To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
..::Forum Animal Attack::..

Inne filmy - Slaj i jego pompa - dyskusja okołorambowa

Critters - 2012-09-15, 21:37

Król Zombich napisał/a:
A gdzie mieli nakręcić, skoro scenariusz przewidział dla Rambo akcyjkę w Afganistanie?


Scenariusz....Scenariusz pisze się głównie pod budżet i od tego trzeba zacząć.

Król Zombich napisał/a:
A akcyjkę w Afganistanie przewidział, bo zapotrzebowanie propagandowe takie było,


Eee tam zapotrzebowanie. Tym bym sie nie sugerował. Jak powstawał 'John Rambo' to było mega zapotrzebowanie aby wysłać go do Iraku a jednak postawiono na Birmę.

Król Zombich napisał/a:
Ale w jedynce miał za przeciwników zgraję ciulowatych gliniarzy z Pacanowa, dla których wypad do lasu koło własnej chaty okazywał się powyżej kompetencji. W trójce mierzy się ze sławną radziecką armią, a to trudniejsze zadanie, wymagające odpowiedniej ilości centymetrów w łapie


W dwójce też mierzy się ze sławną Radziecką armią i nie zauważyłem aby rozpierdalanie ich sprawiało mu choćby odrobinę większe problemy niż rozpierdalanie gliniarzy w jedynce. Realizmu tu pod owym względem specjalnie nie ma. Gdyby był, to film skończyłby się na dwójce bo każdy z osobna komandos spetsnazu rozjebałby go w walce wręcz, bez względu na rozmiar łapy Dżona.

Król Zombich napisał/a:
To tam pada w odniesieniu do Rambo słynne określenie "expendable", które w liczbie mnogiej stało się tytułem dwóch ostatnich filmów Slaja :)


Wogóle podobieństwa są :) Zauważyłem, że scena przesłuchania ma bliźniacze momenty do jedynki EX. W Rambo 2 Voyo Goric katuje Dżona prądem, podczas, gdy Berkoff popija sobie herbatkę z czajniczka, jak przystało na dowódcę. Dokładnie to samo czyni w jedynce EX Eric Roberts, gdy Steve Austin i Gary Daniels torturują córkę dyktatora aby uzyskać informacje.


Przemo napisał/a:
Chyba idę na Commando


Wybór dobry na 102! Totalne arcydzieło i kraina pompą płynąca. No i wiadomo - Vernon steals the show!

Przemo - 2012-09-15, 23:46

Król Zombich napisał/a:
No bo "First Blood" to "First Blood" - realistyczny dramat wykluczonego weterana wojennego

Dramat ale warto dodać, iż przez 3/4 w konwencji survival. Dlatego tak genialne jest ów połączenie.
Król Zombich napisał/a:
A "Rambo III" to "Rambo III" - film propagandowy w konwencji przerysowanego filmu akcji o jednoosobowej armii rozpierdalającej całe zastępy wroga. A więc z założenia inne zupełnie kino, ale czy to źle? Pomijając wątek propagandowy (który i tak się zdezaktualizował zaraz po premierze, bo w lutym 1989 r. Ruscy wycofali wojska z Afganistanu - pewnie po obejrzeniu trójki Rambo się przestraszyli i wymiękli ;)) uważam, że w swojej klasie film jest znakomity. Rozmach mi się podoba, jedynie żal dupę ściska, że dzisiejsze blockbustery z monstrualnym budżetem tak nie wyglądają, lecz idą w pg13, cgi itp. chujnie.

No tak "film poświęcony dzielnemu narodowi afgańskiemu". Ja podkreślam, że mnie się o coś trochę innego rozchodziło. Rambo III to jest bardzo dobry film - też przed chwilą odświeżyłem :lol: - rewelacyjne zdjęcia i kilka ultra widowiskowych momentów jak najbardziej tu jest i zapiera dech. Nie mówię, że to źle, iż seria poszła w tą stronę, niemniej bardziej mnie chwytał survival Z PATENTAMI na którym opierała się w znacznym stopniu jedynka i który eksponowała z motywem zemsty dwójka - w III są jednak bardzo śladowe ilości kina przetrwania. Wiadomo, biegają, trochę się chowają a trochę strzelają, ale to już nie jest ta akcja, że nagle wyskakuje John w pełnym kamuflażu udający drzewo, błoto, albo strumień :lol: Dlatego pierwsze dwie części uważam za szczyt geniuszu, trójka już trochę mniej ale w dalszym ciągu cholernie emocjonująca pod względem kina akcji.
Król Zombich napisał/a:
Ale w jedynce miał za przeciwników zgraję ciulowatych gliniarzy z Pacanowa, dla których wypad do lasu koło własnej chaty okazywał się powyżej kompetencji

Później wkracza jeszcze policja stanowa i wojsko.
Król Zombich napisał/a:
To tam pada w odniesieniu do Rambo słynne określenie "expendable", które w liczbie mnogiej stało się tytułem dwóch ostatnich filmów Slaja :)

Tak jest, zajebisty moment 8-)
Critters napisał/a:
Wybór dobry na 102! Totalne arcydzieło i kraina pompą płynąca. No i wiadomo - Vernon steals the show!

Idealnie było sobie przypomnieć filmik po kilku latach przerwy i z zestawem Rambo II - Commando - Rambo III miałem dzisiaj jeden z najlepszych maratonów od jakiegoś czasu :) Oczywiście kult w czystej postaci, zdjęcia jak w końcówce Arnold schowany między drzewami napierdala z karabinu przebijają chyba nawet te z Predatora. Tutaj właśnie wychodzi istota skondensowanego kina akcji w którym nie ma chwili wytchnienia - w finale Commando daje się zdecydowanie bardziej odczuć bodycount niż w kinie spod znaku Rambo III, także budżet i rozmach rozmywa nieco "realizm". Bo choć obie produkcje eksponują bohatera przerysowanego w sposób komiksowy, to RIII robi to na zupełnie innym formacie i trochę inaczej się na to patrzy.
Odnośnie Vernona to zajebista i oczywiście kultowa rola, no i na sam finisz We Fight For Love urywa dupę!

A tak jeszcze w kwestii samego Rambo III - anegdota Trautmana o ciosaniu głazu na początku filmu mistrz :lol:

KeniG - 2012-09-16, 01:58

Twarzy Yankovicza nikt nie wklejał do cudzego torsu, on po porostu założył taki "kostium\kurtkę" z mięśniami który został wysmarowany oliwą żeby symulować pot. Wyraźnie to widać w scenach w których zgina ramiona. Dzisiaj to by CGI zrobili.



Prawda to że rimejku Pamięci Absolutnej jest babka z trzema cyckami ale w całym filmie oprócz jej nie ma ani jednego mutanta???

Król Zombich - 2012-09-16, 11:51

Critters napisał/a:

Scenariusz....Scenariusz pisze się głównie pod budżet i od tego trzeba zacząć.

Może w kinie klasy b lub niezależnym, gdzie pozwalając sobie na zbyt wiele można popaść w ruinę, ale nie w Hollywood, nie przy takiej superprodukcji jak "Rambo III". Przecież autor pisząc scenariusz nie jest w stanie wykalkulować kosztorysu każdej sceny, pisząc np. "helikopter rozbija się o skały i eksploduje" nie wie, ile ten helikopter będzie kosztował, ile kasy pójdzie na pirotechnikę, ani czy coś się po drodze nie spierdoli i nie trzeba będzie robić dubla. Nie wie jacy zagrają aktorzy ani jakich honorariów zażądają. Jeśli film zakłąda efekty specjalne, scenarzysta nie wie jakie techniki zostaną użyte do ich wykonania, przez jakie studio itp. Scenariusz to absolutna podstawa jakiegokolwiek myślenia o filmie. Najpierw musimy wiedzieć co chcemy robić, zanim zdecydujemy ile musimy na to wydać, nigdy na odwrót. A jak coś okazuje się niemożliwe do zrealizowania to się wykreśla albo modyfikuje. Któryś ze scenarzystów "Jurassic Park", nie pamiętam czy Crichton czy Koepp, powiedział, że przy pisaniu scenariusza nie narzuca sobie limitów, pisze co mu dyktuje wyobraźnia, a całą resztę pozostawia producentom, reżyserowi i ekipie od efektów.
A wracając do propagandowych założeń "Rambo III" - odkąd Sly w 1985 roku został gościem Reagana w Białym Domu, Rambo zaczął być postrzegany jako coś więcej niż postać filmowa, stał się symbolem ducha amerykańskiego w walce z "Imperium Zła" (poniekąd dotyczyło to również Rocky'ego, który najebał Ivanowi Drago). Jasne więc było, że "trójka" będzie ciągnąć ten mit, choćby po to, by nie zawieść rozmiłowanego w kinie pana prezydenta, który tak bardzo poparł dwójeczkę własnym autorytetem ;) A że akurat trwała wojna w Afganistanie...



Critters napisał/a:

Eee tam zapotrzebowanie. Tym bym sie nie sugerował. Jak powstawał 'John Rambo' to było mega zapotrzebowanie aby wysłać go do Iraku

Nie bardzo było, zważywszy, że polityka Busha jr. nigdy nie cieszyła się takim poparciem Amerykanów jak polityka Reagana w swoim czasie. Masa ludzi jest przeciwna wojnie w Iraku, wielu nie wierzy w oficjalną wersję zdarzeń z 11 września. Afganistan był wojną interwencyjną, gdzie Ameryka mierzyła się z potęgą militarną ZSRR; Irak to okupacja. Wysłanie Rambo do Iraku mogłoby za bardzo podzielić widownię i przysporzyć naszemu bohaterowi złej sławy, zamiast przynieść jego oczekiwany renesans. Irak budzi zbyt wiele kontrowersji, a że Bush jr. nie interesował się kinem tak jak Reagan, to tym bardziej nie było sensu mu się podlizywać ;)



Critters napisał/a:

W dwójce też mierzy się ze sławną Radziecką armią i nie zauważyłem aby rozpierdalanie ich sprawiało mu choćby odrobinę większe problemy niż rozpierdalanie gliniarzy w jedynce. Realizmu tu pod owym względem specjalnie nie ma. Gdyby był, to film skończyłby się na dwójce bo każdy z osobna komandos spetsnazu rozjebałby go w walce wręcz, bez względu na rozmiar łapy Dżona.

Przecież nie napisałem tego całkiem na poważnie, wiadomo że wynik współczesnych wojen nie jest zależny od objętości czyjegoś bica ;) Tylko mówimy o kinie akcji, które wymaga od głównego bohatera odpowiednio imponującej prezencji - zwłaszcza gdy ten bohater nie ma nawet kamizelki kuloodpornej, lecz rzuca się z gołą klatą na całe zastępy wrogów ;)

Przemo napisał/a:
ale to już nie jest ta akcja, że nagle wyskakuje John w pełnym kamuflażu udający drzewo, błoto, albo strumień

Ale scenka, w której John wypala sobie ranę prochem, a potem wyskakuje nagle spod wody i zaczyna napierdalać z kaema, przyznasz że Cię rozjebała? :lol:

Przemo napisał/a:
Później wkracza jeszcze policja stanowa i wojsko.

Którzy też się okazują zwykłymi ciulami ;)

Przemo napisał/a:
Idealnie było sobie przypomnieć filmik po kilku latach przerwy i z zestawem Rambo II - Commando - Rambo III miałem dzisiaj jeden z najlepszych maratonów od jakiegoś czasu

Dokładnie, zafundować sobie taki pakiet oznacza zwiedzić Himalaje kina pompy w jeden wieczór!

Przemo napisał/a:
Bo choć obie produkcje eksponują bohatera przerysowanego w sposób komiksowy, to RIII robi to na zupełnie innym formacie i trochę inaczej się na to patrzy.

Problem z "Rambo III" jest taki, że przy całym swym przerysowaniu próbuje być filmem na poważny temat. "Commando" nie ma tego problemu, jest rozrywkowym filmem akcji w postaci ultra plus, bez żadnych politycznych pretensji.

Critters - 2012-09-16, 14:46

Król Zombich napisał/a:
Może w kinie klasy b lub niezależnym, gdzie pozwalając sobie na zbyt wiele można popaść w ruinę, ale nie w Hollywood, nie przy takiej superprodukcji jak "Rambo III".


Mylisz się. Przy każdej produkcji. Pomijam ekranizacje książek gdzie z góry jest już narzucone ile trzeba będzie na film wyjebać, jeśli chce się wiernie zekranizować książkę. 'Rambo III', to film, który powstał bo pierwsze dwa party się sprzedały zajebiście i producenci odczuli szansę na zbicie jeszcze większej kasy. Chodzi mi przede wszystkim o lokalizację bo to jest podstawa. To i aktorzy. Takie rzeczy są ustalane najczęściej przed powstaniem scenariusza, często jedynie na podstawie krótkiej 'prezentacji - synopsis'. Wbrew pozorom to jest bardzo, ale to bardzo pokaźna część budżetu każdego filmu. Zanim rozważysz gdzie ma się toczyć akcja, musisz przeczesać koszta związane z kręceniem tam, warunki w jakich sie tam bedzie kręcić itd. Tak jest ZAWSZE w przypadku scenariuszy pisanych 'na zlecenie' a tak przecież jest w przypadku 'Rambo III'. Co innego kiedy scenarzysta napisze scenariusz samemu i sprzeda go wielkiemu studiu. Wtedy ono obrabia i martwi się jak zminimalizować budżet żeby zekranizować ten film. W momencie kiedy coś pisane jest na zlecenie, scenariusz jest przeglądany czesto kartka po kartce przez producentów, analizowany i jak trzeba - zmieniany. To, że film ma mega budżet, nie znaczy, że jego twórcy nie liczą się z pieniędzmi - liczą się, jak z niczym innym no i w przypadku takiego Rambo wybierają lokalizację, która nie pochłonie zbyt wiele budżetu. Pamiętajmy, że każdy producent pracujący przy wielkich produkcjach jest kuty na 4 nogi i jest ci w stanie z miejsca powiedzieć i oszacować, co, gdzie i ile będzie kosztować. Bo pracował już wiele razy nad takimi projektami i łatwo mu oszacować wszystko. Może to nie brzmi medialnie i mało kto w making ofach o tym wspomina żeby nie zrażać ludzi, ale to jest właśnie cała esencja tworzenia filmów w Hollywood. Ich nie finansuje jeden człowiek, który ma wizję, tylko cała grupa potęznych inwestorów, których jarają prognozy finansowe i to ile mogą zarobić a nie to, czy nowy Rambo będzie wyglądał spektakularniej, gdy się go nakręci w Afganistanie, czy w Berlinie.

Król Zombich napisał/a:
Przecież autor pisząc scenariusz nie jest w stanie wykalkulować kosztorysu każdej sceny, pisząc np. "helikopter rozbija się o skały i eksploduje" nie wie, ile ten helikopter będzie kosztował, ile kasy pójdzie na pirotechnikę, ani czy coś się po drodze nie spierdoli i nie trzeba będzie robić dubla.


Autor scenariusza nie, ale wiedzą włodarze, producenci, którzy dostają na maila(lub kiedyś pocztą lub osobiście) kolejne 10 kartek scenariusza i czytając je, nie zastanawiają się, czy im się tekst podoba, ale głównie ile co będzie kosztować. To jest ich robota. To jest o wiele bardziej praktyczne i tańsze niż pozwolić scenarzyscie napisać cały scenariusz i dopiero później sie zastanawiać, czy nie jest za drogi i jeszcze płacić temu samemu albo innemu scenarzyście na przepisanie i zmiane scenariusza od podstaw.


Król Zombich napisał/a:
Najpierw musimy wiedzieć co chcemy robić, zanim zdecydujemy ile musimy na to wydać, nigdy na odwrót.


Żyjesz marzeniami :) W biznesie filmowym jest dokładnie odwrotnie niż piszesz. Cały czas mówie o filmie 'na zamówienie'. Chcemy 3 część Rambo, to jako włodarze tej produkcji(czyli wykonawcy studia, które posiada prawa do ekranizacji) wybieramy prostą historię na jedną kartkę. W ogromnym skrócie decydujemy gdzie ma się toczyć akcja i wzbogacamy o detale, ile rzeczy i jak bardzo chcemy rozjebać. Takie informacje przekazywane są scenarzyście i on ma zrobić z tego użytek i 'nie przeginać pały'. Wtedy krok po kroku powstaje scenariusz, wszystko pod okiem producentów. Taki scenarzysta nie ma tu nic do gadania ani żadnej wolności. Jest najemnikiem za pieniądze, tak jak najczęściej jest nim reżyser tego projektu.

Król Zombich napisał/a:
Któryś ze scenarzystów "Jurassic Park", nie pamiętam czy Crichton czy Koepp, powiedział, że przy pisaniu scenariusza nie narzuca sobie limitów, pisze co mu dyktuje wyobraźnia, a całą resztę pozostawia producentom, reżyserowi i ekipie od efektów.


Sraluś mazgluś. Trudno żeby scenarzysta, który uznaje siebie za artystę wysokiego sortu mówił publicznie, że jest jak prostytutka, której się płaci i kaze. Pewnie, że są wyjątki, pewnie, że w przypadku zakupionego scenariusza do realizacji jest inna bajka, ale w przypadku 'zlecenia na konkretny scenariusz' jest dokładnie tak jak napisałem.

Ironicznie, to własnie w b klasie, kinie niezależnym twórcy mają większą swobodę. Ogranicza ich budżet, ale np nie muszą ograniczać się do politycznej poprawności, która w mainstreamowym kinie jest powszechna.

Król Zombich napisał/a:
A wracając do propagandowych założeń "Rambo III" - odkąd Sly w 1985 roku został gościem Reagana w Białym Domu, Rambo zaczął być postrzegany jako coś więcej niż postać filmowa, stał się symbolem ducha amerykańskiego w walce z "Imperium Zła" (poniekąd dotyczyło to również Rocky'ego, który najebał Ivanowi Drago). Jasne więc było, że "trójka" będzie ciągnąć ten mit, choćby po to, by nie zawieść rozmiłowanego w kinie pana prezydenta, który tak bardzo poparł dwójeczkę własnym autorytetem ;) A że akurat trwała wojna w Afganistanie...


No dobra, o tym spotkaniu wogóle nie wiedziałem, czy rzeczywiście ono miało taki wpływ, tego nie wiem. Wszak Slaj w politykę nigdy specjalnie się nie ładował, to już Arnie od niepamiętnych czasów był w to wciągnięty, ale nie Slaj, więc wątpie aby umiejscowiono akcje w Afganistanie, tylko dlatego, że Reaganowi by się to spodobało.


Król Zombich napisał/a:
Nie bardzo było, zważywszy, że polityka Busha jr. nigdy nie cieszyła się takim poparciem Amerykanów jak polityka Reagana w swoim czasie. Masa ludzi jest przeciwna wojnie w Iraku, wielu nie wierzy w oficjalną wersję zdarzeń z 11 września. Afganistan był wojną interwencyjną, gdzie Ameryka mierzyła się z potęgą militarną ZSRR; Irak to okupacja. Wysłanie Rambo do Iraku mogłoby za bardzo podzielić widownię i przysporzyć naszemu bohaterowi złej sławy, zamiast przynieść jego oczekiwany renesans. Irak budzi zbyt wiele kontrowersji, a że Bush jr. nie interesował się kinem tak jak Reagan, to tym bardziej nie było sensu mu się podlizywać ;)


I tak i nie. Po 11 września Amerykanie byli wybitnie zjednoczeni przeciwko islamowi i Irakowi i nikt nie traktował napaści na Irak jako 'inwazję' (pomijam miauczące zawsze pokojowo cioty z różnych organizacji). Właśnie to, o czym mówisz - ten duch narodowy jakim w pewnym sensie stał się Rambo - mógłby pomóc zarówno narodowi Amerykańskiemu, wstrząśniętemu po atakach terrorystycznych jak i żołnierzom amerykańskim - tak licznie tak służącym(i ginącym). Zamiast tego zdecydowano się na Birmę, o której w USA zapewne mało kto wogóle wiedział a jeszcze mniej osób ta sytuacja w Birmie wogóle obchodziła.


A co do Busza Juniora to i owszem - kinem się interesował i to bardzo. Skoro mój dobry znajomy dostał od niego(za czasu jego kadencji) list pochwalny z podziękowaniami, napisany i podpisany odręcznie za film, który stworzył w latach 80tych za niewielkie pieniądze, ale gloryfikujący amerykańskich żołnierzy i wspierajacy weteranów, to musiał się interesować przynajmniej kinem wojennym i to bez względu na budżet.


A 'podlizywał' mu się chociażby Chuck Norris :)


Król Zombich napisał/a:
Problem z "Rambo III" jest taki, że przy całym swym przerysowaniu próbuje być filmem na poważny temat. "Commando" nie ma tego problemu, jest rozrywkowym filmem akcji w postaci ultra plus, bez żadnych politycznych pretensji.


Dokładnie :)

armon 45 - 2012-09-16, 19:13

Ale dawno u was nie gościłem. Tak się składa, że dziś naszło mnie na obejrzenie pierwszej części ,,Rambo" czyli moja wypowiedź będzie dotyczyła tylko ,,First Blood". Za każdym razem ten film mnie zachwyca, bez wątpienia do dziś stanowi nieśmiertelny paradygmat wzorcowo skonstruowanego filmu akcji. Ktoś kiedyś napisał, że to prekursor ,,kina akcji", bo w latach 70. nie posługiwano się tym terminem, ale to kwestia dyskusyjna i można się z tym nie zgodzić całkowicie albo częściowo.
,,First Blood" to nie tylko kino akcji, ale także dramat sensacyjny z ambicjami. Problem wykluczenia weteranów walczących w wojnie wietnamskiej jest naprawdę sprawą niezwykle poważną. Obraz, który pogodzi miłośników kina wybuchowego i tych, którzy chcą czegoś więcej.
Kreacje Stallone, jak i Denneheya są genialne. Każdy z nich ma swoje racje i jest perfekcjonistą w tym co robi. Fakt faktem, szeryf nieco sprowokował Johna Rambo tym, że nie pozwolił mu na chwilę się zatrzymać w miasteczku (choć dużo więcej szkody zrobili jego bezmózgowi podwładni), ale w toku akcji budzi coraz większy podziw i szacunek. Nie jest nieodpowiedzialną tchórzliwą dupą wołową, ale szeryfem z krwi i kości, który stara się jak może i jest gotowy za sprawę zginąć. Konflikt Rambo-Will przypomina konflikt tragiczny. Richard Crenna, którego nota bene cenię jest tu troszkę na doczepkę, by się przechwalać jaki to on nie jest, no i że jak nikt inny zna Rambo na wylot (stąd może jego postać nieco irytować). Nie zgadzam się z tymi, co twierdzą, że Stallone to żaden aktor, ,,Rocky" czy ,,Rambo" i niektóre inne tytuły zupełnie temu przeczą (w ,,First Blood" robi wrażenie ten ascetyczny, małomówny styl gry). Za każdym razem oglądanie pierwszej części sprawia ogromną frajdę, nie można oderwać oczu. I końcowa piosenka wyciska łzy (wiem może to mało męskie). Pamiętam jak pierwszy raz na Polsacie z ojcem oglądałem ten film, byłem szczylem i wyjątkowo mi pozwolił obejrzeć film pod widzów dorosłych. Dwójka pamiętam to była jedyna część, którą z czasów złotej ery vhsów wypożyczyłem z osiedlowej wypożyczalni, zresztą to jedna z pospolitych kaset Imperialu (tak jak trójka).

Critters - 2012-09-17, 00:29

armon 45 napisał/a:
Ale dawno u was nie gościłem


Powiedz lepiej, że przez ten czas dorwałeś jakieś fajne kasety video :)

Octopussy - Pierwszy Bond, do którego wracam po latach. Rozczarowania nie ma, zachwytu też nie. Roger Moore jak zwykle wspaniały, Steven Berkoff znowu gra złego Ruska, znowu robi to wybitnie i na zupełnie inną modłę niż w Rambo 2(totalnie przerysowana postać, wręcz 'komiksowo' zła - wprost na potrzeby tak pociesznie infantylnej serii). Louis Jordan ssie jako główny villain, Maud Adams swoją urodą 'dupy nie urywa', ale jest kilka dobrych patentów, dobrych scen. Nie jest to najlepszy spośród Bondów, ale ogląda się przyjemnie i z pewnością można doń wrócić.

Killer Elite - Statham, DeNiro i Owen w jednym filmie. Uczucia dość mieszane, ale dominują te pozytywne. Spodziewałem się uber kaliszcza, takiej typowej Stathamowej młócki z ciulskim mtv montażem, przebijaniem się przez ściany itd. Ku memu zaskoczeniu sceny walk są zrobione bardzo przyzwoicie(nadal są szybkie cięcia i ogólnie mało widać, ale to już domena współczesnego kina akcji). Statham dopiero pod koniec zaczyna odpierdzielać supermana, wcześniej jest o wiele bardziej realistycznie. Pozytywnie zaskakuje Clive Owen, którego przed seansem spisałem na straty. Niby to dość fajny aktor, ale raczej do grania miękkich wafli a tu niespodzianka, nie dość, że z wąsem, to daje rade i nie próbuje zgrywać prze kozaka. Dobra, dość minimalistyczna kreacja. Podobnie jest z DeNiro, który nawet ma tu trochę scen akcji (walka wręcz, strzelaniny) no i to jednak jest DeNiro - klasa. Statham robi swoje, czyli gra twardziela, który napierdala komu popadnie i gdzie popadnie i wychodzi mu to jak zwykle czyli nieźle, ale że cały film zrealizowany jest na poziomie, to i Jason błyszczy bardziej niż zazwyczaj. Jeszcze może być z niego w przyszłości pożytek w lepszym kinie akcji, tak jak w Expendables.

Transporter 3 - kupiłem na bazarze dvd, tylko przez świadomość, że gra tu Jeroen Krabbe, którego bardzo cenie a od kreacji lat 80tych nie widziałem. Niestety sam film to kał nieziemski i nieoglądalny, piramidalnie głupi, skurwysyńsko beznadziejny. Takie absolutne 0/6 za 30 baniek z momentami wybitnie chujowym cgi. Sceny walk(walk?) ssają totalnie, montaż jest nie do wytrzymania, wszystko mnie wkurwiało. Już widzę, że się z panem Megatonem nie polubię, zdołał spierdolić 'Colombianę' (choć przy Transporterze 3, to jest to nawet znośny film) i teraz zapewne skurwił Taken 2....

Król Zombich - 2012-09-17, 12:44

Critters napisał/a:

I tak i nie. Po 11 września Amerykanie byli wybitnie zjednoczeni przeciwko islamowi i Irakowi i nikt nie traktował napaści na Irak jako 'inwazję' (pomijam miauczące zawsze pokojowo cioty z różnych organizacji). Właśnie to, o czym mówisz - ten duch narodowy jakim w pewnym sensie stał się Rambo - mógłby pomóc zarówno narodowi Amerykańskiemu, wstrząśniętemu po atakach terrorystycznych jak i żołnierzom amerykańskim - tak licznie tak służącym(i ginącym).

Zaraz po 11 września, ew. na samym początku wojny - jak najbardziej. W 2004 roku, gdy doszły mnie pierwsze słuchy, że Sly myśli nad kolejnym Rambo, sam przypuszczałem że czwórka będzie w Iraku. Ale w ciągu kilku lat od rozpoczęcia wojny narosło wokół niej i zamachu na WTC tyle kontrowersji, a opinia publiczna na tyle się podzieliła, że lepiej się stało iż posłano Ramba na grunt bardziej "neutralny", bo wmieszanie postaci w Irak - w sytuacji, gdy nie wiadomo było, jak publiczność przyjmie sam pomysł reaktywacji serii - było w roku 2007 ryzykowne. To nie lata 80., gdy publika szalała za Rambo i można było wysłać Johna nawet na podbój Marsa, a i tak by to łyknęła.
W dalszym ciągu nie mogę pojąć, dlaczego dwójeczka z budżetem 44 mln $ mogła rozgrywać się w dżungli, a trójeczka za 68 mln musiała być kręcona na pustyni by było taniej, ale ok, nie spamuje już ;)

Critters - 2012-09-17, 14:06

Król Zombich napisał/a:
W dalszym ciągu nie mogę pojąć, dlaczego dwójeczka z budżetem 44 mln $ mogła rozgrywać się w dżungli, a trójeczka za 68 mln musiała być kręcona na pustyni by było taniej, ale ok, nie spamuje już ;)


Nie no, ale ja przecież dla jaj pisałem z tym, że kręcili na pustyni bo taniej ;-)

Nie wiem przecież jakie względy zadecydowały, że właśnie tam umiejscowiono akcje Rambo 3, napisałem ogólnikowo, że takie rzeczy jak lokalizacja bardzo się finansowo liczą bo nie chodzi przecież o samo miejsce kręcenia, pozwolenia itd, ale o sprowadzenie wszystkich i wszystkiego na 3 miechy, czy ileś tam. A co do budżetu, to jednak rozpierducha w trójce była większa, więcej ciężkiego sprzetu użyto, pewnie dłużej kręcili itd itd no i Sly dostał przecież w pizdu więcej siana za trójke niż za dwójkę. Wszystko to idzie na budżet. Skoro przetransportowanie dziś jednej kamery red/epic red z jednego stanu do drugiego samolotem kosztuje ok 2 tysiące zielonych, to potrafię sobie przemnożyć ile siana poszło na transport całego sprzetu przy takiej produkcji.

A co do Iraku, to może i racja, tego się raczej nie dowiemy, ale wątpię aby Slaj albo ktoś z jego ludzi martwił się jak zostanie przyjęty film, przecie ludzie i tak by do kin poszli, nawet gdyby jakiejś czesci publiczności się nie spodobało, to i tak by swojej zarobił.

Przemo - 2012-09-17, 17:04

Król Zombich napisał/a:
Ale scenka, w której John wypala sobie ranę prochem

No ba, John jest w tej scenie jak Predator.
Król Zombich napisał/a:
a potem wyskakuje nagle spod wody i zaczyna napierdalać z kaema, przyznasz że Cię rozjebała?

Bardzo ładna scena, przewijałem ją :lol:
Król Zombich napisał/a:
Którzy też się okazują zwykłymi ciulami ;)

Wiadomo. Genialna akcja z żołnierzem w ciężarówce, któremu Rambo udziela rad jak prowadzić by nie doszło do wypadku, co ma też piękny finał:

- Robercie A. (?), wysiadka.
- Proszę nic do ciebie nie mam...
- Jazda!

:lol:
Król Zombich napisał/a:
Problem z "Rambo III" jest taki, że przy całym swym przerysowaniu próbuje być filmem na poważny temat. "Commando" nie ma tego problemu, jest rozrywkowym filmem akcji w postaci ultra plus, bez żadnych politycznych pretensji.

Fakt. Dobrze, że Sly idzie bardziej w tym drugim kierunku od Rambo IV, by właśnie na etapie totalnej pompy znaleźć się przy EX2.

Przemo - 2012-10-09, 18:01

Rebel ze Slajem. Raczej pierwszy i ostatni raz, całe szczęście tylko 70 minut. Fabuła o hipisach podkładających bomby w ramach protestu itd. no cóż, każdy kiedyś zaczynał. Przegadany spektakl, aż chwilami Knapik nie nadążał. Za to pocieszny wątek romansu młodej hipiski z twardo stojącym po ziemi zamachowcem Slajem, z którego jasno wynika że artystyczne marzenia odpływającej w świat filozofii nimfy warto jak najszybciej zburzyć, nim życie twardo ją znokautuje, do czego choć przewrotnie i w dokładnie odwrotnej wymowie, dochodzi.

Przypomniałem sobie również Kickboxera kilka dni temu, jeden z filmów dzieciństwa, do którego wracałem później wielokrotnie. Akurat Kickboxer eksponuje to co większość filmów z gatunku często zaniedbywała, czyli trening rozciągnięty praktycznie na całą fabułę. JCVD w szczytowej formie z modelowymi dla siebie popisowymi akcjami, które oparte były na szpagatach, wyskokach ze slow-motion i kapitalnej do scen pojedynków rzeźbie. Z drugiej strony Qissi, prawdopodobnie najbardziej skurwysyński z walczących bad gajów. Nie można się na tym filmie źle bawić, zwłaszcza jak dochodzi do tajskich potańcówek po kilku głębszych, tudzież patentów z walczącymi duchami i czarnym najemnikiem wysadzającym w pizde magazyn, z którego ma odbić porwanego.

Król Zombich - 2012-10-10, 14:54

Przemo napisał/a:
Rebel ze Slajem. Raczej pierwszy i ostatni raz

Jeśli masz to na VHSie, a w dodatku z panem Tomkiem jako lektorem, to obawiam się, że nie ostatni :lol: Ostatni będzie, jak zajrzę kiedyś do Obornik gdyż od dłuższego czasu noszę w serc u ambicję zapoznania się z tym filmikiem :)


Wczoraj obejrzałem dodatki do "First Blood", co są razem z filmami w granacie. Jest wśród nich dokument, który rzuca trochę światła na poruszane wcześniej na tych łamach zagadnienie: dlaczego Rambo w czwórce nie pojechał do Iraku. Otóż Slaj nie był tak do końca zadowolony z faktu, że Reagan robi z wykreowanej przez niego postaci narzędzie swojej polityki, a trzeba przyznać, że pan prezydent w latach 80. mocno sobie wziął do serca przesłanie zarówno "Ramba II", jak i "Rocky'ego IV": podczas publicznych przemówień walił tekstami z Rambo (słynne "tym razem zwyciężymy" użyte przez Reagana w kontekście Afganistanu), osobiście też zachęcał opinię publiczną do oglądania trójki. Takie podciągania Ramba pod poglądy republikańskie kłóciło się, zdaniem Slaja, z apolityczną i outsiderską naturą tej postaci. Według niego Rambo to człowiek bez przeszłości, korzeni, bez domu i bez ojczyzny, w związku z czym nie ma sensu przypisywać mu patriotycznych uczuć. Dlatego w czwórce John nie tylko już nie pełni roli reprezentanta moralnych i militarnych racji USA, ale wprost wypowiada kwestie (podczas wykuwania maczety): "robisz to nie dla swojego kraju... robisz to dla siebie". Slaj miał dosyć utożsamiania Rambo z polityką, i dlatego postanowił wysłać go jak najdalej od strefy interesów Stanów Zjednoczonych.

Z ciekawszych rzeczy, jakie mówi Slaj w dodatkach, zaskoczyła mnie informacja, że jednym z punktów odniesienia podczas przygotowywania się do roli w jedynce był dla niego James Dean. Na zasadzie, że Rambo to psychologicznie taka Deanowska postać: odtrącony samotnik, na zewnątrz twardy, w głębi duszy pragnący jednak ludzkiego zrozumienia. Przejmującym moment w finale, kiedy rozklejony John płacząc przyciska do siebie Trautmana (namiastka ojca), był inspirowany sceną z Deanem i jego filmowym ojcem Masseyem w "Na wschód od Edenu".




Najpożyteczniejszym dodatkiem w boksie jest natomiast cykl filmów treningowych "Jak zostać Rambo". Ex-kulrutysta i kumpel (ponoć nie tylko kumpel, ale nie wnikam ;) Arnolda, Franco Columbu, pokazuje zestawy ćwiczeń, za pomocą których pompował Slaja do roli w dwójce, sypiąc przy okazji anegdotkami.

Critters - 2012-10-10, 15:50

Przemo napisał/a:
Fabuła o hipisach podkładających bomby w ramach protestu itd. no cóż, każdy kiedyś zaczynał. Przegadany spektakl, aż chwilami Knapik nie nadążał


Ło Jezu, chyba mi się odechciało seansu z tym filmem. Wszystko co zawiera hipisów w fabule, powinno przepaść bez wieści!

Król Zombich napisał/a:
Według niego Rambo to człowiek bez przeszłości, korzeni, bez domu i bez ojczyzny, w związku z czym nie ma sensu przypisywać mu patriotycznych uczuć.


Szkoda jedynie, że Rambo wszystko jednak robił dla kraju i to kraju, który go notorycznie osrywał i skazywał jak nie łagry, to pewną śmierć. Kurwa, ciężej o większego patriotę niż on, także gadka trochę naciągana. W końcu we wszystkich 3 partach był już w pełni dorosłym ukształtowanym człowiekiem i trochę naiwne byłoby stwierdzać, że nagle mu się cały światopogląd odwidział. Na szczęście z 'Johna Rambo' bija bardziej przesłanie 'dość już tej wojny' aniżeli 'jebać patriotyzm'. Poza tym, patriotyzm jako taki nie miał z jego misją w czwórce nic do rzeczy - ot, nie chciało mu sie ruszać dupy dla grupy błaznów, których ostrzegał by do Birmy nie wypływali. Ostatecznie zrobił to, bo żal mu się zrobiło szlachetnej i wrażliwej dziewczyny. Być może była ona taką ładną wersją Trautmana z trójki :lol:


Król Zombich napisał/a:
Ex-kulrutysta i kumpel (ponoć nie tylko kumpel, ale nie wnikam ;) Arnolda, Franco Columbu, pokazuje zestawy ćwiczeń, za pomocą których pompował Slaja do roli w dwójce, sypiąc przy okazji anegdotkami.


Ło Jezu. Ten gość to jest kurwa taki lol, że ciężko o większego. Widziałem z nim dwa filmy(w sumie to jeden, ale przemontowany i z innym tytułem) i tak chujowego aktora ze świecą szukać a jego postura też kompletnie wrażenia nie robi. Może łapę ma, ale kurdupel z niego jak chuj. Zastanawiałem się, co on tam z tym Ahnoldem mógł razem ćwiczyć.

A kumple z nich muszą być nieziemscy bo Ahnold pojawia się na ekranie przed ów filmem(na oko produkcja bardzo w chuj niskobudżetowa) i zachęca do kupowania, wypożyczania i oglądania filmu, który zrobił jego kumpel bo jak nie, to 'I 'll be back' :lol:


Ostatnio obejrzane:

Fair Game (1995) - Cindy Crawford gra(?) prawniczkę, która przez przypadek wjebała się w niezłe bagno i ma teraz na karku oddział byłych agentów KGB, którzy pragną jej śmierci(oraz miliardowej fortuny). Oczywiście pojawia się rycerz w lśniącej zbroi w postaci gliniarza z wydziału zabójstw(William Baldwin).

Spodziewałem się, że będzie słabo. Wiadomo, lata 90 te, to już spadek formy wszelkich sensacji/akcyjniaków o 100%. Do tego ta kurwa Crawford, ktorej nie lubię i William Baldwin, o którym wiedziałem, że go nie polubię, w momencie, gdy ujrzałem jego fotkę. Muszę przyznać, że miło się zaskoczyłem. Wprawdzie Cindy Crawford wkurwia, jest brzydka i nie umie zbytnio grać a Baldwin wygląda jak ciota, gada jak ciota(ale nie zachowuje się jak ciota, o dziwo!), to film zdecydowanie dał radę, ba momentami nawet rozjebał system. Przede wszystkim brawa za ekipę bad gajów pod przywództwem samego Stevena Berkoffa, który niszczy jak zwykle(patent z kuzynką Baldwina rozjebał mnie po całej linii). W ekipie złych jest też Jenette Goldstein(nie do poznania) i Olek tfuuu Aleksander Krupa! Pościgom, wybuchom, strzelaninom i generalnemu rozpierdolowi w tym filmie w zasadzie nie ma końca a do tego momentami jest naprawdę brutalnie. Two thumbs up!

Killer Pad - co to kurwa miało być? Robert Englund za kamerą, kręci popierdółkę dla zidiociałych dzieciaków. Wszystko jest w tym filmie na siłę, zaczynając od gagów a na aktorstwie kończąc. Mogło być przynajmniej śmiesznie, gdyby scenariusz napisał ktoś, kto potrafi to robić. Absolutne nieoglądalne 0/10.

Red State - W sumie, takie se. 'Kevin Smith' jakiego nie znacie, głosi okładka dvd oraz wszelakie materiały promocyjne w necie. Generalnie tematyka jest spoko - mamy grupę lamusowatych młodzieńaszków, którzy chcą sobie poruchać, mamy pastora ekstremistę, który trzęsie całym miasteczkiem i nienawidzi gejów, mamy Johna Goodmana jako agenta specjalnego, który przybył aby zrobić rozpierdol itd itp.
W sumie jest nieźle, kilka momentów(twisty, to chyba za dużo powiedziane) wyjebało mnie z butów, ale kiedy film miał szansę pójść w totalny rozpierdol, zboczył z trasy i poszedł inną drogą. Mimo wszystko fajnie się oglądało, Goodman kradnie szoł, Michael Parks jako pojebany kaznodzieja również(ale strasznie z niego nudny gość. W dodatkach jest z nim wywiad, pierdoli tak, że można usnąć). Takie tam ło/10

The Inkeepers - może się kiedy zdecyduję na reckę (najpewniej nie), ale pisząc pokrótce - rozczarowanie i to wielkiego kalibru. Tyle się naczytałem, że takie dobre, że w napieciu trzyma caly czas, że och, że ach, że Ti West geniusz. Chuja tam! Film nudny jak flaki z olejem, przez 30 minut nawet się wkręcałem, przy 40 minutach pierdolenia między dwójką głównych bohaterów zacząłem już się niecierpliwić a jak już w ostatnich 5 minutach przyszła tzw 'akcja' i 'groza' to szło się zeszczać ze śmiechu.
Nie przeczę - da się to obejrzeć, o bohaterach dowiemy sie znacznie więcej niż potrzeba, aktorstwo jest pierwsza klasa(szczególnie kapitalnie wypada Sara Paxton, której przypadła nietypowa rola), muzyka też na plus, technicznie wszystko ok, tylko co z tego skoro film nudny jak diabli a zakończenie ssie. Acha - Kelly McGillis to ja już jednak wolę pamietać z 'Top Gun'. To co się z niej teraz zrobiło, ciężko nazwać słowami.

Przemo - 2012-10-10, 17:17

Król Zombich napisał/a:
Jeśli masz to na VHSie, a w dodatku z panem Tomkiem jako lektorem, to obawiam się, że nie ostatni Ostatni będzie, jak zajrzę kiedyś do Obornik gdyż od dłuższego czasu noszę w serc u ambicję zapoznania się z tym filmikiem :)

Tak, mam kasetę i czyta Tomasz Knapik. Niemniej nie ma tu raczej żadnych dobrych tekstów, bo i ogólnie niewiele tu dobrego, także widzę dwa rozwiązania: albo seans przegadamy sami, albo przepijemy (opcjonalnie jedno z drugim). Już bym chyba wolał drugi raz Morderczą Lalkę obejrzeć :lol:
Critters napisał/a:
Ło Jezu, chyba mi się odechciało seansu z tym filmem. Wszystko co zawiera hipisów w fabule, powinno przepaść bez wieści!

Ostrzegam jak cholera, bo chociaż film da się obejrzeć stanowi w gruncie rzeczy patetyczną rozprawkę na temat, który zwyczajnie ma się w dupie. Niby jest jakaś akcja ze śledztwem i podstawionym tajniakiem ale ostatecznie chodzą tylko w kółko i pierdolą. Oczywiście Top Video zlało sprawę i nie ostrzegło o czym jest ten film, więc przeżyłem drobny wstrząs widząc w pierwszej scenie Slaja karmiącego konie, by po chwili podjechał jakiś pickup i wziął go na stopa z chołotą dzieci kwiatów :|

Król Zombich - 2012-10-10, 18:32

Critters napisał/a:

Ło Jezu. Ten gość to jest kurwa taki lol, że ciężko o większego. Widziałem z nim dwa filmy(w sumie to jeden, ale przemontowany i z innym tytułem) i tak chujowego aktora ze świecą szukać a jego postura też kompletnie wrażenia nie robi. Może łapę ma, ale kurdupel z niego jak chuj. Zastanawiałem się, co on tam z tym Ahnoldem mógł razem ćwiczyć.

Człek z niego i owszem, pocieszny, ale jego postury, jak i osiągnięć w kulturystyce, jednak bym nie deprecjonował. Mimo niskiego wzrostu to kawał byka (kiedyś, bo teraz wygląda jak pan od wf-u z podstawówki) i dwukrotny zdobywca tytułu Mr Olympia, w dodatku człek wykształcony (doktor medycyny - dietetyk i spec w dziedzinie chiropatyki). Nie wnikam w jego talent aktorski, bo widziałem go tylko w epizodycznych rólkach w "Conanie barbarzyńcy" i pierwszym "Terminatorze" (no i "Uciekinierze", ale tam słabo pamiętam jego występ), ale w temacie robienia pompy był jednym z najlepiej obeznanych i nie bez powodu właśnie jego wybrał Slaj na swojego trenera.



Jako aktor kariery nie zrobił i w sumie się nie dziwię; może w komediach dałby radę, albo w jakichś jajcarskich filmach z osiłkami typu "Bracia barbarzyńcy", bo z tą pocieszną osobowością sprzedawcy pierogów, cienkim głosem i makaroniarskim akcentem w ogóle go sobie nie wyobrażam w poważniejszych rolach. No, chyba że we wspomnianych epizodach w "Conanie" i "Terminatorze", gdzie wypadł nieźle bo pojawił się na moment i nic nie gadał akurat (wklejam poniżej zdjęcia, na wypadek gdyby ktoś nie widział gdzie go szukać ;)).








Critters napisał/a:
A kumple z nich muszą być nieziemscy bo Ahnold pojawia się na ekranie przed ów filmem(na oko produkcja bardzo w chuj niskobudżetowa) i zachęca do kupowania, wypożyczania i oglądania filmu, który zrobił jego kumpel bo jak nie, to 'I 'll be back' :lol:


:lol:

Pamiętasz może tytuł tego dzieła? :)
A kumplami byli i są naprawdę od serca, jak widzę ich wspólne fotki to żałuję, że nie nakręcili razem jakiegoś buddy movie, bo mogli stworzyć na ekranie przewesoły combo pack :)









;)




Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group