawet i Arnold to isnty Marlon Brando 8-) Lou Ferinngo też sympatyczny tak jak Columbu. Mają jednak tą cechę, że są słabymi aktorami.

Jeśli idzie o Columbu to talnetów miał wiele - z tym, że aktorstwo należało do tych najsłabszych zajęć jakimi się parał.

Oto jego najważniejsze umiejętności:
- bokser - jeszcze przed zaprzyjaźnieniem się a Arnim i zajmowaniem się kulturystyką Franco był miejscowym (na Sardyni) ulicznym zabijaką. Był tak dobry, że doszedł do mistrza w boksie. Aż ciężko uwierzyć, że tak sympatyczny kolo mógł tak się napierdalać.

- kulturysta - w tej dziedzie też osiągnął wszystko bo est posiadaczem Mr.Olympia (wyżej się nie da). Ciekawostka - nikt nie dawał mu szans w tej materii.

- strong-man - wówczas tak to się nie nazywało - ale w latach 70 Franco zdobył tytuł najsilniejszego człowieka świata. Jego rekordy do dziś budzą podziw.

- medycyna - zajebisty chiropraktyk (dr), dietetyk, trener. Pomagał wielu aktorom i jak znam życie to ustawiał im cykle sterydowe. Podobno Burt Reynolds nawet był jego klientem.

Reasumując Franco to spoko koleś i niestety tylko przeciętny aktor bez większych rokowań na poważne role. Z tego co wiem to podobno gdzieś w Europie kreci obecnie jakieś serial sensacyjny ze sobą w roli głównej. Jest tam jakimś maczo-gliną walczącym z mafią czy coś w ten deseń. Nie widziałem tego, ale nie żałuję.

Przemo - 2012-10-11, 23:26

Critters napisał/a:
Trochę hiperbolizujesz. Czy jedyna rodzina, to nie wiemy, nigdy ta kwestia nie jest poruszana a do tego bardziej mentor, zwierzchnik, przyjaciel niż 'rodzina'. John zawsze traktował go z szacunkiem, ale z tą rodziną, to bez przesady :)

Ich więzi ewidentnie się zacieśniają w First Blood, gdy John mu się wypłakuje na ramieniu. Dzieje się tak po części dlatego, że John nie ma już absolutnie nikogo, jest samotny, opuszczony, sam przeciw wszystkim. I jedyny gość którego szanuje, którego też przecież szukał w Forcie to Trautman. Dlatego, że film marginalizuje temat rodziny Rambo, wynika z tego moim zdaniem fakt, że jego rodziną było wojsko - w momencie gdy cały oddział gryzie glebę zostaje już tylko Trautman, któremu John ufa i dlatego się poddaje.
Critters napisał/a:
No Rambo do stracenia ma wiele - wolność i życie. Dwie największe wartości :)

Dwie największe wartości na których nigdy mu nie zależało :) Rambo nigdy się nie bał ani pudła ani obozu, a i utrata życia zawsze była czymś drugorzędnym, bo dla niego życiem było wypełnić misję do końca. Sam Trautman mówił, że Rambo "jeśli trzeba będzie zginie, bez trwogi i żalu".
Critters napisał/a:
Taki z niego dobry żołnierz i nie mógł sobie poradzić z typem?

Widocznie na starość zdziadział. Jak dla mnie ewidentnie było widać że próby kombinowania skończyłyby się dla niego szybko.
Critters napisał/a:
Przecież wiadomo, że bez względu na wszystko by go nie zastrzelili. To armia a nie wróg, Johna mogli nie uratować, ale z zabójstwa wysokiego rangą żołnierza nikt by się tam nie wytłumaczył i nie sądzę żeby ktokolwiek wogóle chciał to robić.

Moim zdaniem mogli go spokojnie sprzątnąć, ale wygodniej było oczywiście żeby do tego nie doszło. Przecież ta akcja od początku cuchnęła, skoro ją ustawiono, tam nikt nie grał czysto. Wystarczyło powiedzieć że Trautman dostał przypadkowego headhota od wietnamców z dołu, ciało wyrzuciliby ze śmigłowca i wszystko na temat. Niemniej, sporo zachodu i ryzyko, że ktoś będzie węszył.
Critters napisał/a:
No, ale odmawia. I nie ma tu żadnej bajki. John wie, że Trautman może zginąć, widzi też, że kierują nim szlachetne pobudki a na misję jedzie tym razem osobiście, co do niego kompletnie niepodobne. Jakby był takim kumplem to nie zostawiłby go samego już na początku, tymbardziej, że jak podkreślam, to Trautman ruszał na misję osobiście z narażeniem życia a nie szukał 'murzyna', który wyruszy za niego.

Jak już pisałem wcześniej, miał pełne prawo mu odmówić. Trautman chciał jechać na misję a John nie, Trautman miał jeszcze swoją wojnę, pokazał kilka zdjęć, a Rambo w tą sprawę po prostu nie wierzył, bo była to kropla w morzu takich akcji. Także, John nie tyle odmawia osłaniania dupska Trautmana, co udziału w kolejnych operacjach tego typu, bo ma ich dosyć. Kiedy jednak trzeba faktycznie pomóc kumplowi, bo robi się gorąco i Trautmana życie wisi na włosku, Rambo się nie waha.
Critters napisał/a:
Natomiast, to, że nikogo nie będzie sprzedawał, to jest właśnie honor wobec kraju/ojczyzny bo to najwyższa wartość.

Honor to honor, w swoim najbardziej pierwotnym zarodku jest jeden i odnosi się do całego życia. Rambo po prostu taki był, że nie szedł na kompromisy.
Critters napisał/a:
W jedynce ginie zastępca szeryfa, ranni są, ale np to że Dennehy zostaje tylko ranny nie jest żadną zasługą Johna. Rambo na posterunku napierdala na oślep przez sufit, równie dobrze Brian mógłby dostać headshota i była by kolejna ofiara.

Zastępcy szeryfa nie liczę, bo poleciał ze śmigłowca poniekąd przez przypadek. Rambo tylko się bronił przed śmigłowcem ostrzeliwującym go, gdy uciekał. "Zginął człowiek, ale to nie moja wina". Odnośnie szeryfa, walił do niego przez sufit ale raz że był świetlik a dwa, że John doskonale słyszał gdzie Dennehy stawia kolejne kroki. Niemniej farta też w tym trochę było, choć Rambo jest kreowany na takiego profesjonalistę w zdejmowaniu ludzi, że rzeczywistość się tu trochę nagina. Film natomiast wyraźnie eksponuje, iż "mieliście cholerny fart że nie zabił was wszystkich", bo i John zabijać z premedytacją nie chciał, taki miał charakter.
Critters napisał/a:
A co do sądzenia i krzesła, to jak sam zauważyłeś - Rambo jest buntownikiem, który ma wyjebane. No i absolutnie nie zgadzam się z kwestią Napiera. Dla mnie to jest ewidentnie przez szacunek do kraju. Nie ma czegoś takiego jak 'bo to nie zgodne z zasadami' - Rambo ma w dupie zasady. Napier wsadził go na najbardziej kurewska minę, na jaką się dało. Zrobił to celowo i z premedytacją. Widać było, że John chce go zajebać, ale nie zrobi tego ze względu na szacunek do ojczyzny, do munduru.

Ma wyjebane ale nie na wszystko, kilka podstawowych zasad, choćby i nauczył się ich w wojsku, jednak miał. Z resztą klimat misji był jasny jak słońce. John leciał na akcję jako tajniak, wiedział że to może być bilet w jedną stronę i że rząd w którymś momencie może go kopnąć w dupę. Nie był kimś zajebiście ważnym, tylko kryminalistą, którego wylosował komputer jako że znał teren. Ale wkurwić się jak najbardziej miał prawo, więc pokazał że ma w dupie rządowe sprzęty, papierki i inne gówna, zdemolował biuro jak chciał. Bohater nie może zabić oficera na służbie, bo jest bohaterem :) Kwestie patriotyczne filmik rozwiewa akurat pod innym kątem i to dzięki akcjom Napiera motywy patriotyczne zostają zdyskwalifikowane jako rządzącymi poczynaniami Johna - Rambo ma tylko siebie (nie licząc Trautmana ale dwójka nie stawia na relacje między nimi), żadna ojczyzna go nie chroni.
Critters napisał/a:
No tyle wynika z filmu bo w rzeczywistości wielu weteranów było witanych jak najwięksi bohaterowie(patrz Devane i Tommy Lee Jones w Rolling Thunder). Z filmu niewiele wynika odnośnie wojny. Jej temat nie jest jakoś szczególnie poruszany. Pewne jest jedno - John wyruszył na wojne bo chciał dobrze dla kraju, z tej wojny wrócił i chyba nawet jakieś odznaczenia zdobył nie? Kumple to inna rzecz, ale skoro w Wietnamie poznał Trautmana, który był jego dowódcą i sie tam skumplowali, to chyba ten stosunek rządu względem jego osoby nie mógł być tak chujowy. Pierwszy raz odrzucenia John doznaje nie od armii, nie od rządu a od ludności małego miasteczka.

Dostał odznaczenia, ale wygląda na to że nic dobrego go ponadto nie spotkało. Kwestie rządu w pewnym sensie porusza jedynka - Rambo błąka się po świecie jak wyrzutek, tak jakby wrócił do miejsca, w którym go nie chcą. Ameryka nagle sama w sobie okazuje się wroga zamiast przyjazna - sami przedstawiciele prawa (szeryf) dają mu do zrozumienia żeby szedł jak najdalej. W dwójce temat rusza bardziej - tu już ewidentnie widać jakie przekręty odchodzą w biurach rządowych, że za haniebnymi występkami stoją ludzie posadzeni na wysokich krzesłach. Że patrioci gniją w obozach i ma się ich w dupie, a akcje które są organizowane to tylko przykrywki, mające uspokoić opinię publiczną.
Critters napisał/a:
Pierwszy raz odrzucenia John doznaje nie od armii, nie od rządu a od ludności małego miasteczka.

Pierwszego odrzucenia John doznał na lotnisku po powrocie z wojny, mówił w jedynce że ludzie pluli mu na mundur.
Critters napisał/a:
On jest niestabilnym psychicznie weteranem wojennym, który przybywa do małego miasteczka odnaleźć kumpla z oddziału.

Ma traumę po wojnie jak każdy były jeniec, to wszystko. Fakt, że dostaje szału wynika z tego jak go potraktowała banda małomiasteczkowych gliniarzy w piwnicy komisariatu, przecież to zielony beret, któremu robią w jakiejś norze drugi Wietnam, co świetnie podkreślają przebitki z obozu. No i czara się przechyla, Rambo traci kontrolę, bo każdy na jego miejscu odszedłby od zmysłów. Tak się właśnie traktuje najgorszych cweli, że się ich pałuje a potem leje z węża wodą. Widok brzytwy w rękach gościa który się cieszy jak dałn waląc aluzją że mu "nie chce poderżnąć gardła" to już było za dużo.
Critters napisał/a:
W tym momencie spotyka szeryfa, który osobiście darzy go nawet pewną sympatią, ale jako głowa prawa w tym mieście, zna mieszkańców i wie, że jeżeli Rambo tam zostanie, to zaczną się kłopoty

Niemniej Rambo nie łamie prawa przebywając w miasteczku. W ten sposób wywoziliby go z każdej małej nory w Stanach, co jest śmieszne i dlatego Rambo olewa wreszcie to, że prawo olewa jego. On chciał tylko coś zjeść.
Critters napisał/a:
Po chuj wraca do miejsca gdzie go nie chcą?

Bo jego nigdzie nie chcieli. Dlatego Rambo się sprzeciwia i dobrze robi, ileż można uciekać.
Critters napisał/a:
a do tego to on zabija pierwszy, sam prowokuje aby polowali na niego jak na zwierzynę.

Śmierć zastępcy jak już mówiłem bardziej wypadek, do którego dochodzi podczas samoobrony. To posterunkowi wywołują wilka z lasu gnojąc gościa w piwnicy, tylko dlatego że mogą. Właśnie tacy są gliniarze. I za to dostają po piździe - biorąc pod uwagę jak John jest traktowany przez całe otoczenie w jedynce tj. opinię publiczną, oraz literę prawa (z resztą okoliczni mieszkańcy sami też idą go szukać z żołnierzami) kop w dupę należał się całemu miastu ;)

Critters - 2012-10-12, 03:40

Phineas napisał/a:
Ferinngo


Phineas napisał/a:
Lou Ferringo



Kurwa Ferrigno, Lou FERRIGNO :)

Phineas napisał/a:
Lou Ferinngo też sympatyczny


A skąd takie info? Bo ja słyszałem coś kompletnie odwrotnego, że buc i chuj.

Phineas napisał/a:
Reasumując Franco to spoko koleś i niestety tylko przeciętny aktor


Nie przeciętny a przechujowy. Mało kiedy zdarza się aby 'aktor' dawał dupy na wszelkich możliwych frontach. Wygląd - śmieszny(głównie twarzyczka), głos - śmiech i żenada(w szczególności z tym akcentem), mimika - zero. Umiejętności czysto aktorskie - zero.

Lou to oczywiście ten sam poziom aktorski, ale przewagę ma jedną. Kafar z niego w chuj i do tego potrafi groźnie wyglądać. Jak niedojebany małpolud, ale jednak groźniej niż Franco.

A odnośnie wykształcenia medycznego Franco, to bardzo fajnie. Tym się powinien zajmować bo w aktorstwie zrobił z siebie jedynie pośmiewisko w ciul. Może być mega napierdalatorem, ale w kamerze tego nie widać. Widać małego, pociesznego człowieczka, który próbuje zgrywać kozaka.


Przemo napisał/a:
On chciał tylko coś zjeść.


Miałem coś jeszcze odpisać, ale powyższy fragment tak srogo mnie rozpierdolił, że turlam się po podłodze ze śmiechu :lol:

3 sequele, setki rozjebanych przeciwników a wszystko przez to, że nie dali mu zjeść :lol: :lol: :lol: :lol:

Jedynka powinna mieć tagline - 'He wanted to eat. They forced him to fight!' :lol: :lol:

Przemo napisał/a:
Bo jego nigdzie nie chcieli. Dlatego Rambo się sprzeciwia i dobrze robi, ileż można uciekać.


Do domu mógł wrócić a nie tułać się po redneckich przyczółkach. Dobrze, że na Billy'ego Drago nie trafił.

Przemo napisał/a:
Niemniej Rambo nie łamie prawa przebywając w miasteczku. W ten sposób wywoziliby go z każdej małej nory w Stanach, co jest śmieszne i dlatego Rambo olewa wreszcie to, że prawo olewa jego. On chciał tylko coś zjeść.


Generalnie to jednak Rambo jest winny temu, że przekopali mu dupę na komendzie. Owszem, przegięli pałę, ale John nie miał tam żadnego interesu, wrócił tylko i wyłącznie z rebelianckiego zacięcia. Jest prosta zasada. Jak cię gdzieś nie chcą, to się tam nie pchasz. Mógł sie bujnąć do Texasu. Tam kochali i kochają wszelkich weteranów :-)

Phineas - 2012-10-12, 08:39

No nazwiska FerrinGO to ja już chyba nigdy nie przyswoje. zawsze to przekrecam.

Ogólnie to jeśli miałbym polecić dobrych aktorów eks-kulturystów to byli by to Ralf Moller, Tom Platz czy śp. Steve Revers.

ps. a o tym, że Lou to buc słysze po raz pierwszy. Zawsze słyszałem o nim raczej, że jest mega łagodny i skromny. W Iron Pumping czy kilku innych dokumnetach to on wręcz drażni swoją nieśmiałością.

A propo co ostanio obejrzałem. To może nie tak bardzo ostatnio kilka tygodni temu, ale skoro wzmianka o Lou to polecam Klatkę. Czasem wracam do tego filmu (bardziej tak sentymentalnie) bo ogólnie jest (jak większość filmów gdzie Lou macza palce) strasznie drętwy.
A już ostatni raz widziałem go w roli ciecia z Hulka2. Jego kilka sekund mimo iż marne to i tak były najmocniejszą cząstką tego pojebanego filmu.

eNeR - 2012-10-12, 11:47

Critters napisał/a:
Przemo napisał/a:
On chciał tylko coś zjeść.

Miałem coś jeszcze odpisać, ale powyższy fragment tak srogo mnie rozpierdolił, że turlam się po podłodze ze śmiechu :lol:

3 sequele, setki rozjebanych przeciwników a wszystko przez to, że nie dali mu zjeść :lol: :lol: :lol: :lol:

Jedynka powinna mieć tagline - 'He wanted to eat. They forced him to fight!' :lol: :lol:

Teraz ja się turlam :lol: Piękne xD

Co do Lou Ferrigno - jednak jego przeznaczeniem jest bycie zielonym i ścierająca się zielona farba! Dowiódł tego zarówno w Hulkach (tych starych) jak i we Frogtown 2 :!:

KeniG - 2012-10-12, 17:33

Lou miał fajną role w "Diabli Nadal" (taki serial). Zagrał tam całkiem nieźle, być może dlatego że grał samego siebie.


http://www.youtube.com/watch?v=gv0m3XDYx3E - Tu macie fragment.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group